Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

W UE mieszka ok. 10 mln Romów. To więcej niż łączna liczba obywateli Słowenii, Litwy, Łotwy, Estonii, Malty i Luksemburga. Gdyby Romowie żyli we własnym kraju, byłby to 10. najludniejszy kraj w UE - z populacją większą niż Belgia, Grecja, Węgry, Szwecja, Finlandia, Dania i Bułgaria. Byłby też najbiedniejszy. Jako państwo UE mieliby prawo do wyboru ponad 20 europosłów oraz możliwość zarządzania miliardami euro z funduszy unijnych na swój rozwój społeczny i gospodarczy, mieliby prawo weta w takich kwestiach jak unijny budżet. Mieliby swojego Komisarza, przedstawiciela w Trybunale Obrachunkowym i Trybunale Sprawiedliwości. Mieliby ustawodawstwo w zakresie zabezpieczeń socjalnych czy walki z dyskryminacją.

Ale Romowie nie mają swojego własnego państwa, ich społeczności są rozrzucone po wielu krajach wspólnoty. Oficjalnie są unijnymi obywatelami takimi jak inni, jednak w rzeczywistości doświadczają upokarzającej segregacji, będąc postrzeganymi często jako niechciani obywatele "innego" narodu.

Są najsłabiej reprezentowaną społecznością w demokratycznej Europie.
Praktycznie nie ma ich w parlamentach narodowych, rządach. Mają jednego posła w Parlamencie Europejskim i ... żadnej reprezentacji na wysokim szczeblu unijnej administracji.

Od wieków doświadczają prześladowań.
Poniżej kilka faktów.
- Romowie dotarli na Bałkany około XII w. migrując z subkontynentu indyjskiego. W każdym kraju dokąd zawitali czekały ich szykany.

- W XVII w. w Hiszpanii "los gitanos" nie mieli prawa się żenić, kobiety i mężczyźni byli umieszczani w osobnych gettach, a ich dzieci zabierano do sierocińców.

- Pod rządami Habsburgów, za panowania Marii Teresy (1740-1780) próbowano zmusić Romów do osiedlenia się na stałe, pozbawiając ich prawa do własnych koni i wozów. Zakazano małżeństw między Romami. Kolejny władca imperialny Józef II zakazał im noszenia tradycyjnej romskiej odzieży i używania języka romskiego pod karą chłosty.

- W XIX wieku zakazano Romom wszelkich wyjazdów poza Europę. Stany Zjednoczone zamknęły dla nich swoje terytorium w 1885 r., podobnie postąpiło wiele państw Ameryki Południowej.

- Prześladowania Romów osiągnęły apogeum podczas II wojny światowej, kiedy niemieccy naziści eksterminacji poddali półtora miliona dorosłych i dzieci.

Jak sytuacja Romów wygląda dzisiaj w demokratycznej Europie?

Według Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), wskaźniki umieralności niemowląt wśród ludności romskiej żyjącej w UE są dwa razy wyższe niż wśród nie-Romów.

Wielu rządom nie udaje się przeprowadzić skutecznych działań mających na celu np. włączenie romskich dzieci do systemu szkolnictwa publicznego, tak by mogły skorzystać ze swojego prawa do darmowej i równej edukacji.

Według niedawnego raportu unijnej Agencji Praw Podstawowych, tylko 15% dzieci romskich, z tych które podjęły edukację - kończy szkoły ponadgimnazjalne.
Mali Romowie są najczęściej odseparowani od innych w specjalnych szkołach. W niektórych krajach, romscy uczniowie stanowią 85% wszystkich dzieci uczęszczających do tzw. klas specjalnych.

25% europejskich Romów mieszka w szałasach, 55% romskich domów nie ma kanalizacji.

90% badanych Romów żyje poniżej krajowej granicy ubóstwa, a 45% mieszka w miejscu, któremu brak co najmniej jednego z podstawowych udogodnień mieszkaniowych: kuchni, toalety, łazienki czy instalacji elektrycznej.

W 2011 r. przeciętne wynagrodzenie mężczyzn romskich plasowało się między 45% a 80% średniej płacy dla nie-romskich mężczyzn. Dla kobiet różnica ta wynosi między 20% i 59%.

Stopa bezrobocia dla Romów jest w zależności od kraju od 30% do 250% wyższa niż dla nie-Romów.

Jak ktoś, kto nie ma wykształcenia, pracy, domu - spychany na margines przez innych współobywateli, ma "normalnie" żyć?

Rom w "klubie" najbogatszych państw na świecie, jakim jest UE powinien móc liczyć na skuteczną pomoc i wsparcie.

W perspektywie finansowej 2014-2020 muszą znaleźć się środki zaradcze dla tego "zapomnianego" społeczeństwa. Jest dużo programów i tzw. dobrych praktyk m.in z Hiszpanii*. Są kraje, którym udało się zarówno przezwyciężyć stereotypy jak i wykorzystać potencjał drzemiący w obywatelach.

Gdybyśmy stosowali w praktyce formułę "traktuj innych, tak jakbyś sam chciał być traktowany"- to zaczęlibyśmy od szacunku dla tradycji, kultury i języka romskiego. Także w edukacji, co wydaje się nam naturalne dla naszego języka. Dostrzeglibyśmy też pozytywne przykłady osiągnięć społeczności romskiej**, a potem być może skutecznie zwalczylibyśmy stereotypy i uprzedzenia.

Zjednoczeni w różnorodności to hasło Unii, które warto potraktować poważnie.

Korzystając z funduszy unijnych należy stworzyć kompleksowy program do zwalczania wszystkich aspektów ubóstwa, dążący do poprawy warunków mieszkaniowych, szkolenia i wspierania osób dorosłych romskiego pochodzenia w poszukiwaniu pracy, zapewnienia dostępu do wczesnej edukacji dla dzieci romskich. Ponadto trzeba rozwinąć system mediatorów do reprezentowania i wspierania społeczności Romów***.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*http://www.socialistsanddemocrats.eu/sites/default/files/SD-ROMADAY-LEAFLET_PbP_WEB.pdf
**http://jednizwielu.pl
***http://www.socialistsanddemocrats.eu/events/roma-inclusion-challenges-and-opportunities-local-level

2013-12-05 08:11
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, bieda, Romowie, kwestia romska Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

W spółkach giełdowych w UE przynajmniej 40% dyrektorów niewykonawczych będą - do 2020 r. stanowiły kobiety. Spółki publiczne będą musiały osiągnąć ten cel już w 2018 r. Firmy, którym nie uda się wprowadzić powyższych zaleceń będą karane... Rezolucję w tej sprawie przegłosował 20.11.13 r. Parlament Europejski.

W latach 2003 - 2011 r. po wielu społecznych akcjach mających przełamać męski "monopol" decyzyjny - udział kobiet w organach europejskich spółek zwiększył się z 8,5% do 13,7%. Komisja Europejska widząc te mikre rezultaty, w 2011 r. przedstawiła projekt "Kobiety w zarządzie – zobowiązanie dla Europy” - będący zachętą dla wiodących spółek giełdowych mającą na celu zwiększenie reprezentacji kobiet w ich zarządach: do 30% w 2015 r. i 40% w 2020 r. Teraz czas na fazę "zobowiązującą".

Na czym mają polegać zmiany?

Przy przejrzystej i zgodnej z zasadami równości płci procedurze rekrutacyjnej, w której kwalifikacje i umiejętności będą podstawowym kryterium, w sytuacji kiedy kandydaci będą mieli takie same oceny - pierwszeństwo powinno zostać przyznane osobie, której płeć jest niedoreprezentowana.

Kwoty nie obejmą małych i średnich przedsiębiorstw, czyli takich, które zatrudniają poniżej 250 osób.

Proponowane kary to grzywna, czy wykluczenie z procedury przetargów publicznych - będą stosowane tylko w przypadku niezastosowania przejrzystej procedury rekrutacyjnej, a nie w przypadku nieosiągnięcia wymaganego celu.

Parlament przyjął wniosek 459 głosami za, przy 148 głosach przeciw oraz 81 wstrzymujących się. Zasady zaczną obowiązywać po przyjęciu ich przez Radę Unii Europejskiej.

Jest to ważny krok w kierunku lepszego przestrzegania zasady równości, jako podstawowej wartości UE (Artykuł 157 ust. 3 TFUE) zmierzający do stosowania w praktyce zasady równości szans i równego traktowania mężczyzn i kobiet w dziedzinie zatrudnienia i pracy.

Kobiety są przedsiębiorcze, kreatywne, mają nerwy ze stali, ale szefami bywają głównie w firmach, które same założą. W przebadanych 700 największych spółkach notowanych na światowych giełdach - stanowiska kierownicze zajmuje zaledwie 6% kobiet, a w ich zarządach zasiada nas tylko 2%.

W krajach skandynawskich, które wprowadziły już "kwoty" w zarządach giełdowych spółek - statystyki pokazują, że tam gdzie trzy kobiety zasiadają w zarządzie - firmy generują zysk wyższy o 10%. Kobiety nie podejmują ryzykownych decyzji, są odpowiedzialne i bardzo dobrze zarządzają finansami...

Warto oddać decyzje gospodarcze w ręce kobiet, szczególnie w kryzysie. Myślę, że gdyby bank, od upadku którego rozpoczął się światowy kryzys nie nazywał się Lehman Brothers, ale Lehman Sisters - kryzysu mogłoby nie być.

W licznych równościowych rezolucjach Parlamentu Europejskiego zwracamy uwagę na bariery, jakie muszą pokonywać kobiety wkraczające w świat biznesu i polityki trzymany męską ręką.

Nie wystarczą same kwoty na listach wyborczych czy w zarządach spółek, kluczową kwestią jest możliwość godzenia życia zawodowego z rodzinnym. Temu zagadnieniu zresztą będzie poświęcony rok, 2014 jako Europejski Rok harmonii pracy zawodowej z życiem prywatnym i to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, na których w równym stopniu spoczywa odpowiedzialność za rodzinę i dzieci.

