Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Wybory europejskie za nami.

Na posiedzeniu Prezydium PE 16 czerwca br. - ostatnim w tej kadencji - nie było optymizmu. Na 20 członków tego elitarnego grona, ponownie wybranych zostało zaledwie 7 (łącznie z piszącą te słowa)*.


Wybrańcy dogadują się teraz kto z kim będzie w sojuszu. “Stare”, istniejące dotąd w europarlamencie grupy polityczne są już poukładane. Nowe, tworzące się właśnie frakcje - ciągle usiłują przeciągnąć do siebie niezdecydowanych i niezrzeszonych jeszcze posłów. Może się z tego urodzić nowa eurofobiczna siła na poziomie 25% składu PE, lub kilka mniejszych...


Jeśli uda się im zjednoczyć 108 posłów, będą w stanie stworzyć trzecią największą co do wielkości formację w PE.


Do sformowania grupy politycznej potrzeba minimum 25 posłów pochodzących z przynajmniej 7 krajów.


Jako poseł rozpoczynający już trzecią kadencję w PE pokuszę się o własną analizę wyborczą. Zacznę od dobrych wiadomości...


Tegoroczne wybory, po raz pierwszy od 1979 r. - przyniosły wzrost frekwencji wyborczej o 0,11%, co dało średni udział euroobywateli z 28 państw na poziomie 43,11 % (w Polsce 23%).


Ale, jedną siódmą członków Parlamentu, stanowić będą posłowie ewidentnie podważający wartości i sens istnienia Unii Europejskiej. Kolejna setka to dotychczasowi sceptycy.


Francuski Front Narodowy z Marine Le Pen, który z 25% wynikiem wyszedł w swoim kraju na prowadzenie, wprowadza w tej kadencji 24 posłów.


W Wielkiej Brytanii, po raz pierwszy od 1910 r. sukcesu nie odniosła żadna z dwóch głównych partii sprawujących tradycyjnie władze Torysów i Partii Pracy, zwycięstwo przypadło eurofobicznemu UKIPowi na czele z Nigelem Farage'm, otrzymując 24 miejsca w PE.


W Niemczech kontestująca sens Unii - Alternatywa dla Niemiec - uzyskała 7 mandatów, o 4 miejsca więcej niż proeuropejska Wolna Partia Demokratyczna. Neonaziści z Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD), także będą mieli swego reprezentanta.


Grecki skrajnie prawicowy i nacjonalistyczny Złoty Świt również ma w PE także dwójkę swoich przedstawicieli.


Dotychczasowi eurosceptycy także wzrośli w siłę np. Prawo i Sprawiedliwość, wchodzące w skład Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów wraca w sile 19 miejsc (z poziomu sześciu).


W szeregach PE zasiądą od lipca także populistyczni, czy faszyzujący posłowie z Włoch, Holandii, Danii, Węgier, Austrii, Finlandii i Litwy.


Jakie będą tego konsekwencje?


Poważne. Blokada legislacji i bardzo dziwne zachowania 25% euroreprezentantów koncentrujących się nie na pracy, ale na ośmieszaniu Instytucji.


Europejscy wyborcy chcą właśnie takiej „nowej Europy” ?

 

Pozdrowienia z Parlamentu Europejskiego,

Lidia Geringer de Oedenberg


 * Martin SCHULZ dotychczasowy Przewodniczący PE, trzej wiceprzewodniczący: Gianni PITTELLA, Othmar KARAS, Rainer WIELAND oraz trzech kwestorów: Jiří MAŠTÁLKA, Bogusław LIBERADZKI i Lidia GERINGER de OEDENBERG.

 

2014-06-18 21:36
Z Brukseli parlament europejski Komentarze (6)
 Oceń wpis
   

Zaplanowany pod koniec listopada 2013 r. w Wilnie - trzeci szczyt Partnerstwa Wschodniego miał być okazałym finałem pierwszej litewskiej prezydencji w Radzie UE. Sukcesu jednak nie było. Ukraina i Armenia w ostatniej chwili zdecydowały o niepodpisywaniu umów stowarzyszeniowych.

Oficjalnym powodem miała być zbyt „słaba” dla Ukrainy oferta finansowa UE – szacowaną na 13 mld euro. Jak porównuję tę propozycję dla kandydata na kandydata z tym, co otrzymała Polska jako kraj członkowski w latach 2004-2006 – niecałe 12 mld, to mam wrażenie, że nie bardzo zrozumiano co naprawdę może w praktyce zaoferować Unia. Wspólnotowy budżet nie jest z gumy i bez konkretnej decyzji o zwiększeniu składki członkowskiej - nie ma co wyobrażać sobie, że pojawi się w nim nagle więcej środków. Co więcej, budżet na 2014-2020 został już podzielony, a o jakichkolwiek w nim - "luzach" finansowych nikt nie słyszał.

Konsekwencje "zawieszenia" euro-ukraińskich rozmów obserwowaliśmy najpierw na Majdanie, potem na Krymie, w Odessie i innych miastach naszego wschodniego sąsiada.

Unia Europejska oskarżana - co zabawne przez eurosceptyków - o opieszałość, z racji ograniczeń traktatowych po prostu nie może szybko reagować, gdyż nie jest państwem, a tylko zrzeszeniem 28 suwerennych podmiotów, które wspólnie decydują o każdym ruchu Wspólnoty. A to wymaga czasu, bowiem 28 ministrów odpowiedzialnych za konkretną dziedzinę musi uzgodnić swoje stanowisko zanim Unia podejmie jakąkolwiek decyzję. Nawet w tak trudnych "instytucjonalnie" warunkach udało się wiele osiągnąć.

- 21. marca 2014 r. podpisano z Ukrainą dokument "przedstowarzyszeniowy", wyrażający polityczną wolę przyszłego zbliżenia Kijowa z Unią, który stał się podstawą do konkretnej pomocy finansowej ze strony Wspólnoty.
- W geście solidarności UE postanowiła udzielić Ukrainie bezzwrotnej pomocy w wys. 1 610 mln EUR, a także jednostronnie otworzyć swój rynek dla ich towarów, co daje Ukrainie ok. 500 mln euro oszczędności na cłach (Autonomiczne Preferencje Handlowe otrzymało 95% produktów przemysłowych i 83% produktów rolnych i żywnościowych).
- Część gospodarczą umowy, w tym o pogłębionej strefie wolnego handlu (DCFTA) planuje się podpisać do 1 listopada 2014 r.
- Zaproponowano Ukrainie także 8 mld EUR w pakiecie pomocowym, jako wsparcie EBI i EBOR. - Wspólnie z MFW - Unia planuje uruchomienie kredytów w wysokości 17 mld dolarów.

W odpowiedzi na ostatnie rosyjskie "działania" Unia ponadto postanowiła:
- rozszerzyć listę Rosjan objętych zakazem wjazdu na jej terytorium, dodając 12 kolejnych nazwisk odpowiedzialnych za naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy,
- odwołać zaplanowany na czerwiec 2014 r. szczyt UE-Rosja
- poprzeć zawieszenie negocjacji z Rosją w sprawie przystąpienia do OECD i Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Zaktywizowano także działania wobec Mołdawii i Gruzji przyspieszając podpisanie z nimi umów stowarzyszeniowych z planowanego sierpnia najpóźniej do końca czerwca br. Podjęto także (7 marca br.) decyzję o zniesieniu wiz dla Mołdawian.

Mimo już podjętych działań obserwujemy jednak widoczną niechęć niektórych państw członkowskich wobec zacieśniania integracji z ogarniętą kryzysem politycznym Ukrainą oraz obaw o reakcje Rosji. Zdaniem wielu najpierw konieczne jest porozumienie z Rosją, która akceptując ukraińską drogę do Unii, nie utrudni własnej wymiany handlowej z tym krajem.

Unia porównywana stale z USA działałaby na pewno szybciej i sprawniej gdyby była Stanami Zjednoczonymi Europy. Jeden prezydent podejmowałby decyzje szybko, teraz mamy 28 szefów o bardzo różnych poglądach na konkretny temat, w tym przypadku Ukrainę. W tych warunkach osiągnięto już naprawdę wiele.

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-05-09 08:52
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, rosja, ukraina Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Ponieważ nie ma wspólnej polityki antynarkotykowej w UE, legalna używka kupiona w jednym kraju, przewieziona do innego - robi z nabywcy kryminalistę. Czas to zmienić. Pilnie potrzebna jest harmonizacja prawa w tym względzie, zapewniająca europejskim obywatelom równe traktowanie bez względu na to, dokąd we Wspólnocie zawędrują.

Jak wygląda podejście do miękkich narkotyków w krajach UE?

Przykładowo w Portugalii, Holandii i Czechach - okazjonalnych jak i uzależnionych użytkowników nie traktuje się jak przestępców. Walkę z nałogiem prowadzi się poprzez edukację społeczną począwszy od najmłodszych lat. Narkomanów się leczy a nie wsadza do więzienia. Dozwolona jest określona ilość marihuany na własny użytek.

W Polsce, Słowacji oraz na Węgrzech obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w całej Europie. Młodzi ludzie przyłapani na posiadaniu nawet niewielkiej ilości marihuany trafiają do więzienia, gdzie „resocjalizacja” odbiera im możliwość jakiegokolwiek normalnego życia po wyroku. (O sprawie pisałam wielokrotnie np. http://lgeringer.natemat.pl/76191,kto-zarabia-na-marihuanie).

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (ECMNN) od 2006 r. prowadzi badania w całej UE. Ich rezultaty ewidentnie pokazują, że bardziej liberalne prawo nie powoduje nasilenia narkomanii, wręcz przeciwnie - umożliwia kontrolę rynku, jakości produktów, ograniczając dostęp do dozwolonych używek tylko do osób pełnoletnich (http://europa.eu/legislation_summaries/justice_freedom_security/combating_drugs/c11518_pl.htm).

Jak pokazuje historia i praktyka – jakakolwiek prohibicja nie rozwiązuje problemu, pogłębia jedynie czarny rynek i wzmacnia organizacje przestępcze.

Dane ECMNN mówią o 78 milionach użytkowników „trawki” na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz - czemu nie - akcyzą, mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom. W erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę. Podobnie jak zrobili już to Amerykanie, gdzie w stanach Waszyngton i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna, a w wielu innych posiadanie małych jej ilości nie jest karane. 

Marihuanę w kilkunastu stanach w USA i tyluż krajach europejskich wykorzystuje się także do celów terapeutycznych. Jej dobroczynne działanie w przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera - potwierdzają lekarze na całym świecie. 

Lek Sativex (produkowany przez brytyjski koncern farmaceutyczny) zawierający marihuanę - łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni - jest szczególnie przez lekarzy zalecany dla osób z SM. Lek ten jest w Polsce także dopuszczony do użytku (na podstawie recepty RPW), ale nie jest refundowany jak np. w Niemczech - co powoduje, że dawka miesięczna dla pacjenta w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

W moim przekonaniu - równe traktowanie wszystkich europacjentów i zapewnienie im jednakowego dostępu do substancji mogących przynosić pozytywne rezultaty w ich leczeniu - jest koniecznością.

Mam wrażenie, że spory o miękkie narkotyki mają odwracać uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Według danych udostępnionych na portalu TOK FM - w Polsce 10 tys. zgonów rocznie powoduje przedawkowanie alkoholu, a nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe.

W tabeli średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych na pierwszym miejscu jest heroina, na drugim kokaina, na trzecim nikotyna, konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. 

Problemu narkomanii nie rozwiąże się zakazami. Potrzeba mądrych działań, szczególnie, że otwartość unijnych granic pokazuje, iż nasza przestrzeń życia już nie może być regulowana tylko prawem krajowym. Ujednolicanie lub przynajmniej znaczące zbliżanie polityki narkotykowej krajów Unii jest dziś po prostu niezbędne. 

Gdy rządy jeszcze "śpią" w tym temacie, obywatele UE sami postanowili wziąć legislację w swoje ręce, wykorzystując Europejską Inicjatywę Obywatelską - nowe narzędzie tworzenia prawa ustanowione przez Traktat Lizboński (o sprawie pisałam szerzej http://lgeringer.natemat.pl/93299,najpierw-woda-potem-marihuana). 

Chcesz zmienić prawo wspólnotowe? Weź się za zbieranie podpisów. 

https://ec.europa.eu/citizens-initiative/REQ-ECI-2013-000023/public/index.do?lang=pl

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego, 

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-02 14:35
Z Brukseli parlament europejski, marihuana, prawo Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Co łączy prezydenta Francji, Węgier, Estonii i Słowenii? Premiera Belgii, Łotwy, Grecji i premier Danii? Wszyscy byli europosłami, co obala mit o Parlamencie Europejskim - jako miejscu politycznych emerytów. Wbrew temu, co się często słyszy - dla wielu eurodeputowanych nasza Izba jest poczekalnią do krajowej władzy, a nie domem spokojnej starości.

Ponad połowę składu Parlamentu Europejskiego stanowią posłowie wybrani po raz kolejny. Niektórzy nawet po raz 5 czy 6! Rekordziści zasiadają w Parlamencie od 30 lat! Przykładem może być choćby Hans-Gert Poettering, były przewodniczący PE (2009-2012), który został wybrany w pierwszych bezpośrednich wyborach do PE w 1979 r. 

Jaki był wtedy Parlament Europejski?
Jak wspominają najstarsi stażem – Parlamentowi, jako ciału doradczemu brakowało w tych czasach nie tylko władzy, ale i np. biur dla posłów. Z czasem udostępniono namiastkę miejsc pracy - wspólny pokój dla sześciu posłów, potem w jednym biurze pracowało trzech deputowanych i dopiero, gdy zbudowano budynki w Strasburgu - każdy poseł otrzymał osobną przestrzeń do własnej dyspozycji. 

Głosowania imienne niegdyś zabierały mnóstwo czasu. Nie było elektronicznych maszynek, więc oddanie i policzenie głosów “na piechotę” mogło trwać nawet do półtorej godziny. Gdy trzeba było przeprowadzić np. 5 głosowań - zajmowało to prawie cały dzień. 

W czasach, gdy Parlament mógł tylko wyrażać swoje opinie, które niekoniecznie musiały być brane przez Radę (szefów państw członkowskich) pod uwagę, ale które wg procedury musiały powstać – Parlament stosował względem Rady specjalne instrumenty nacisku - posłowie zwlekali z opracowywaniem wymaganych opinii - przez co Rada nie mogła przyjąć dokumentu legislacyjnego i była zmuszona zacząć z Parlamentem negocjować, a przy okazji gdzieś ustąpić. 

Metoda działała i z czasem zaczęto także uwzględniać zdanie Parlamentu, a w Traktacie z Maastricht zaproponowano nawet zapis o możliwości "w niektórych kwestiach" współdecydowania Rady wraz z Parlamentem. 

Dzisiaj PE ma realny wpływ na wszystkie wspólnotowe akty legislacyjne, co zapewnił mu Traktat Lizboński, zrównując PE w swych kompetencjach legislacyjnych z Radą. 

Europosłowie, by być efektywnymi - obecnie muszą być ekspertami w konkretnych dziedzinach, np. członkowie Komisji Rynku Wewnętrznego zatwierdzają techniczne normy dla rożnych produktów, Komisja Ochrony Środowiska zajmuje się normami emisji spalin czy standardami chemicznymi dla produktów dozwolonych w UE, Komisja Budżetowa bardzo skomplikowanymi procedurami balansującymi wspólnotowe zobowiązania i wydatki itp. 

Kiedyś traktowano pracę w Europarlamencie, jako wygodną “emeryturę” dla zasłużonych polityków-weteranów. Dzisiaj bardzo często o miejsca w PE walczą najbardziej popularni i aktywni krajowi politycy. 

Parlament znacznie się odmłodził. W ostatnich latach ogromna rzesza doskonale wykształconych młodych ludzi, z międzynarodowym doświadczeniem zasiliła ławy PE. Dla nich to nie jest spokojny koniec politycznej kariery, ale przedsionek czy wręcz trampolina do nowych europejskich stanowisk. Wiele naszych koleżanek czy kolegów zostało w ostatniej dekadzie ministrami praktycznie we wszystkich krajach (w polskim rządzie – Rafał Trzaskowski, Lena Kolarska-Bobińska), premierami (w Belgii, Danii, Słowenii, czy Łotwie) czy prezydentami (we Francji, na Węgrzech, w Estonii i Słowenii). 

Zobaczymy, kto z nowego składu PE awansuje na polityczne szczyty.... 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego 
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-01 20:05
Z Brukseli polityka, parlament europejski, kariera Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Przywykła do korków Bruksela - za sprawą przybycia Prezydenta Baracka Obamy - naprawdę stanęła. 25-26 marca 2014 r. choćby dlatego przejdą do historii. Okolice siedziby Rady tzw. budynek "Justus Lipsius" zawsze jest specjalnie chroniony przy regularnych europejskich szczytach, teraz jednak zamknięto cały "obwód" wokół miejsca superspotkania - Rondo Schumana i znaczną część ulic doń prowadzących. I to nie tylko dla zmotoryzowanych, ale i dla pieszych. Usunięto także wszystkie zaparkowane samochody. Obwód będzie "odcięty" aż do końca szczytu, a nikt nie wie, kiedy to dokładnie nastąpi... Władze Brukseli stanowczo odradzały przyjazd w tych dniach do miasta.

 

Szczyt poświęcony jest ślimaczącej się umowie o wolnym handlu UE-USA oraz polityce wobec Rosji. Obie sprawy mogą znacząco wpłynąć na przyszłość Europy.
Negocjowane obecnie przez Komisję Europejską Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne (TTIP) wydaje się mieć ogromny potencjał, zdolny podnieść unijny PKB o 0,27% - 0,48%, zwiększając łączne PKB UE o 86 mld. euro.


Dla konsumentów negocjowana umowa oznaczałaby np. tańsze produkty zza oceanu, w tym samochody, sprzęt elektroniczny, ubrania i żywność. Dla europejskich przedsiębiorców ogromny amerykański rynek zbytu stałby otworem.


Aby jednak doszło do całkowitego zniesienia ceł w stosunku do proponowanych 96 % towarów sprowadzanych z USA oraz zniesienia barier, które obecnie komplikują relacje handlowe (certyfikatów, standardów produktów) należy zharmonizować dziesiątki istniejących regulacji np. w zakresie praw własności intelektualnej, ochrony środowiska, polityki konkurencji czy polityk rynku pracy.


Łączne obroty UE i USA stanowią razem niemal połowę światowego PKB. Obaj giganci mogliby jeszcze pomnożyć swoje zyski, gdyby doszli do porozumienia. A z tym nie jest różowo...


Na przeszkodzie stanęła amerykańska omni-inwigilacja europejskich rządów i instytucji.

12.03.2014 r. przegłosowaliśmy rezolucję podsumowującą kilkumiesięczne śledztwo w sprawie amerykańskich programów szpiegowskich prowadzonych przez NSA, uznając, że walka z terroryzmem nie może być usprawiedliwieniem dla inwigilacji prowadzonej na masową skalę przez USA. Ofiarami podsłuchów poza europejskimi rządami padły też placówki dyplomatyczne, a nawet sam Parlament Europejski.


W dokumencie wezwaliśmy również do zawieszenia istniejących już umów dotyczących wymiany danych bankowych SWIFT oraz bezpiecznego transferu danych osobowych poza granice UE. Umowy te naszym zdaniem już nie zapewniają należytej ochrony obywatelom UE. Stany Zjednoczone muszą zaproponować nowe zasady, które będą zgodne z wymaganiami europejskimi. Śledztwo prowadziła parlamentarna Komisja Swobód Obywatelskich, co ciekawe, było to jedyne jak dotąd międzynarodowe śledztwo, dotyczące amerykańskiej masowej inwigilacji…


Wracając jednak do samej umowy TTIP - najwięcej naszych wątpliwości budzi mechanizm znany jako „investor-state dispute settlement“ (ISDS), czyli przepis zawarty w międzynarodowych umowach handlowych, dający inwestorowi prawo do wszczęcia postępowania przeciwko państwu, na terenie którego prowadzi interesy.

TTIP umożliwiłaby amerykańskim korporacjom skarżenie europejskich państw np. starających się... chronić swoich obywateli. O sprawie pisałam szczegółowo http://lidiageringer.blog.onet.pl/2013/12/19/ukryta-bomba-w-umowie-o-wolnym-handlu-ue-usa/

Przykłady?


Argentyna przymuszona protestami obywateli zdecydowała się na zamrożenie opłat za energię i wodę. Międzynarodowe korporacje, które straciły w ten sposób przyszłe zyski pozwały rząd argentyński, “przestępstwo” kosztowało kraj ponad miliard dolarów odszkodowania.


Kanadyjskie sądy unieważniły dwa patenty należące do amerykańskiej firmy farmaceutycznej Eli Lilly uznając, że nie przedstawiła ona wystarczającej dokumentacji. Obecnie Eli Lilly pozywa rząd kanadyjski, żądając zmiany prawa patentowego w tym kraju i 500 mln dolarów grzywny.


Australijski parlament przyjął regulację, iż papierosy w ich kraju będą sprzedawane w zestandaryzowanych jednakowych opakowaniach, opatrzonych jedynie szokującymi ostrzeżeniami zdrowotnymi. Mimo, że ustawę zatwierdził tamtejszy Sąd Najwyższy, niezadowolona z obrotu spraw firma tytoniowa Philip Morris zaskarżyła wyrok, w oparciu o umowę handlową zawartą przez Australię z Hongkongiem z powodu złamania prawa … własności intelektualnej na pudełkach papierosów w kwestii ich design’u i znaku towarowego. Kary pójdą w setki milionów dolarów.


Mechanizm ISDS jest stosowany w przypadku, gdy druga (państwowa) strona naruszyła zasady określone w umowie międzynarodowej np. przejmując inwestycję, czy ustalając nowe przepisy, które sprawiają, że towar wyprodukowany w fabryce należącej do inwestora – staje się mniej wartościowy czy wręcz nielegalny, wtedy strona pokrzywdzona może skorzystać z ochrony ISDS przed trybunałem arbitrażowym.


Sęk w tym, że istnieje wiele wątpliwości związanych z powyższym międzynarodowym arbitrażem. Przesłuchania są objęte tajemnicą, sędziami są prawnicy, z których wielu pracuje w zainteresowanych sprawą korporacjach. Obywatele, których w efekcie dotyczą konsekwencje konfliktów, nie mogą się bronić i nie mają prawa do odwołania.

Dlaczego suwerenne państwa godzą się na arbitraż inwestycyjny? Kilku osobom prywatnym powierzają niezwykle szerokie uprawnienia do prowadzenia dochodzenia, bez żadnych ograniczeń czy procedury apelacyjnej? Czy mamy do czynienia ze sprywatyzowanym systemem sprawiedliwości dla globalnych korporacji?


Negocjująca umowę Komisja Europejska naszym zdaniem nie widzi zagrożeń, jakie niesie reguła ISDS i zamierza ją uwzględnić w dokumencie, podkreślając, iż jest to również ważne narzędzie do ochrony inwestorów z UE za granicą.


Pewne zapisy w umowie TTIP porównywane są z zapisami w niesławnej umowie ACTA i mogą naszym zdaniem nadszarpnąć wolność słowa i prawo do ochrony danych osobowych.

Według niektórych analiz umowa przyniesie korzyści tylko dobrze rozwiniętym gospodarkom takim jak Francja, Niemcy, Holandia, czy Wielka Brytania, nie generując na krótką metę większych zysków dla Polski. Wiele jednak zależy od tego, w jaki sposób przygotujemy się do ewentualnego wejścia w życie umowy TTIP oraz jak potoczą się dalsze negocjacje Komisji, toczone dotąd w zaciszu gabinetów.


Dzisiaj TTIP w dziwny sposób powiązano ze wspólną unijno-amerykańską polityką wobec Rosji. Czekam niecierpliwie na wyniki tego politycznego handlu.


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg 

2014-03-26 15:38
Z Brukseli parlament europejski, ue, usa, ACTA Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Już blisko dekadę jestem posłem w Parlamencie Europejskim. Od poniedziałku do piątku pracuję w Brukseli lub Strasburgu. Staram się przyjeżdżać do Polski w niemal każdy weekend - by uczestniczyć w spotkaniach, konferencjach, szkoleniach, podczas których informuję o zasadach jej funkcjonowania, o sprawach zakulisowych mających jednakże kluczowe znaczenie dla Polaków, o możliwościach, jakie Unia stwarza swoim obywatelom. Jak zauważyłam w większości przypadków sprawy te są zupełnie nieznane moim słuchaczom, stąd zrodził się pomysł, aby dzielić się nimi - z szerszym gronem odbiorców - na blogu.

 

Po siedmiu latach wpisów, zebrawszy najciekawsze wydarzenia, które zdarzyły się w tym czasie w Unii Europejskiej - postanowiłam wydać zbiór felietonów w formie bezpłatnego e-booka. Premiera będzie niebawem na www.lgeringer.pl

 

Tematy dotyczą nie tylko mojej pracy w Prezydium Parlamentu Europejskiego czy komisjach (Prawnej, Budżetowej i Petycji) - sięgam też nieco szerzej pokazując wielokulturowe środowisko, w którym pracuję i mieszkam.

 

Spośród wielu inicjatyw, w które byłam przez 10 lat pracy w PE zaangażowana jest kilka, z których jestem najbardziej zadowolona.

 

Szczególnie cieszą mnie rezultaty mojej inicjatywy na rzecz wprowadzenia we wszystkich publicznych telewizjach w Unii - napisów, tzw. subtitles, które umożliwią 80 mln niesłyszącym Europejczykom dostęp do informacji, edukacji i rozrywki za pośrednictwem telewizji. Obecnie we wszystkich krajach UE procent telewizyjnych programów z napisami wzrósł “lawinowo”. Czekam, kiedy osiągnie poziom BBC, czyli – 100%. 

 

Jako Kwestor w Prezydium PE zaproponowałam m.in do utworzenie prestiżowego Regionalnego Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Wszystkie duże kraje Unii już takowe miały, zatem pomysł spotkał się z poparciem pozostałych członków Prezydium i od 2011 r. kolejny Dom Europy z sukcesem działa we Wrocławiu, przyczyniając się do budowy społeczeństwa obywatelskiego w tej części Europy i promując nasz kraj, jako miejsce do międzynarodowych spotkań. Co więcej, na tle innych podobnych biur w UE, nasze – po trzech latach działania plasuje się w samej czołówce najbardziej aktywnych.

 

Jako poseł w Komisji Prawnej zajmuję się harmonizowaniem i upraszczaniem prawa wspólnotowego. Z kilkudziesięciu projektów legislacyjnych, nad którymi pracowałam  najbardziej widoczne rezultaty przyniesie Dyrektywa o dozwolonym użytku dzieł osieroconych, otwierająca dostęp do ogromnych zasobów kultury "zablokowanych" prawem autorskim, z powodu braku możliwości odszukania posiadaczy praw do nich, zatem uzyskania zgody na udostępnianie, co skazywało utwory "sieroce" na tkwienie w zapomnieniu, aż do czasu wygaśnięcia ochrony prawnej (70 lat po śmierci autora, który np. nie wiadomo kiedy zmarł...). Obecnie trwa implementacja tej dyrektywy, a po jej wprowadzeniu dzieło uznane w jednym z krajów UE za "sieroce" - będzie mogło być wykorzystywane we wszystkich pozostałych, a autor w przypadku, gdy się odnajdzie - uzyska stosowną rekompensatę.

Wspomnę też zaciekłą walkę z umową ACTA, w której aktywnie uczestniczyłam postulując jako jedna z nielicznych polskich posłów - od samego początku - odrzucenie tego kontrowersyjnego dokumentu.

 

Pracowałam też nad ochroną danych osobowych i prywatności w Internecie, kontrolą profilowania i bezpieczeństwa danych w chmurze, stworzeniem nowego prawa "do bycia zapomnianym", czyli prawnie skutecznego żądania by nasze dane zostały usunięte, jeśli sobie nie życzymy by były dalej komercyjnie przetwarzane. Pracowałam nad harmonizacją zarządzania prawami autorskimi, wprowadzającą większą transparentność systemu alokacji i płatności kwot należnych artystom

 

W Komisji Budżetowej uczestniczyłam w pracach nad korzystnymi dla Polski budżetami na lata 2007-2013 i 2014-2020, dzięki którym do naszego kraju trafiło już prawie 100 mld euro i następne 106 mld czeka na alokację. 

 

Zainicjowałam także prace w nieformalnej grupie Single Seat (ds. Jednej siedziby PE), która zamiast dotychczasowych 3 miejsc pracy Parlamentu (Strasburga, Brukseli, Luksemburga) proponuje wybrać jedną – co spowoduje oszczędności rzędu 200 mln euro rocznie.

 

W Komisji Petycji m.in pilotuję prace nad Petycją dotyczącą planowanej kopalni odkrywkowej na Dolnym Śląsku i nieuwzględnienia przez polskie władze prawomocnego referendum, w którym obywatele sprzeciwili się inwestycji. Doprowadziłam m.in. do zorganizowania misji rozpoznawczej w regionie i pierwszych rozmów (po 3 latach od referendum) obu stron konfliktu.

 

Gdybym miała podsumować moje obie kadencje w Parlamencie Europejskim w jednym zdaniu to powiedziałabym, że od 2004 r. pracuję na rzecz zapewnienia równych szans wszystkim mieszkańcom Unii, poprzez współstanowienie dobrego, ułatwiającego codzienne życie prawa oraz dbanie, by informacje o wszelakich możliwościach, jakie stwarza nam Unia docierały do zainteresowanych.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

2014-03-21 13:30
Z Brukseli parlament europejski, kadencja, komisje, praca w pe Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

3 września 2012 r. zamknięto wszelki dostęp do naszej brukselskiej sali plenarnej. Pojawiły się nawet zakazy zbliżania do drzwi do niej prowadzących. Decyzję o zamknięciu Izby i najbliższego jej otoczenia w budynku Paul-Henri Spaak (PHS), podjęto po tym jak odkryto pęknięcia trzech z 21 belek konstrukcyjnych nad salą plenarną. Prace rozpoznawczo-naprawcze trwały niemal dwa lata i przez ten czas nie mogliśmy odbywać tzw. brukselskich mini-sesji plenarnych, albowiem nie było żadnej innej sali mogącej pomieścić 766 posłów, Komisję i Radę.

Od kwietnia br. wrota sali znowu staną otworem... na ostatnią w tej kadencji sesję.

Wielu posłom bardzo dziwną wydaje się ta "naprawa" sali. Poważne problemy konstrukcyjne wymagałyby jakichś prac, które moglibyśmy zauważyć, tymczasem wokół sali czy na zewnątrz nie było żadnych śladów takich napraw.

Grupie wojującej z paradoksem trzech siedzib Parlamentu (Strasburg, Bruksela, Luksemburg), do której należę, walący się brukselski strop nie bardzo wpisał się w strategię. Naszym zamysłem była “likwidacja” absurdu comiesięcznego pielgrzymowania na 3 dni do Strasburga, zwłaszcza że sesje plenarne z powodzeniem mogłyby się odbywać tylko w Brukseli. Gdy przegłosowaliśmy poprawki w budżecie do tego zmierzające – zaczął pękać strop w plenarce brukselskiej.

Dziwnym wydaje się być również fakt, że po tym jak w 2008 r. w czasie wakacji runął sufit w sali plenarnej w Strasburgu, a teraz odpadają po kolei inne jego kawałki na korytarzach, a do tego widocznie pękają mury, podłogi, schody w strasburskim budynku – nikogo to nie niepokoi...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-03-19 12:34
Z Brukseli parlament europejski, remont, Bruksela Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Osiem lat przed naszym wstąpieniem do Unii, w 1996 r. Komisja Europejska, zainspirowana przez ONZ i Radę Europy, ogłosiła komunikat o „Włączaniu zasady równości kobiet i mężczyzn do wszystkich strategii i działań politycznych Wspólnoty”. Tak zrodził się gender mainstreaming - idea nakazująca równość płci we wszystkich działaniach podejmowanych przez Unię Europejską – od etapu planowania, przez realizację aż po ocenę polityk i działań. Jest to jeden z podstawowych terminów polityki równości – o który nota bene toczy się bezsensowny spór w polskiej polityce - gender mainstreaming oznacza włączanie problematyki równości płci do głównego nurtu polityki. I tylko tyle.

 

Wyrównywanie szans obywateli Unii Europejskiej stanowi jeden z fundamentów, na których oparta jest wspólna polityka państw członkowskich. Obowiązujący we Wspólnocie stan prawny i wszelkie podejmowane działania dążą do zagwarantowania - faktycznej równości kobiet i mężczyzn.

 

To już nie tylko równość zapisana w prawie, bo taka istnieje w systemach prawnych wszystkich państw członkowskich, ale przede wszystkim równość obu płci stosowana w praktyce : na rynku pracy, w dostępie do edukacji, dóbr i usług, czy wreszcie równy udział kobiet i mężczyzn w procesach podejmowania decyzji.

 

Pierwsze zapisy dotyczące równości płci znalazły się już w Traktacie Rzymskim ustanawiającym w 1957 r. Europejską Wspólnotę Gospodarczą – w art. 119 traktat nakazywał przestrzegania zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn w kwestii wynagrodzenia za pracę.

 

Obecnie polityka równości płci należy do polityk horyzontalnych Unii Europejskiej, jej realizacja jest jednym z priorytetów dla wszystkich 28 krajów członkowskich, powinna zatem być wspierana we wszystkich działaniach realizowanych ze środków Wspólnoty, także i tych w Polsce, wkraczającej w trzeci program finansowania takich projektów.

 

Filozofia leżąca u podstaw tej idei jest następująca: każda polityka, każde podejmowane przez państwo działanie ma wpływ na obywateli i… obywatelki, pamiętając by ten wpływ - to znaczy korzyści i koszty - były jednakowe dla wszystkich niezależnie od płci.

 

Podejście równościowe znajduje również odzwierciedlenie w budżecie Unii – gdzie stosujemy tzw. “gender budgeting” np. w Funduszach Strukturalnych, czyli głównych instrumentach polityki finansowej realizowanej przez Unię. Każdy, kto stara się o dotację z unijnych pieniędzy, musi opisać jak zamierza realizować w praktyce kwestię równości płci.

 

Prawo unijne stanowiące o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn jest dzisiaj spójnym systemem prawnym, który jest integralną częścią acquis communautaire. To prawo musi być respektowane przez wszystkie państwa członkowskie, a więc również przez Polskę.

 

Ostatnio, w listopadzie ub. roku PE przyjął kolejną ważną równościową rezolucję o tym, że w spółkach giełdowych w Unii Europejskiej przynajmniej 40% dyrektorów niewykonawczych będą - do 2020 r. stanowiły kobiety. Spółki publiczne będą musiały osiągnąć ten cel już w 2018 r. Firmy, którym nie uda się wprowadzić powyższych zaleceń będą karane.

 

Jak pokazują statystyki w latach 2003 - 2011 r. po wielu społecznych akcjach mających przełamać męski "monopol" decyzyjny - udział kobiet w organach europejskich spółek zwiększył się z 8,5% do 13,7%. Komisja Europejska widząc te mikre rezultaty, w 2011 r. przedstawiła projekt "Kobiety w zarządzie – zobowiązanie dla Europy” - będący zachętą dla wiodących spółek giełdowych mającą na celu zwiększenie reprezentacji kobiet w ich zarządach: do 30% w 2015 r. i 40% w 2020 r.

 

Na czym mają polegać zmiany?

 

Przy przejrzystej i zgodnej z zasadami równości płci procedurze rekrutacyjnej, w której kwalifikacje i umiejętności będą podstawowym kryterium, a w sytuacji kiedy kandydaci będą mieli takie same oceny - pierwszeństwo powinno zostać przyznane osobie, której płeć jest w zarządzie niedoreprezentowana.

 

Regulacje te nie obejmą małych i średnich przedsiębiorstw, czyli takich, które zatrudniają poniżej 250 osób.

 

Proponowane kary - grzywna, czy wykluczenie z procedury przetargów publicznych - będą stosowane tylko w przypadku niezastosowania przejrzystej procedury rekrutacyjnej, a nie w przypadku nieosiągnięcia wymaganego celu.

 

Jest to ważny krok w kierunku coraz lepszego przestrzegania zasady równości, jako podstawowej wartości UE zmierzający do stosowania w praktyce zasady równości szans i równego traktowania mężczyzn i kobiet w dziedzinie zatrudnienia i pracy.

 

Kobiety są przedsiębiorcze, kreatywne, mają nerwy ze stali, ale szefami bywają głównie w firmach, które same założą. W przebadanych 700 największych spółkach notowanych na światowych giełdach - stanowiska kierownicze zajmuje zaledwie 6% kobiet, a w ich zarządach zasiada tylko 2% z nas.

 

W krajach skandynawskich, które wprowadziły już "kwoty" w zarządach giełdowych spółek - statystyki pokazują, że tam gdzie trzy kobiety zasiadają w zarządzie - firmy generują zysk wyższy o 10%. Kobiety nie podejmują ryzykownych decyzji, są odpowiedzialne i bardzo dobrze zarządzają finansami...

 

Warto oddać decyzje gospodarcze w ręce kobiet, szczególnie w kryzysie. Może gdyby bank, od upadku którego rozpoczął się światowy kryzys nie nazywał się Lehman Brothers, ale Lehman Sisters - kryzysu mogłoby nie być...?

 

Ale oczywiście nie wystarczą same kwoty na listach wyborczych czy w zarządach spółek, kluczową kwestią jest możliwość godzenia życia zawodowego z rodzinnym. Temu zagadnieniu zresztą jest poświęcony obecny rok 2014 - jako Europejski Rok harmonii pracy zawodowej z życiem prywatnym i to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, na których w równym stopniu spoczywa odpowiedzialność za rodzinę i dzieci.

 

Bez miejsca w żłobku czy przedszkolu dla własnego dziecka, nie uda się efektywnie pogodzić pracy z domem. Konieczna jest dobrze funkcjonująca infrastruktura opiekuńcza dofinansowana przez państwo czy samorządy, obejmująca wszystkie osoby zależne, nie tylko dzieci, ale i osoby starsze wymagające stałej opieki. Bez pomocy publicznej w tej kwestii, kobiety nigdy nie będą miały prawdziwie równych szans.

 

Tak zwany “genderowy”, niezrozumiały dla mnie spór w Polsce – nadmuchany dodatkowo przez media - wynika najprawdopodobniej z niezrozumienia znaczenia samego angielskiego słowa gender z jednej strony, jak i może z drugiej strony - świadomej manipulacji próbującej przeinaczyć szlachetną i prawnie zagwarantowaną równość płci - w magiel pojęć niezrozumiałych dla zwykłego obywatela. Gender znaczy rodzaj, rodzaj ludzki – płeć, a w polityce - zagwarantowanie obu płciom tych samych praw. Jaka ludzka istota myśląca może może się temu sprzeciwiać?

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-03-04 20:09
Z Brukseli parlament europejski, budżet, gender Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Pierwsze w historii międzynarodowe prawo jasno określające, że przemoc wobec kobiet i przemoc domowa nie może być uważana za sprawę prywatną i państwa mają obowiązek zapobiegania przemocy, ochrony ofiar i karania sprawców. Dobry projekt, ale na razie tylko na papierze.

 

Statystyki pokazują, że każdego dnia w Europie jedna na pięć kobiet pada ofiarą molestowania, przemocy, gwałtu. Problem jest poważny a statystyki dodatkowo niepełne, gdyż wiele kobiet boi się lub wstydzi zgłaszać takie przypadki czy szukać pomocy, a ceną za milczenie często bywa ich życie.

 

Parlament Europejski (25.02.2014r.) przyjął rezolucję w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, obligując Komisję Europejską do przedłożenia do końca 2014 r. wniosku dotyczącego aktu prawnego w sprawie środków na rzecz promowania i wspierania działań państw członkowskich w obszarze zapobiegania przemocy wobec kobiet i dziewcząt, zachęcając jednocześnie kraje członkowskie do szybkiej ratyfikacji Konwencji Rady Europy w tej sprawie.

 

Wspomniany dokument zwany Konwencją ze Stambułu, przyjęty 7 kwietnia 2011r. - jest najbardziej dalekosiężnym narzędziem międzynarodowym, zawierającym zestaw prawnie wiążących zasad, co do zwiększania standardów ochrony i pomocy dla ofiar.

 

Wytykając wszelkie “powody", dla których współczesne kobiety są ciągle narażone na przemoc, Konwencja Stambulska punktuje ich źródła tkwiące w historii, religii, tradycji i kulturze - utrwalających wzorce pozwalające do dzisiaj na dyskryminację kobiet.

 

Konwencja Stambulska może być wykorzystana, jako potężne narzędzie do walki z przemocą wobec kobiet i przemocy domowej w całej Europie, jeśli zostanie podpisana i ratyfikowana, przez co najmniej 10 członków Rady Europy. A nie jest.

 

Na 47 członków Rady Europy pierwszym krajem była Turcja, która zarówno podpisała i ratyfikowała konwencję, tym samym okazała się być bardziej nowoczesna niż np. Polska.

 

Obecnie 32 kraje podpisały już Konwencję, w tym 20 krajów Unii Europejskiej: Austria, Belgia, Chorwacja, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Grecja, Włochy, Litwa, Luxemburg, Malta, Holandia, Polska, Portugalia, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania oraz spoza Unii: Albania, Andora, Bośnia i Hercegowina, Islandia, Monaco, Montenegro, Norwegia, Serbia, Szwajcaria, Macedonia, Turcja i Ukraina.

 

Ale ... tylko 8 krajów ratyfikowało dokument, z Unii: Austria, Włochy i Portugalia, spoza Wspólnoty: Albania, Bośnia i Hercegowina, Montenegro, Serbia i Turcja.

 

Potrzeba jeszcze dwóch ratyfikacji, aby Konwencja weszła w życie.

Co stoi na przeszkodzie by podpisaną 18 grudnia 2012 r. przez polski rząd Konwencję ratyfikować? Dokładnie nie wiadomo...

 

Uderza w polski "model" rodzinny?

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

Rezolucja PE z 25.02.2014

http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubRef=-//EP//TEXT+REPORT+A7-2014-0075+0+DOC+XML+V0//PL

 

* http://conventions.coe.int/Treaty/Commun/print/ChercheSig.asp?NT=210&CM=1&DF=&CL=ENG

http://www.europapraw.org/files/2011/10/konwencja_PL.pdf

http://www.coe.int/t/dghl/standardsetting/convention-violence/default_en.asp

2014-02-27 21:21
Z Brukseli parlament europejski, przemoc wobec kobiet, przemoc domowa Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Europejska Inicjatywa Obywatelska to nowe narzędzie legislacyjne ustanowione przez Traktat Lizboński. Chcesz zmienić prawo wspólnotowe? Weź się za zbieranie podpisów. Pod "prawem do wody" podpisało się ponad 1.6 mln obywateli, "legalizacja marihuany" wciąż zbiera podpisy.

 

Za nami pierwszy krok do sukcesu Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej (EIO), obywatele wzięli się za tworzenie prawa - to się dzieje naprawdę.

17 lutego 2014 r. Komisja Środowiska wraz z Komisjami: Rynku Wewnętrznego, Petycji i Rozwoju zorganizowały w Parlamencie Europejskim wysłuchanie publiczne w sprawie pierwszej w historii Unii - Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej*.

 

Propozycje zgłaszane za pośrednictwem EIO mogą dotyczyć dziedzin, w których Komisja Europejska (KE) ma kompetencje, czyli np. rynku, środowiska naturalnego, rolnictwa czy transportu. Po zebraniu przez inicjatorów - miliona podpisów poparcia (w Internecie) KE musi zająć się problemem i przygotować odpowiedni projekt legislacyjny**.

 

“Prawo do wody” już się okazało traktatowe. Jego projekt przewiduje by :

- Unia i państwa członkowskie były zobligowane zapewnić dostęp do wody i urządzeń sanitarnych wszystkim swoim mieszkańcom,

- Na wodzie i zarządzaniu zasobami wodnymi - niezbędnymi dla naszej egzystencji - nie można będzie zarabiać.

 

EIO dotycząca wody i urządzeń sanitarnych postrzeganych, jako prawo człowieka została zarejestrowana jako jedna z pierwszych (od momentu udostępnienia tego narzędzia 1 kwietnia 2012 r.) i jak się ocenia ma duże szanse na sukces.

Pod inicjatywą podpisało się ponad 1.6 mln osób z 13 państw członkowskich. (Wymóg mówi o 1 mln podpisów z 7 krajów).

 

Pierwsza debata w sprawie EIO "o prawie do wody" miała za zadanie prezentację i założenia nowej legislacji oraz wymianę zdań pomiędzy pomysłodawcami, europosłami oraz przedstawicielami Komisji Europejskiej.

 

Kolejny krok - to projekt dokumentu, nad którym już pracuje KE.

 

O EIO wielokrotnie już pisałam m.in

http://lgeringer.natemat.pl/80997,depenalizacja-marihuany-w-zasiegu-reki

i widzę, że obywatele już się wzięli do roboty.

 

Aktywistów zbierających podpisy pod projektem EIO dotyczącym legalizacji marihuany można wesprzeć na:

https://ec.europa.eu/citizens-initiative/REQ-ECI-2013-000023/public/index.do

 

Inne inicjatywy można śledzić na:

http://ec.europa.eu/citizens-initiative/public/?lg=pl

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

http://www.europarl.europa.eu/committees/en/envi/subject-files.html?id=20140205CDT78762

http://www.right2water.eu/

http://www.europarl.europa.eu/aboutparliament/en/001eb38200/European-citizens%27-initiative.html

 

*Korzystanie z EIO nie jest specjalnie skomplikowane. Potrzebna jest grupa co najmniej 7 obywateli pochodzących z siedmiu różnych krajów UE, która musi zarejestrować swoją inicjatywę na specjalnej stronie internetowej KE. Od tego momentu Komisja przez dwa miesiące musi ocenić, czy propozycja spełnia obowiązujące wymagania, co oszczędzi obywatelom czasu i fatygi przy zbieraniu podpisów, jeśli pomysł wykracza poza kompetencje określone dla tego narzędzia. Należy pamiętać , że w ten sposób nie można zmieniać unijnych Traktatów, czy zmieniać praw leżących w wyłącznych kompetencjach parlamentów narodowych czyli np. dotyczącego eutanazji czy aborcji.

 

** Traktat Lizboński wprowadził nową formę udziału społeczeństwa w kształtowaniu polityki UE – Europejską Inicjatywę Obywatelską. Zgodnie z jego postanowieniami na wniosek Komisji Europejskiej – Parlament Europejski i Rada przyjęły rozporządzenie, które określa zasady użycia tego nowego instrumentu oraz procedury z nim związane (rozporządzenie (UE) nr 211/2011 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 16 lutego 2011 r. w sprawie inicjatywy obywatelskiej).

2014-02-26 12:50
Z Brukseli parlament europejski, EIO Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |