Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

W Parlamencie Europejskim pracuje 1240 tłumaczy pisemnych oraz 1150 interpretatorów ustnych. Jeżeli dodamy obie liczby to okaże się, że ponad jedna trzecia naszego personelu jest zatrudniona w służbach językowych, a i to nie wystarcza, wykonanie ok. 35% tłumaczeń zleca się firmom zewnętrznym. Przyjrzawszy się z bliska "językowym" kosztom w budżecie UE, można doznać zawrotu głowy. Ponad miliard euro rocznie! Z drugiej strony to tylko 2,20 euro rocznie na mieszkańca...

 

Wspólnota europejska przebyła długą drogę od końca lat 50, kiedy to w jej instytucjach mówiono zaledwie czterema językami, a były to: francuski, niemiecki, włoski i niderlandzki.

 

Wraz z rozszerzeniami Unii przybywało języków. Do 2004 r. obowiązywało ich już 11, obecnie w Parlamencie Europejskim mamy 24 języki urzędowe (i 3 alfabety). Mimo że wszystkie języki są tak samo ważne, to ze względów czysto praktycznych priorytetowo traktowany jest angielski, jako „wzorzec” do tłumaczeń na inne języki oraz francuski, którym posługują się urzędnicy oraz mieszkańcy Brukseli i Strasburga, gdzie pracuje Parlament.

 

Mnogość języków w PE jest prawdziwym wyzwaniem organizacyjnym, logistycznym i finansowym. Każdego miesiąca tłumaczy się ok. 100 tys. stron dokumentów. Wraz z tłumaczeniami ustnymi to wydatek rzędu 3 mln euro dziennie!

 

Różnorodność językowa jest jednak podstawą Unii Europejskiej, dzięki niej obywatel ma możliwość napisania do każdej z instytucji UE i otrzymania odpowiedzi w tym samym języku, w którym przesłał pytanie.

 

Historycznie nie wszystkim poszło łatwo “językowo”, np. Irlandia, gdzie mówi się głównie po angielsku, dopiero po 30 latach od wstąpienia do UE wymogła tłumaczenia na swój język gaeilge, którym nota bene większość irlandzkich europosłów się nie posługuje.

 

Maltańczycy – mimo że mówią płynnie po angielsku, który jest jednym z dwóch języków na wyspie – od początku naciskali na tłumaczenia na maltański, co udało im się osiągnąć, ale choć decyzja była, ale nie można było znaleźć odpowiedniej liczby tłumaczy...

 

Nie wszyscy jednak są zadowoleni. Do dzisiaj wysłuchujemy pretensji Katalończyków, którzy – nie mając tłumaczenia na ich język – czują się "poniżani" słuchając tłumaczeń na hiszpański (kastylijski). Dołączają do nich Luksemburczycy mający co prawda francuski i niemiecki do wyboru z trzech języków oficjalnych we własnym kraju, ale woleliby też mieć luksemburski...

 

Posłowie składają ok.1600 interpelacji rocznie oraz ok. 20 tys. poprawek do różnych dokumentów, to ok. 1,2 mln stron wymagających przetłumaczenia. Swoją drogą, na posiedzeniach często widzę tłumaczy zamówionych dla posłów konkretnych nacji, którzy „zapomnieli” przyjść na zebranie. Językowa poprawność powoduje, że w delegację np. do Brazylii, z posłem nieznającym angielskiego jedzie trzech tłumaczy z jego językiem ojczystym. Koszty idą w dziesiątki tysięcy euro.

 

Dokumenty na posiedzenia, raporty po ich odbyciu, setki tysięcy stron przetłumaczonych sprawozdań trafiają bardzo często prosto do kubła. Przychodząc wcześnie rano do Parlamentu, mijam się z ekipami sprzątającymi i widzę, ile makulatury wynoszą codziennie z naszych gabinetów.

 

Polskich etatowych tłumaczy ustnych (interpretatorów) jest obecnie w PE dwudziestu, plus 135 „wolnych strzelców” z akredytacją przy instytucjach europejskich. W 2003, jeszcze przedakcesyjnym roku startowali (dla grupy 54 sejmowych obserwatorów) w sile 7-8 osób, tłumaczących z jednego lub dwóch języków. Po 12 latach polska dwudziestka tłumaczy z co najmniej 3 języków. Średnia parlamentarna to 4-5 języków, więc „młodemu” działowi polskiemu jest już do niej blisko. Rekordzista w polskiej kabinie ma w swojej kombinacji 7 języków, z których tłumaczy na nasz język. Champion wśród wszystkich tłumaczy ustnych zatrudnionych na stałe w Parlamencie to Brytyjczyk, który tłumaczy z 9 języków!

 

Dyrektorem generalnym Działu Konferencyjnych Tłumaczeń jest Polka Agnieszka Walter-Drop, jedna z trzech kobiet na najwyższym stanowisku w administracji PE. Kierownikiem polskiego działu tłumaczeń ustnych jest Marcin Feder, absolwent poznańskiej anglistyki, z doktoratem w zakresie nauk humanistycznych, stypendysta Fulbrighta, w PE od 2003 r.

 

W instytucjach europejskich zawody tłumacza ustnego i pisemnego są rozdzielone. Tłumaczeniami pisemnymi zajmuje się zatem osobny dział, który mieści się w .... Luksemburgu. Szefem polskiej sekcji jest Dariusz Chmiel, zarządzający ponad trzydziestką tłumaczy pisemnych wraz z tuzinem asystentów.