Bez miejsca w żłobku czy przedszkolu dla własnego dziecka, nie uda się efektywnie pogodzić pracy z domem. Profesjonalne opiekunki, którym można zaufać, to spory wydatek, a miejsc w żłobkach i przedszkolach państwowych jest ciągle za mało. Konieczna jest dobrze funkcjonująca infrastruktura opiekuńcza dofinansowana przez państwo czy samorządy, obejmująca wszystkie osoby zależne, nie tylko dzieci, ale i osoby starsze wymagające stałej opieki. Bez pomocy publicznej w tej kwestii, kobiety nigdy nie będą miały prawdziwie równych szans.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2013-11-22 08:14
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, kobiety, równość, partytety Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Możliwa, trzeba siedmiu zapaleńców i trochę czasu. Poznajcie Europejską Inicjatywę Obywatelską, nowe narzędzie legislacyjne dla aktywnych obywateli. Najpierw zdefiniujmy problem: brak jakiejkolwiek harmonizacji polityki antynarkotykowej w UE. Legalny produkt kupiony w jednym kraju, przewieziony do innego zrobi z nabywcy kryminalistę. Czas to zmienić. Potrzebna jest harmonizacja prawa, zapewniająca europejskim obywatelom równe traktowanie bez względu na to dokąd w UE zawędrują.

Prohibicja jak pokazuje praktyka nie rozwiązuje problemu, tylko pogłębia czarny rynek i wzmacnia oganizacje przestępcze. Prawo, które źle funkcjonuje należy dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości.

Przyjrzyjmy się np. marihuanie.

W Portugalii, Holandii, Czechach zarówno okazjonalnych jak i uzależnionyh użytkowników nie traktuje się jak przestępców. Walkę z nałogiem prowadzi się poprzez edukację społeczną począwszy od najmłodszych lat. Narkomanów się leczy a nie wsadza do więzienia.

W Polsce, Słowacji oraz na Węgrzech obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w całej Europie. Młodzi ludzie przyłapani na posiadaniu nawet niewielkiej ilości marihuany trafiają do więzienia, gdzie "resocjalizacja" odbiera im możliwość jakiegokolwiek normalnego życia po wyroku.

Co więcej, w Polsce istnieje również zakaz wykorzystywania konopi do celów terapeutycznych. Tymczasem ich dobroczynne działanie w leczeniu niektórych przewlekłych chorób jest już udowodnione i udokumentowane przez lekarzy na całym świecie. W przypadku pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane dobre efekty przynosi stosowany w całej Europie lek Sativex. Dostępny także w Polsce, ale nie refundowany jak np. w Niemczech. Różnica w cenie? Ok. 2500 zł w miesięcznej kuracji...

Zacznijmy zatem od równego traktowania europacjentów i zapewnienia im jednakowego dostępu do substancji mogących przynosić pozytywne rezultaty w ich leczeniu.

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii
(http://europa.eu/legislation_summaries/justice_freedom_security/combating_drugs/c11518_pl.htm) od 2006 r. bada i opisuje to zjawisko w całej UE. Rezultaty badań ewidentnie pokaują, że liberalne prawo nie powoduje nasilenia narkomanii, wręcz przeciwnie. Umożliwia kontrolę rynku, jakości produktów, dając dostęp do dozwolonych używek tylko osobom pełnoletnim. Dodatkowo przynosi wymierne korzyści państwu w postaci akcyzy i odbiera mafii rację bytu.

Jak wykorzystać nowe narzędzie legislacyjne, jakie obywatelom przyznał Traktat z Lizbony - Europejską Inicjatywę Obywatelską (EIO) do harmonizacji podejścia do używek w całej Unii?

1. Powołać komitet obywatelski, ktory wytąpi z inicjatywą, w jego składzie powinno znaleźć się siedmiu obywateli z co najmniej siedmiu różnych krajów członkowskich UE.
2. Komitet musi zarejestrować swoją inicjatywę na stronie internetowej: www.eu.europa.eu.
3. Komisja Europejska (KE) w terminie dwóch miesięcy oceni, czy propozycja spełnia obowiązujące wymagania ( jest w kompetencjach UE).
4. Po potwierdzeniu przez KE komitet będzie musiał zebrać minimum 1 milion głosów poparcia w UE w czasie nie dłuższym niż rok, w tym celu KE udostępniła odpowiednie oprogramowanie umożliwiające elektroniczne zbieranie podpisów.
5. Po zebraniu podpisów, KE ma obowiązek w ciągu trzech miesięcy przeanalizować wniosek i rozpocząć badania zjawiska czy problemu, a następnie przedstawić projekt adekwatnego aktu prawnego.
6. Decyzja KE musi zostać uzasadniona publicznie.
7. Przedstawione przez KE propozycje zmian prawnych trafią pod obrady Rady i Parlamentu Europejskiego.
8. Po zatwierdzeniu zmiany stają się obowiązującym prawem na terenie Unii Europejskiej.

Trudne? Nie specjalnie. Zaledwie od nieco ponad roku od wejścia w życie za pośrednictwem EIO zgłoszono już kilkanaście propozycji nowych regulacji.

Jeśli uważacie, że istnieje potrzeba ujednolicenia polityki antynarkotykowej w UE, użyjcie EIO.

Powodzenia.
Lidia Geringer de Oedenberg

Szczegóły dotyczące EIO:
http://ec.europa.eu/citizens-initiative/public/?lg=pl
www.lgeringer.pl


Lidia Geringer de Oedenberg

2013-11-05 19:25
Z Brukseli parlament europejski, marihuana, legislacja, obywatel Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

Obecnie mamy trzy miejsca pracy: Brukselę, Strasburg i Luksemburg. Ograniczenie się do jednej siedziby to ok.1,5 mld euro oszczędności w budżecie 2014-2020. Jest o co walczyć, szczególnie w dobie kryzysu. Same koszty delegacji służbowych urzędników ulokowanych w Luksemburgu a podróżujących między pozostałymi dwoma miejscami pracy wyniosą w tym roku niemal 30 mln euro. Do tego należy doliczyć kolejne wątpliwe wydatki związane np. z budową gigantycznego biurowca w Luksemburgu (KAD) dla 6 tys. urzędników, którego koszty były tak trudne do oszacowania, że żadna firma budowlana nie chciała się tego podjąć, więc Parlament sam postanowił wystąpić w roli dewelopera. Według różnych szacunków koszt budynku może sięgać nawet ponad 800 mln euro.

Posłowie od dawna burzyli się przeciw bezsensownym nieustającym przeprowadzkom. Niestety bez poparcia większości parlamentarnej i bez wiary w możliwość zmiany Traktatów- inicjatywy upadały*. W końcu międzypartyjna, nieformalna grupa Single Seat, w której skład weszło 5 członków Prezydium PE (wraz z piszącą te słowa) oraz posłowie ze wszystkich grup politycznych** zdołała wywalczyć dla idei „Jednej Siedziby” zdecydowaną większość. Naszą inicjatywę popiera już ponad 80% posłów.

Sprawna instytucja powinna pracować w jednym miejscu. Zdecydowana większość posłów opowiada się za Brukselą, gdzie łatwiej dotrzeć i praca jest lepiej zorganizowana.
Zgodnie z traktatami, ostateczne decyzja w sprawie siedziby Parlamentu Europejskiego nie należy do nas - posłów, lecz do rządów krajowych – czyli Rady. My narzekamy na marnotrawstwo pieniędzy i czasu, Rada jak do tej pory nas nie słucha, mając niezrozumiałe dziś dla nas i obywateli zobowiązania polityczne. Cóż, czym innym jest decyzja zaspokajająca ambicje krajów do “posiadania” prestiżowych instytucji na swoim terytorium, a czym innym codzienność. Praca w trzech miejscach nie jest ani tania ani wygodna.

Ale, wraz z nowym Traktatem – Lizbońskim, Parlament Europejski (PE) zdobył prawo obligowania Komisji Europejskiej do przygotowania koniecznych naszym zdaniem propozycji legislacyjnych. Wykorzystując nowe prerogatywy właśnie kończymy prace nad specjalnym raportem w Komisji Konstytucyjnej (AFCO) w sprawie zmian traktatowych dających PE prawo określenia miejsca swojej pracy (co do tej pory było definiowane przez Radę Europejską). Autorami raportu w komisji wiodącej są Ashley Fox (ECR) i Gerald Häfner (Greens).

Do raportu dwie komisje już przygotowały swoje pozytywne opinie:
- 17 września br. Komisja Petycji (PETI)
- 26 września br. Komisja Budżetowa (BUDG)

Główny raport w AFCO będzie poddany pod głosowanie 14. października br., ostateczne głosowanie na sesji plenarnej przewidziane jest na listopad.

Francuzi i Luksemburczycy wszelkich politycznych maści - zjednoczeni w obronie zyskownego dla nich status quo - walczą z inicjatywą, przy wsparciu największej grupy politycznej – Chadeków, ale jak na razie to my, "reformatorzy" mamy ciągle większość.

Przyjęcie wspomnianego raportu w końcu zmusi Radę do zajęcia się problemem i mam nadzieję – odpowiednich zmian traktatowych, co skończy marnotrawstwo pieniędzy i czasu.

Nadszedł czas konfrontacji rozsądku z historią. Zobaczymy kto wygra...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*W grudniu 1992 r.,w Edynburgu, na szczycie w czasie brytyjskiej prezydencji zdecydowano o “lokalizacji instytucji i niektórych organów i służb Wspólnot Europejskich (Dz.U. C-341 23/12/1992). Protokół z “mapą” politycznych targów dołączono wtedy do Traktatu Amsterdamskiego.
Dokument stanowi, iż Parlament Europejski ma swą siedzibę w Strasburgu, gdzie odbywa się dwanaście miesięcznych sesji plenarnych, Komisje Parlamentu Europejskiego obradują w Brukseli, zaś urzędnicy, czyli Sekretariat Generalny Parlamentu Europejskiego i jego służby pracują w Luksemburgu. Tekst ten można odnaleźć obecnie w protokole 6. Traktatu z Lizbony.

**Członkowie Single Seat Group:
Edward McMILLAN-SCOTT UK, Liberal Democrat, EP Vice-President, Single Seat Co-Chair
Alexander ALVARO Germany, FDP, EP Vice-President, Single Seat Co-Chair
Isabelle DURANT Belgium, ECOLO, EP Vice-President
Oldřich VLASAK Czech Republic,Občanská demokratická strana, EP Vice-President
Lidia Joanna GERINGER DE OEDENBERG Poland, Sojusz Lewicy Demokratycznej, EP Quaestor
Dan JORGENSEN Denmark, Socialdemokratiet
Ashley FOX UK, Conservative
Bart STAES Belgium, Groen
Krzysztof LISEK, Poland, Platforma Obywatelska
Göran FARM Sweden, Arbetarepartiet- Socialdemokraterna
Anna-Maria CORAZZA-BILDT Sweden, Moderata Samlingspartiet
Seán KELLY Ireland , Fine Gael
Sandra Kalniete Latvia,Vienotiba
Mario DAVID Portugal, Partido Social Democrata
Lara COMI Italy, Il Popolo della Libertà
Ulrike LUNACEK Austria, Die Grünen - Die Grüne Alternative
Judith MERKIES The Netherlands, Partij van de Arbeid
Marisa MATIAS Portugal, Bloco de Esquerda
Diane DODDS UK, Democratic Unionist Party
Edvard KOZUSNIK Czech Republic, Občanská demokratická strana
Phil PRENDERGAST Ireland, Labour Party, Committee on the Internal Market and Consumer Protection
Esther DE LANGE Netherlands, Christen Democratisch Appèl
Raul ROMEVA I RUEDA Spain, Iniciativa per Catalunya Verds
Cornelis DE JONG Netherlands, Socialistische Partij
Frédérique RIES Belgium, Mouvement Réformateur

2013-10-09 21:49
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Sezam otwiera się teraz łatwiej niż za czasów Alibaby, a skarbem dla dzisiejszych “rozbójników” są nasze dane. Pracując w Komisji Prawnej PE nad regulacjami mającymi wprowadzić “ład i bezpieczeństwo” w chmurach obliczeniowych zdałam sobie sprawę ze skali współczesnego “sezamu” i nonszalancji powierzających mu swoje “skarby”.

O sprawie pisałam http://lgeringer.natemat.pl/74709,chmura-obliczeniowa-trampolina-wzrostu-czy-wtyczka-dla-sluzb-i-cybermafii.
Teraz ciąg dalszy...

Korzystając z aplikacji mobilnych możemy zupełnie nieświadomie przekazać swoje lub cudze dane osobowe, także te finansowo bardzo wrażliwe np. o naszym koncie bankowym, numerach kart, pinach, danych o stanie naszego zdrowia, ubezpieczeniach, wszelkich jakie mamy w pamięci urządzenia, które podłączamy np. do komputera pokładowego naszego samochodu.

Przykładowo, gdy adwokat zsynchronizuje w ten sposób swojego iPada by posłuchać w aucie ulubionej muzyki, to przekaże komputerowi pokładowemu nie tylko dźwięki, z których chciał skorzystać, ale również kalendarz i listę swoich klientów. Każdy, kto będzie miał później dostęp do komputera w naszym samochodzie np. pracownik serwisu samochodowego, będzie mógł z łatwością uzyskać dostęp do tych i innych zsynchronizowanych danych - przestrzega Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Przez brak rozwagi czy niewiedzę przy pomocy takiego urządzenia możemy przekazać bliżej niesprecyzowanej liczbie osób na świecie informacje o wszelkiej naszej aktywności. A raz udostępnione informacje są dziś praktycznie niemożliwe do wycofania. (Co prawda pracujemy właśnie nad pewną propozycją , o czym pisałam http://lgeringer.natemat.pl/55693,kryzys-ochrony-prywatnosci , ale z wdrożeniem tej nowości nie będzie łatwo).

Jeśli robiąc zakupy w Internecie zgodzimy się na to, żeby firma X uzyskała nasze dane i mogła podzielić się nimi z innymi współpracującymi z nią firmami, to już po kilku sekundach nasze dane mogą znajdować się w tysiącach różnych innych zbiorów, prowadzonych przez tysiące różnych administratorów.

Ale nawet gdy nie zgodzimy się świadomie na udostępnianie naszych danych to i tak dostęp do nich mają różne służby... Po aferze z amerykańskim PRISM wiemy, że i w Europie różne agencje "monitorują" smartfony wszystkich najważniejszych producentów. Mają zatem dostęp do naszych poufnych danych, takich jak lista kontaktów, SMS-ów czy informacji o lokalizacji, a także do komputerów, z którymi nasz telefon był synchronizowany.

Co prawda szpiegostwo smartfonowe nie było jak nam się wydaje dotąd zjawiskiem stosowanym na masową skalę, a “tylko” ukierunkowanym na konkretne firmy czy osoby - to jednak Wielki Brat już nasze dane gromadzi na wszelki wypadek, i to jak na razie bez żadnych przeszkód prawnych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-25 15:16
Z Brukseli parlament europejski, dane, PRISM, Komisja Prawna Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Głosować chodzą przede wszystkim niezadowoleni, a tych nie brakuje w owładniętej kryzysem Europie. Przeciwni polityce oszczędności, efektom globalizacji i “dyktaturze” Brukseli – już się mobilizują. Europolitolodzy przewidują w związku z tym nawet większą frekwencję wyborczą... Czy to oznacza zdominowanie Parlamentu Europejskiego przez eurosceptyków? Być może.

Wiele wskazuje na to, że w następnych wyborach europejskich w 2014 r. skrajne ugrupowania polityczne mogą zdobyć rekordowe poparcie. Jak kryzys odbije się na wyborach? Ilu Europejczyków pójdzie głosować? Czy ich wybór zagrozi Unii Europejskiej?

Za niecały rok eurowybory.

W 2004 r. w Parlamencie było ok. 70 antyunijnych wojowników, z czego prawie połowa z Polski (LPR, Samoobrona, PiS). W 2009 r. siła eurosceptyków urosła do 120. Dodawszy do tej tendencji nastroje kryzysowe można oczekiwać, że w 2014 r. przeciwnicy Unii mogą otrzeć się o większość w 751 osobowej Izbie, co oznaczałoby totalny odwrót od integracji i koniec marzeń o UEtopii.

Cofnijmy się parę miesięcy wstecz.

Trojka (KE, MFW, EBC) przedstawiając plan ratunkowy dla zadłużonego południa Europy postawiła ostre warunki "zaciskania pasa": reformy finansów publicznych, cięć wydatków, zmniejszenia deficytu budżetowego.

Gdy rządy zaczęły wprowadzać drastyczne oszczędności: Grecy dali poparcie antyunijnym radykalistom, Włosi zagłosowali na komika Beppe Grillo, Brytyjczycy na ultraprawicową Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, we wszystkich pozostałych krajach znacznie wzrosło poparcie dla partii niechętnych europejskiemu projektowi. W Polsce dodatkowe poparcie przypadło PiS.

Zdobycze wspólnego rynku w dobie kryzysu zaczęły ... dzielić społeczeństwa. Za dużo przybyszów z innych krajów pobudziło brunatne demony.

W tej atmosferze media szczególnie w "starej" Europie szokują:
- statystykami bezrobocia, gdyż "nowi" odbierają pracę Brytyjczykom, Francuzom, Niemcom...
- sumami wyłudzeń "socjalnych" przybyszów - nierobów,
- przestępczością "napłyniętą" ze wschodu.

Kryzys zaglądnął w rodzinne budżety - trzeba było znaleźć winnych.
Nic dziwnego, że na tym gruncie kwitną ruchy populistyczne i radykalne.

Jak wyglądają nastroje przedwyborcze w grupach politycznych "rozdających karty" w PE?

1. Chadecy, centro-prawica, 275 posłów z partii rządzących w wielu krajach (w tym PO i PSL). Zdają sobie sprawę z przeciwnych wiatrów i liczą się ze spadkiem nawet do kilkunastu posłów po wyborach w 2014 r.

2. Socjaldemokraci - 195 posłów. Liczą na zachowanie obecnej siły, a nawet może jej wzrost. Brytyjska Partia Pracy cieszy się dużym poparciem, wzrasta poparcie dla lewicy w Hiszpanii i Niemczech.

3. Liberałowie, 84 posłów. Tu nie widać objawów optymizmu, mogą stracić 10 do 20 eurodeputowanych. Zniknęli już we Włoszech, są w złej sytuacji w Niemczech, Francji i w Wielkiej Brytanii (zapłacą za koalicję z partią Davida Camerona).

Po 2014 r. Parlament będzie też miał mniejszy skład niż obecnie, kiedy tymczasowo został zwiększony o posłów "lizbońskich" (wyrównanie po wejściu traktatu z Lizbony) oraz ostatnio o posłów z Chorwacji - co daje w sumie 764 deputowanych. Do ósmej kadencji obywatele wybiorą tylko 751.

Gdyby te prognozy się sprawdziły, to prounijne grupy polityczne dalej będą miały większość. Jeśli nie, to zdaniem belgijskiego "Le soir" z 26 czerwca br. "Parlament będzie jak małpa z brzytwą "...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-07-11 18:01
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, patent Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Mimo doniesień prasowych dalej nie ma porozumienia budżetowego 2014-2020. Na dzisiejszym posiedzeniu Komisji Budżetowej (20/06/2013) nie było zatem entuzjazmu zwycięzców, tylko rozczarowanie metodami pracy Rady UE, na której czele stoją w tym półroczu negocjujący w jej imieniu Irlandczycy. Dziesiątki spotkań, zapowiedzi rozwiązań i dalej nic.

 
Poselski zespół budżetowców doszedł po ostatniej rundzie spotkań do wniosku, że nie jest już w stanie kontynuować negocjacji. Jeden z głównych negocjatorów - poseł Reimer BÖGE postanowił wręcz w ogóle się wycofać. Drugi współodpowiedzialny za sprawozdanie - poseł Ivailo Kalfin stwierdził, że Irlandzka Prezydencja nie może już nic zdziałać w sprawie Wieloletnich Ram Finansowych.

 

W tej sytuacji tym większe nasze zdziwienie wywołały informacje (przekazywane mediom przez Radę) o sukcesie rozmów - co było niczym więcej niż zwykłą manipulacją*.Parlament Europejski musi teraz zająć stanowisko w sprawie wynegocjowanego przez Radę pakietu, którego ostatecznej wersji jeszcze nie ma...

W przyszłym tygodniu powinny zapaść polityczne decyzje, tak by można je było przegłosować na początku lipca br. podczas ostatniej sesji plenarnej przed wakacjami. Rok 2014 się zbliża, lecz budżet zaczynający od niego kolejną "siedmiolatkę" tkwi w martwym punkcie.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

http://www.europeanvoice.com/article/2013/june/deal-struck-on-long-term-budget/77618.aspx

2013-06-20 19:16
Z Brukseli parlament europejski, Budżet Unii Europejskiej Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

To, co władze publiczne wyprodukowały, zebrały i opłaciły - ma być udostępniane za darmo. Przykładowo: dane geograficzne, meteorologiczne, statystyki czy zdigitalizowane książki. Społeczeństwo już raz za to swoimi podatkami - zapłaciło.

Nowa euroregulacja tworzy zupełnie inne zasady internetowego dostępu do wszystkich publicznych danych, łącznie z możliwością komercyjnego ich wykorzystania. Wolne korzystanie z publicznego skarbca danych, pełnego dokładnych i aktualnych informacji zebranych przez administrację - ma być innowacyjnym zastrzykiem dla przedsiębiorców i czynnikiem pobudzającym wzrost gospodarczy. Komisja Europejska wierzy, że przyszłe zyski gospodarcze mogą dzięki temu sięgnąć rocznie nawet 40 miliardów euro.

Inicjatywa ponadto ma także na celu zwiększenie transparentności działań administracji publicznej.

O co konkretnie chodzi?

W propozycji tej regulacji - sprawozdawca poseł Ivailo Kalfin (mój grupowy kolega z S&D) twierdzi, że przedsiębiorstwa powinny mieć nieodpłatny (lub płatny symbolicznie) dostęp do danych administracyjnych, co pozwoliłoby im na wykorzystanie (już raz opłaconych) publicznych danych i dostarczanie własnym klientom lepszych usług i produktów.

Firmy oferujące oprogramowanie mogłyby wykorzystywać istniejące opracowania np. dla aplikacji związanych z transportem publicznym, serwisami wykorzystującymi współrzędne geograficzne, plany infrastrukturalne czy inne bazy danych miasta czy regionu.

Na ostatniej sesji plenarnej (13-06-2013) przegłosowaliśmy tę pożyteczną dyrektywę* i tym samym, po jej implementowaniu przez kraje członkowskie - droga do wolnego dostępu do publicznych danych zostanie otwarta.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2013-06-20 15:18
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, otwarte zasoby Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Komisja Europejska najwyraźniej pragnie więcej władzy, a stosując sztuczkę prawną chciała awansować do roli swoistego monopolisty koncesyjnego. Przyjęty przez UE w 2003 r. tzw. Europejski System Handlu Emisjami (ETS) i wprowadzony w życie w 2005 r. jest - co pokazuje dotychczasowa praktyka jego funkcjonowania - niedoskonały i sprzyja oszustwom finansowym oraz spekulacjom. Nie spełnił pokładanych w nim nadziei - jest nieefektywny i wymaga zmian, ale nie takich, jakie zaproponowała Komisja Europejska.

Zgadzam się z ogólną ideą ograniczeń emisji CO2 i stopniowego przechodzenia na "zieloną gospodarkę"* - ale w głosowaniu 16.04.br nad sprawozdaniem dotyczącym "Harmonogramu aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych" - byłam za odesłaniem tego projektu z powrotem do Komisji Środowiska, ponieważ zawierał on bardzo poważne prawne "niedopatrzenia".

Propozycja Komisji Europejskiej (KE) chciała wprowadzić drastyczne odstępstwo od zapisów traktatowych i w procesie konsultacji związanych ze zmianami systemu aukcji CO2 - pominąć kraje członkowskie. Temu miała służyć zaproponowana przez KE podstawa prawna - artykuł 192.1 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, który w moim przekonaniu nie jest właściwy dla nowelizacji tej dyrektywy. Proponowane zapisy nie mają bowiem wyłącznie charakteru "środowiskowego", ale wpływają na dywersyfikację struktury energetycznej, zatem właściwą podstawą prawną powinien być art. 192.2c, przewidujący jednomyślną zgodę państw członkowskich, ze specjalną procedurą prawodawczą i konsultacją z Parlamentem Europejskim. Przy tej podstawie prawnej każdy kraj UE miałby możliwość ewentualnego sprzeciwu wobec proponowanych, zagrażających jego gospodarce zmian.

Sprytnie manewrując traktatowymi artykułami KE chciała wprowadzić tzw. backloading, czyli "zdjąć" z rynku aukcji 900 milionów ton CO2, by z obecnych 2,7 euro za tonę - wywindować w przyszłości cenę do ok. 30 euro za tonę - brutalnie ingerując w rynek uprawnień do emisji, do tego jeszcze bez konsultacji z krajami członkowskimi....

Proponowane zapisy dawałyby ponadto KE zbyt duży margines dowolności w określaniu zasadności takich interwencji, a tym samym możliwość sztucznego i arbitralnego regulowania rynku uprawnień do emisji w oparciu o nieweryfikowalne przesłanki. Takie czasowe ograniczanie wprowadzania na rynek nowych uprawnień mogłoby mieć negatywny wpływ na budżety państw ubiegających się o możliwość przydziału bezpłatnych uprawnień z tytułu czasowych derogacji, czyli np. dla Polski, Węgier, Rumunii. "Strata" byłaby oczywiście kompensowana podwyżką cen energii, a koszty zostałyby przerzucone na barki konsumentów.

Jak wspomniałam na początku - podzielam ideę stopniowego ograniczania emisji CO2 i dywersyfikowania źródeł pozyskiwania energii - dlatego wcześniej poparłam nielegislacyjne sprawozdanie "z własnej inicjatywy" poseł Niki Tzaveli "Energy Roadmap 2050", wyznaczające długofalowo drogę do przekształcania europejskiej energetyki w tzw. energetykę zieloną.

Jednakże są to dwa kompletnie różne dokumenty o diametralnie odmiennych skutkach prawnych.

Sprawozdanie "z własnej inicjatywy" nie pociąga za sobą konsekwencji prawnych - jest jedynie propozycją dla Komisji Europejskiej, która nie jest wiążąca i może, ale nie musi zostać uwzględniona w tworzeniu prawodawstwa. Natomiast legislacyjne sprawozdanie dotyczące "Harmonogramu aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych" posła Matthiasa Groote miałoby bezpośrednie skutki prawnie wiążące. Na szczęście pomysł zamrożenia sprzedaży części uprawnień do emisji w tej wersjii został przez Parlament Europejski odrzucony (334 za jego odrzuceniem, przy 315 przeciwnych i 63 wstrzymujących się) i tym samym odesłany do poprawki do parlamentarnej komisji ochrony środowiska naturalnego.

cdn...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* o sprawie pisałam wcześniej:

http://lgeringer.natemat.pl/54807,zyskowne-straty-czyli-jak-robic-prawdziwy-biznes-na-emisjach-co2
http://lgeringer.natemat.pl/55081,zyski-klimatyczne-dla-sprytnych

2013-04-19 08:07
Z Brukseli parlament europejski, komisja europejska, CO2, dwutlenek węgla, backloading Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

... czyli ciąg dalszy afery zdymisjonowanego Komisarza Dalli'ego.

Pod koniec marca br. tygodnik New Europe* opisał ciekawe metody wykrywania korupcji stosowane przez Europejski Urząd ds.Zwalczania Nadużyć Finansowych, OLAF. Jak się okazało kluczowy świadek w aferze, niejaki Gayle Kimberly ... wymyślił spotkanie, podczas którego bliski współpracownik Komisarza Dalli'ego jakoby żądał 60 mln euro od Swedish Match (wiodącego producenta tzw. bezdymnego wyrobu tytoniowego - snusu) w zamian za pomoc w legalizacji produktu w UE. Mimo wykrytego kłamstwa OLAF ponoć poradził Kimberly'emu, aby w zeznaniach trzymał się jednak swojej “oryginalnej” wersji wydarzeń...

Pochodzący z Malty unijny Komisarz ds. zdrowia John Dalli “przymuszony okolicznościami” podał się do dymisji 16 października 2012, zaraz po tym jak OLAF przedstawił José Manuelowi Barrosso, szefowi Komisji Europejskiej - raport z dochodzenia w sprawie wspomnianej korupcyjnej propozycji, o której doniósł OLAF-owi Swedish Match (o sprawie pisałam. http://2009.salon24.pl/460485,osobliwy-przypadek-johna-dalli).

Tymczasem nie tak dawno francuski deputowany José Bové oświadczył, iż 20 marca br. w swoim biurze w Parlamencie Europejskim w Brukseli spotkał się z dwoma lobbystami ze Swedish Match i w czasie rozmowy jeden z nich (Johann Gabriellson) wyznał, że kontrowersyjne “spotkanie” Kimberly'ego w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca.

Oliwy do ognia dolał jeszcze Herbert Bösch, były austriacki europoseł a obecnie członek Komitetu Nadzoru OLAF-u, który na posiedzeniu w Komisji Kontroli Budżetowej stwierdził, iż antykorupcyjny Urząd podczas dochodzeń stosuje nielegalne podsłuchy. Komitet Nadzoru OLAF-u szykuje się do opublikowania sprawozdania dotyczącego tych szczególnych praktyk, co nastąpi jeszcze w kwietniu br.

14 marca br., Rada Europejska i Parlament zdecydowały o przeglądzie rozporządzenia regulującego status OLAF-u.

Dodatkowo w PE powstał pomysł, by powołać specjalną komisję, która przeanalizowałaby wszelkie “interakcje” pomiędzy instytucjami UE a lobbystami. Zakres jej kompetencji i działań ma określić Konferencja Przewodniczących ( szefów grup politycznych w PE) najprawdopodobniej jutro -11 kwietnia br.

Tymczasem. OLAF zaprzecza wszelkim zarzutom o nieprawidłowościach w związku z Dalligate **. W specjalnie wydanym oświadczeniu, Urząd odrzuca posądzenia o manipulowanie zeznań świadków czy zakładanie nielegalnych podsłuchów, powołując się na swoje złożone u szefa komisji Barrosso - sprawozdanie. Sęk w tym, że posłowie nie mają doń dostępu... Na razie.

Jeśli jednak zarzuty stosowania nielegalnych praktyk wobec dotąd “krystalicznie czystego” Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych OLAF-u się potwierdzą – tym razem do dymisji powinien się szykować jego dyrektor generalny Giovanni Kessler....

“Wrobiony” przez szwedzkiego tytoniowego potentata i zmuszony do dymisji były już Komisarz Dalli - zapowiedział pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. A ma o co walczyć. Oczyszczenie z paraliżującej karierę “eurokorupcji” i odszkodowanie za utratę intratnego stanowiska może mu przynieść miliony...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*http://www.scribd.com/doc/132117712/New-Europe-Print-Edition-Issue-1023
**http://www.scribd.com/doc/132117712/New-Europe-Print-Edition-Issue-1023

 

 

2013-04-10 15:07
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, lobbing Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |