Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Rosja nigdy dotąd nie miała tak wielu wpływowych przyjaciół w Parlamencie Europejskim. Jedna piąta europosłów obecnej kadencji to zdeklarowani lub potencjalni partnerzy Kremla.

 

Swoje uczucia Moskwa kieruje głównie do przedstawicieli radykalnych europejskich partii i jak dotąd odnosi sukcesy. Skala jej politycznych wpływów w Parlamencie stale rośnie, a utrzymując bliski kontakt z europosłami, jest w stanie uczestniczyć w wewnętrznych rozgrywkach Unii Europejskiej. Polecam ciekawą analizę z ostatniego numeru anglojęzycznego Newsweeka: link do artykułu.  

 

Największym miłośnikiem współpracy z Rosją jest eurodeputowany Nigel Farage, lider eurofobicznej brytyjskiej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), który przy każdej okazji podkreśla swój podziw dla osoby Putina. I tak jak nie znosi UE, tak wyobraża sobie utworzenie sojuszu z Moskwą... Nie jest to aż takie dziwne, jak może to na pierwszy rzut oka wyglądać. Istnieje bowiem bardzo ważna rzecz, która łączy oba kraje, szczególnie w dobie dzisiejszego kryzysu tożsamości Europy. Te dwa niegdyś gigantyczne imperia przez wieki rozdawały karty. I o ile Rosja zachowała iluzje mocarstwa w formie putinowskiej dyktatury, o tyle Wielka Brytania ciągle szuka sobie miejsca przy zielonym stoliku by znów móc być krupierem. Czy to się uda? Tego dowiemy się w maju, kiedy Brytyjczycy staną przed historycznym wyborem przyszłości swego kraju...

 

Kolejną przyjaciółką Rosji jest francuska eurodeputowana Marine Le Pen, szefowa populistycznego Frontu Narodowego, która w połowie kwietnia ubiegłego roku, była przyjmowana na Kremlu z najwyższymi honorami. Rozkwit „uczuć” wspomogła także "moskiewska" pożyczka dla FN w wysokości blisko 10 mln euro. Le Pen publicznie chwali „rosyjski model rządów”, uznaje krymskie "referendum" i sprzeciwia się unijnym sankcjom przeciw Rosji.

 

Z Moskalem za pan brat są również ekstremiści z Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ), włoskiej Ligi Północnej oraz węgierskiego Jobbiku. Ta ostatnia partia upodobała sobie wschodnie klimaty do tego stopnia, że europoseł Béla Kovács był nawet oskarżany o szpiegostwo na rzecz Rosji.

 

W Szwecji dwa miesiące po wyborach do dymisji podał się tamtejszy rząd. Koalicja socjaldemokratów i zielonych upadła, ze względu na odrzucenie budżetu na rok 2015 przez tamtejszą trzecią siłę w państwie, anty-imigracyjną partię Szwedzkich Demokratów, tych samych, których przedstawiciele w Parlamencie Europejskim głosowali przeciwko umowie stowarzyszeniowej Unii z Ukrainą. Ten sygnał do współpracy na pewno nie uszedł uwadze Kremla.

 

Grunt pod nową przyjaźń z niemieckimi ekstremistami z Alternatywy dla Niemiec (AfD), także mającymi swoją reprezentację w PE przygotowywał nie tak dawno rosyjski ambasador - Vladimir Grinin. Na berlińskim spotkaniu z dwoma jej przedstawicielami, jak doniosły niemieckie media, padła przyjacielska propozycja wielomilionowej pożyczki wzmocnionej sztabkami złota... Sprawa wyszła na jaw, więc do transakcji (wtedy) nie doszło.

 

Bułgarska skrajnie prawicowa Ataka wzywała do obalenia rządu, jeśli ten poprze sankcje Unii Europejski wobec Rosji. Co więcej, zażądała od bułgarskich władz zadeklarowania wierności wobec Moskwy, cóż 22% Bułgarów wolałoby przynależeć do… Unii Euroazjatyckiej (związku byłych republik radzieckich) niż UE.

 

Lojalni wobec Rosji europosłowie, przy każdej nadarzającej się okazji składają projekty rezolucji, poprawek czy też wypowiadają się „ustami” Moskwy w Parlamencie Europejskim. W poprzedniej kadencji, wiosną 2014 r. grupa eurofobicznych posłów m.in. Ligi Północnej, Frontu Narodowego i Jobbiku wybrała się nawet na Krym, by śledzić tamtejsze "referendum" akcesyjne. Po powrocie jak jeden mąż stwierdzili nieskazitelność wyborów, których nie uznał żaden kraj UE.

 

25 % sojuszników Rosji w PE to dużo, ale jeszcze daleko do większości wymaganej by przyjąć jakieś wspólne stanowisko, jednak zważywszy, że coraz więcej obywateli ulega populistycznym obietnicom i eurosceptycznym partiom, kto wie, może w przyszłym składzie Europarlamentu Rosja będzie mieć już decydujący głos.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2015-01-18 18:59
Z Brukseli unia europejska, rosja, putin Komentarze (0)

Komentarze