 

Tłumacze ustni pracują w kabinach w zespołach 2 - 4 osobowych, w blokach po 3,5 godziny. Pozostały czas poświęcają na przygotowanie się do posiedzeń, zapoznawanie się z dokumentami, poszukiwanie dodatkowych informacji, przygotowywanie terminologii, naukę nowych języków, szkolenia tematyczne itp.

 

Tłumacze twierdzą, że nie ma „łatwych” języków. Jedne mają skomplikowaną gramatykę jak węgierski, czy fiński, inne wymagają wyrobienia w sobie zdolności antycypacji tak jak w przypadku niemieckiego czy niderlandzkiego, w których czasownik znajduje się na końcu zdania, czyli trzeba domyślić się lub doczekać do kropki, aby wiedzieć o co chodzi. Jeszcze inne są trudne ze względu na złożoność semantyczną wypowiedzi jak angielski czy francuski. Czasem trudności wynikają ze względów fonetycznych np. w językach, w których długość tego samego dźwięku zmienia znaczenie wyrazu... Są języki „kwieciste”, bogate w powtórzenia, opisowe, co daje odrobinę więcej czasu tłumaczowi na zastanowienie się, to np. polski i języki południa Europy, są też języki „wprost”, bez powtórzeń, parafraz itp., jak skandynawskie, wymagające tłumaczenia równie konkretnego i szybkiego.

 

Poza językowymi zagwozdkami, problemy przysparzają tłumaczom przede wszystkim ... mówcy, którzy z prędkością karabinu maszynowego odczytują napisany tekst, albo ci, którzy usiłują wyrazić swoje opinie w innym, niż ojczysty języku, którego jednak nie opanowali biegle.

 

Dla prawdziwego profesjonalisty to wszystko nie stanowi jednak problemu, potrafi zinterpretować oryginalny tekst w taki sposób, że nabierze sensu, którego nie miał nawet w wersji oryginalnej...

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2015-06-09 14:31
Z Brukseli unia europejska, języki, tłumacze Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Przy 23 oficjalnych językach jest ponad 500 możliwych kombinacji tłumaczeń... W Parlamencie Europejskim tłumacze "przerabiają" ponad 100 tys. stron miesięcznie i setki posiedzeń. A gdybyśmy wyobrazili sobie, że pieniądze na to przeznaczane zostałyby zainwestowane w naukę języka angielskiego we wszystkich krajach Europy począwszy od przedszkola?

Wspólnota przebyła długą drogę od końca lat 50., kiedy to w jej instytucjach mówiono zaledwie czterema językami! I były to : francuski, niemiecki, włoski i niderlandzki.
Wraz z rozszerzeniami Unii przybywało języków. Do 2004 r. obowiązywało ich już 11, a obecnie mamy w Parlamencie Europejskim oficjalnie 23 języki urzędowe ( i 3 alfabety). W najbliższej przyszłości dołączy jeszcze chorwacki (od 1.lipca 2013 r.), a w dalszej perspektywie może i turecki?


Ze względów praktycznych priorytetowo traktowany jest angielski, jako wzorzec do tłumaczeń na inne języki oraz francuski, którym posługują się “wewnętrznie” wszyscy urzędnicy. Mnogość eurojęzyków jest prawdziwym wyzwaniem organizacyjnym, logistycznym i finansowym...

Ile kosztują tłumaczenia?


Przy 23 językach możliwych jest ponad 500 kombinacji tłumaczeń... By im sprostać mamy w Parlamencie Europejskim specjalne służby: tłumaczy pisemnych w liczbie 1241 oraz 1150 interpretatorów ustnych. Przerabiają językowo ponad 100 tys. stron miesięcznie i setki posiedzeń. Stanowią ponad jedną trzecią naszego personelu. Koszt ich usług tylko dla naszej instytucji wynosi ok. 250 mln euro rocznie. O sprawie pisałam szczegółowo http://lidiageringer.blog.onet.pl/2012/05/03/ue-3-mln-euro-dziennie-na-tlumaczenia/

Różnorodność językowa jest demokratyczną i kulturową podstawą Unii Europejskiej*. Każdy obywatel ma możliwość napisania do każdej instytucji UE i otrzymania odpowiedzi w tym samym języku, w jakim przesłał pytanie**


Ale gdybyśmy wyobrazili sobie, że pieniądze przeznaczane obecnie na tłumaczenia zostałyby zainwestowane w naukę języka angielskiego we wszystkich krajach Europy począwszy od przedszkola? Mielibyśmy wspólny język urzędowo – techniczny?

Chyba raczej nigdy nie przejdzie, przedsmak euroawantury mieliśmy już przy negocjacjach Jednolitego Patentu, gdzie zaproponowano dla obniżenia kosztów tłumaczenia tylko na 3 języki (angielski, niemiecki i francuski), co spowodowało, że Włosi i Hiszpanie od razu obrazili się na dobre i w projekcie w ogóle nie uczestniczą , a Polska zamierza się z przez siebie wynegocjowanego porozumienia - wycofać.


Ponadto zważywszy na nastroje w Wielkiej Brytanii i perspektywę opuszczenia przez ten kraj UE, po co nam angielski? Z nim też przyjdzie się Unii pożegnać...***


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg


* Art. 22 Karty Praw Podstawowych UE
** Art. 24 Traktatu o funkcjonowaniu UE
*** Uprzedzając komentarze Czytelników dodam, że mówiąca po angielsku Irlandia wywalczyła sobie po ponad 30 latach członkowstwa status oficjalnego języka UE dla własnego gaeilge (którym nota bene większość irlandzkich europosłów nie mówi...). 

2013-03-27 14:30
Z Brukseli unia europejska, języki, tłumaczenia, wielojęzyczność Komentarze (3)