Najnowsze komentarze
 
2014-08-17 14:27
tatar001 do wpisu:
Wydatki byłej partnerki prezydenta François Holland 'a
Jak widać nie tylko w Polsce pieniądze podatników są wyrzucane w błoto...
 
2014-07-22 22:39
arturiuosoo do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
http://wpolityce.pl/historia/206144-w-sluzbie-stalina-piotr-gontarczyk-na-70-rocznice-powstania[...]
 
2014-07-20 18:53
artur__ do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
Nie rozumiem kto został znieważony w wyniku tego godnego potępienia żartu, murzynka, czy małpa?
 


O mnie
 
Od 2004 r. Poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej. W wolnych chwilach gra na fortepianie.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Osiem lat przed naszym wstąpieniem do Unii, w 1996 r. Komisja Europejska, zainspirowana przez ONZ i Radę Europy, ogłosiła komunikat o „Włączaniu zasady równości kobiet i mężczyzn do wszystkich strategii i działań politycznych Wspólnoty”. Tak zrodził się gender mainstreaming - idea nakazująca równość płci we wszystkich działaniach podejmowanych przez Unię Europejską – od etapu planowania, przez realizację aż po ocenę polityk i działań. Jest to jeden z podstawowych terminów polityki równości – o który nota bene toczy się bezsensowny spór w polskiej polityce - gender mainstreaming oznacza włączanie problematyki równości płci do głównego nurtu polityki. I tylko tyle.

 

Wyrównywanie szans obywateli Unii Europejskiej stanowi jeden z fundamentów, na których oparta jest wspólna polityka państw członkowskich. Obowiązujący we Wspólnocie stan prawny i wszelkie podejmowane działania dążą do zagwarantowania - faktycznej równości kobiet i mężczyzn.

 

To już nie tylko równość zapisana w prawie, bo taka istnieje w systemach prawnych wszystkich państw członkowskich, ale przede wszystkim równość obu płci stosowana w praktyce : na rynku pracy, w dostępie do edukacji, dóbr i usług, czy wreszcie równy udział kobiet i mężczyzn w procesach podejmowania decyzji.

 

Pierwsze zapisy dotyczące równości płci znalazły się już w Traktacie Rzymskim ustanawiającym w 1957 r. Europejską Wspólnotę Gospodarczą – w art. 119 traktat nakazywał przestrzegania zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn w kwestii wynagrodzenia za pracę.

 

Obecnie polityka równości płci należy do polityk horyzontalnych Unii Europejskiej, jej realizacja jest jednym z priorytetów dla wszystkich 28 krajów członkowskich, powinna zatem być wspierana we wszystkich działaniach realizowanych ze środków Wspólnoty, także i tych w Polsce, wkraczającej w trzeci program finansowania takich projektów.

 

Filozofia leżąca u podstaw tej idei jest następująca: każda polityka, każde podejmowane przez państwo działanie ma wpływ na obywateli i… obywatelki, pamiętając by ten wpływ - to znaczy korzyści i koszty - były jednakowe dla wszystkich niezależnie od płci.

 

Podejście równościowe znajduje również odzwierciedlenie w budżecie Unii – gdzie stosujemy tzw. “gender budgeting” np. w Funduszach Strukturalnych, czyli głównych instrumentach polityki finansowej realizowanej przez Unię. Każdy, kto stara się o dotację z unijnych pieniędzy, musi opisać jak zamierza realizować w praktyce kwestię równości płci.

 

Prawo unijne stanowiące o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn jest dzisiaj spójnym systemem prawnym, który jest integralną częścią acquis communautaire. To prawo musi być respektowane przez wszystkie państwa członkowskie, a więc również przez Polskę.

 

Ostatnio, w listopadzie ub. roku PE przyjął kolejną ważną równościową rezolucję o tym, że w spółkach giełdowych w Unii Europejskiej przynajmniej 40% dyrektorów niewykonawczych będą - do 2020 r. stanowiły kobiety. Spółki publiczne będą musiały osiągnąć ten cel już w 2018 r. Firmy, którym nie uda się wprowadzić powyższych zaleceń będą karane.

 

Jak pokazują statystyki w latach 2003 - 2011 r. po wielu społecznych akcjach mających przełamać męski "monopol" decyzyjny - udział kobiet w organach europejskich spółek zwiększył się z 8,5% do 13,7%. Komisja Europejska widząc te mikre rezultaty, w 2011 r. przedstawiła projekt "Kobiety w zarządzie – zobowiązanie dla Europy” - będący zachętą dla wiodących spółek giełdowych mającą na celu zwiększenie reprezentacji kobiet w ich zarządach: do 30% w 2015 r. i 40% w 2020 r.

 

Na czym mają polegać zmiany?

 

Przy przejrzystej i zgodnej z zasadami równości płci procedurze rekrutacyjnej, w której kwalifikacje i umiejętności będą podstawowym kryterium, a w sytuacji kiedy kandydaci będą mieli takie same oceny - pierwszeństwo powinno zostać przyznane osobie, której płeć jest w zarządzie niedoreprezentowana.

 

Regulacje te nie obejmą małych i średnich przedsiębiorstw, czyli takich, które zatrudniają poniżej 250 osób.

 

Proponowane kary - grzywna, czy wykluczenie z procedury przetargów publicznych - będą stosowane tylko w przypadku niezastosowania przejrzystej procedury rekrutacyjnej, a nie w przypadku nieosiągnięcia wymaganego celu.

 

Jest to ważny krok w kierunku coraz lepszego przestrzegania zasady równości, jako podstawowej wartości UE zmierzający do stosowania w praktyce zasady równości szans i równego traktowania mężczyzn i kobiet w dziedzinie zatrudnienia i pracy.

 

Kobiety są przedsiębiorcze, kreatywne, mają nerwy ze stali, ale szefami bywają głównie w firmach, które same założą. W przebadanych 700 największych spółkach notowanych na światowych giełdach - stanowiska kierownicze zajmuje zaledwie 6% kobiet, a w ich zarządach zasiada tylko 2% z nas.

 

W krajach skandynawskich, które wprowadziły już "kwoty" w zarządach giełdowych spółek - statystyki pokazują, że tam gdzie trzy kobiety zasiadają w zarządzie - firmy generują zysk wyższy o 10%. Kobiety nie podejmują ryzykownych decyzji, są odpowiedzialne i bardzo dobrze zarządzają finansami...

 

Warto oddać decyzje gospodarcze w ręce kobiet, szczególnie w kryzysie. Może gdyby bank, od upadku którego rozpoczął się światowy kryzys nie nazywał się Lehman Brothers, ale Lehman Sisters - kryzysu mogłoby nie być...?

 

Ale oczywiście nie wystarczą same kwoty na listach wyborczych czy w zarządach spółek, kluczową kwestią jest możliwość godzenia życia zawodowego z rodzinnym. Temu zagadnieniu zresztą jest poświęcony obecny rok 2014 - jako Europejski Rok harmonii pracy zawodowej z życiem prywatnym i to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, na których w równym stopniu spoczywa odpowiedzialność za rodzinę i dzieci.

 

Bez miejsca w żłobku czy przedszkolu dla własnego dziecka, nie uda się efektywnie pogodzić pracy z domem. Konieczna jest dobrze funkcjonująca infrastruktura opiekuńcza dofinansowana przez państwo czy samorządy, obejmująca wszystkie osoby zależne, nie tylko dzieci, ale i osoby starsze wymagające stałej opieki. Bez pomocy publicznej w tej kwestii, kobiety nigdy nie będą miały prawdziwie równych szans.

 

Tak zwany “genderowy”, niezrozumiały dla mnie spór w Polsce – nadmuchany dodatkowo przez media - wynika najprawdopodobniej z niezrozumienia znaczenia samego angielskiego słowa gender z jednej strony, jak i może z drugiej strony - świadomej manipulacji próbującej przeinaczyć szlachetną i prawnie zagwarantowaną równość płci - w magiel pojęć niezrozumiałych dla zwykłego obywatela. Gender znaczy rodzaj, rodzaj ludzki – płeć, a w polityce - zagwarantowanie obu płciom tych samych praw. Jaka ludzka istota myśląca może może się temu sprzeciwiać?

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-03-04 20:09
Z Brukseli parlament europejski, budżet, gender Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Pierwsze w historii międzynarodowe prawo jasno określające, że przemoc wobec kobiet i przemoc domowa nie może być uważana za sprawę prywatną i państwa mają obowiązek zapobiegania przemocy, ochrony ofiar i karania sprawców. Dobry projekt, ale na razie tylko na papierze.

 

Statystyki pokazują, że każdego dnia w Europie jedna na pięć kobiet pada ofiarą molestowania, przemocy, gwałtu. Problem jest poważny a statystyki dodatkowo niepełne, gdyż wiele kobiet boi się lub wstydzi zgłaszać takie przypadki czy szukać pomocy, a ceną za milczenie często bywa ich życie.

 

Parlament Europejski (25.02.2014r.) przyjął rezolucję w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, obligując Komisję Europejską do przedłożenia do końca 2014 r. wniosku dotyczącego aktu prawnego w sprawie środków na rzecz promowania i wspierania działań państw członkowskich w obszarze zapobiegania przemocy wobec kobiet i dziewcząt, zachęcając jednocześnie kraje członkowskie do szybkiej ratyfikacji Konwencji Rady Europy w tej sprawie.

 

Wspomniany dokument zwany Konwencją ze Stambułu, przyjęty 7 kwietnia 2011r. - jest najbardziej dalekosiężnym narzędziem międzynarodowym, zawierającym zestaw prawnie wiążących zasad, co do zwiększania standardów ochrony i pomocy dla ofiar.

 

Wytykając wszelkie “powody", dla których współczesne kobiety są ciągle narażone na przemoc, Konwencja Stambulska punktuje ich źródła tkwiące w historii, religii, tradycji i kulturze - utrwalających wzorce pozwalające do dzisiaj na dyskryminację kobiet.

 

Konwencja Stambulska może być wykorzystana, jako potężne narzędzie do walki z przemocą wobec kobiet i przemocy domowej w całej Europie, jeśli zostanie podpisana i ratyfikowana, przez co najmniej 10 członków Rady Europy. A nie jest.

 

Na 47 członków Rady Europy pierwszym krajem była Turcja, która zarówno podpisała i ratyfikowała konwencję, tym samym okazała się być bardziej nowoczesna niż np. Polska.

 

Obecnie 32 kraje podpisały już Konwencję, w tym 20 krajów Unii Europejskiej: Austria, Belgia, Chorwacja, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Grecja, Włochy, Litwa, Luxemburg, Malta, Holandia, Polska, Portugalia, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania oraz spoza Unii: Albania, Andora, Bośnia i Hercegowina, Islandia, Monaco, Montenegro, Norwegia, Serbia, Szwajcaria, Macedonia, Turcja i Ukraina.

 

Ale ... tylko 8 krajów ratyfikowało dokument, z Unii: Austria, Włochy i Portugalia, spoza Wspólnoty: Albania, Bośnia i Hercegowina, Montenegro, Serbia i Turcja.

 

Potrzeba jeszcze dwóch ratyfikacji, aby Konwencja weszła w życie.

Co stoi na przeszkodzie by podpisaną 18 grudnia 2012 r. przez polski rząd Konwencję ratyfikować? Dokładnie nie wiadomo...

 

Uderza w polski "model" rodzinny?

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

Rezolucja PE z 25.02.2014

http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubRef=-//EP//TEXT+REPORT+A7-2014-0075+0+DOC+XML+V0//PL

 

* http://conventions.coe.int/Treaty/Commun/print/ChercheSig.asp?NT=210&CM=1&DF=&CL=ENG

http://www.europapraw.org/files/2011/10/konwencja_PL.pdf

http://www.coe.int/t/dghl/standardsetting/convention-violence/default_en.asp

2014-02-27 21:21
Z Brukseli parlament europejski, przemoc wobec kobiet, przemoc domowa Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Europejska Inicjatywa Obywatelska to nowe narzędzie legislacyjne ustanowione przez Traktat Lizboński. Chcesz zmienić prawo wspólnotowe? Weź się za zbieranie podpisów. Pod "prawem do wody" podpisało się ponad 1.6 mln obywateli, "legalizacja marihuany" wciąż zbiera podpisy.

 

Za nami pierwszy krok do sukcesu Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej (EIO), obywatele wzięli się za tworzenie prawa - to się dzieje naprawdę.

17 lutego 2014 r. Komisja Środowiska wraz z Komisjami: Rynku Wewnętrznego, Petycji i Rozwoju zorganizowały w Parlamencie Europejskim wysłuchanie publiczne w sprawie pierwszej w historii Unii - Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej*.

 

Propozycje zgłaszane za pośrednictwem EIO mogą dotyczyć dziedzin, w których Komisja Europejska (KE) ma kompetencje, czyli np. rynku, środowiska naturalnego, rolnictwa czy transportu. Po zebraniu przez inicjatorów - miliona podpisów poparcia (w Internecie) KE musi zająć się problemem i przygotować odpowiedni projekt legislacyjny**.

 

“Prawo do wody” już się okazało traktatowe. Jego projekt przewiduje by :

- Unia i państwa członkowskie były zobligowane zapewnić dostęp do wody i urządzeń sanitarnych wszystkim swoim mieszkańcom,

- Na wodzie i zarządzaniu zasobami wodnymi - niezbędnymi dla naszej egzystencji - nie można będzie zarabiać.

 

EIO dotycząca wody i urządzeń sanitarnych postrzeganych, jako prawo człowieka została zarejestrowana jako jedna z pierwszych (od momentu udostępnienia tego narzędzia 1 kwietnia 2012 r.) i jak się ocenia ma duże szanse na sukces.

Pod inicjatywą podpisało się ponad 1.6 mln osób z 13 państw członkowskich. (Wymóg mówi o 1 mln podpisów z 7 krajów).

 

Pierwsza debata w sprawie EIO "o prawie do wody" miała za zadanie prezentację i założenia nowej legislacji oraz wymianę zdań pomiędzy pomysłodawcami, europosłami oraz przedstawicielami Komisji Europejskiej.

 

Kolejny krok - to projekt dokumentu, nad którym już pracuje KE.

 

O EIO wielokrotnie już pisałam m.in

http://lgeringer.natemat.pl/80997,depenalizacja-marihuany-w-zasiegu-reki

i widzę, że obywatele już się wzięli do roboty.

 

Aktywistów zbierających podpisy pod projektem EIO dotyczącym legalizacji marihuany można wesprzeć na:

https://ec.europa.eu/citizens-initiative/REQ-ECI-2013-000023/public/index.do

 

Inne inicjatywy można śledzić na:

http://ec.europa.eu/citizens-initiative/public/?lg=pl

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

http://www.europarl.europa.eu/committees/en/envi/subject-files.html?id=20140205CDT78762

http://www.right2water.eu/

http://www.europarl.europa.eu/aboutparliament/en/001eb38200/European-citizens%27-initiative.html

 

*Korzystanie z EIO nie jest specjalnie skomplikowane. Potrzebna jest grupa co najmniej 7 obywateli pochodzących z siedmiu różnych krajów UE, która musi zarejestrować swoją inicjatywę na specjalnej stronie internetowej KE. Od tego momentu Komisja przez dwa miesiące musi ocenić, czy propozycja spełnia obowiązujące wymagania, co oszczędzi obywatelom czasu i fatygi przy zbieraniu podpisów, jeśli pomysł wykracza poza kompetencje określone dla tego narzędzia. Należy pamiętać , że w ten sposób nie można zmieniać unijnych Traktatów, czy zmieniać praw leżących w wyłącznych kompetencjach parlamentów narodowych czyli np. dotyczącego eutanazji czy aborcji.

 

** Traktat Lizboński wprowadził nową formę udziału społeczeństwa w kształtowaniu polityki UE – Europejską Inicjatywę Obywatelską. Zgodnie z jego postanowieniami na wniosek Komisji Europejskiej – Parlament Europejski i Rada przyjęły rozporządzenie, które określa zasady użycia tego nowego instrumentu oraz procedury z nim związane (rozporządzenie (UE) nr 211/2011 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 16 lutego 2011 r. w sprawie inicjatywy obywatelskiej).

2014-02-26 12:50
Z Brukseli parlament europejski, EIO Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

W ostatnich 10 latach Parlament Europejski odebrał immunitet siedmiu polskim europosłom. Byli to : Bogdan Golik, Witold Tomczak, Krzysztof Lisek, Jarosław Wałęsa, Olgierd Kurski, Zbigniew Ziobro i dzisiaj (25.02.2014.) Tadeusz Cymański. W dwóch przypadkach: Marka Siwca i Małgorzaty Handzlik Parlament zadecydował o nie uchylaniu immunitetu.

W Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, w której zasiadam - prawie na każdym posiedzeniu rozpatrujemy kwestie immunitetów. Nad poszczególnym przypadkiem debatujemy podczas 2-4 posiedzeń, w zależności od złożoności sprawy – co „przelicza się” czasowo na parę miesięcy. Obrady komisji toczą się przy drzwiach zamkniętych i objęte są tajemnicą, która de facto niemalże znika podczas debaty przed końcowym głosowaniem podczas sesji plenarnej. Wtedy praktycznie każdy może poznać detale konkretnej sprawy, wzbudzające zwykle wielkie zainteresowanie mediów.

Tym razem immunitet stracił poseł Tadeusz Cymański.

Jak wygląda immunitetowa procedura ?
Kompetentny organ państwa członkowskiego występuje do Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego z wnioskiem o uchylenie immunitetu posła. Wniosek najpierw ogłoszony zostaje na posiedzeniu plenarnym, następnie trafia do Komisji Prawnej PE, która po wysłuchaniu wyjaśnień posła zaleca przyjęcie lub odrzucenie wniosku o odebranie immunitetu.

Nigdy jednak nie "sądzimy" deputowanego – stwierdzamy jedynie czy jego działanie opisane we wniosku było bezpośrednio związane z wykonywaniem mandatu poselskiego, czy też nie. Jeśli nie – nigdy nie bronimy immunitetu! To pozwala władzom krajowym na natychmiastowe wszczęcie postępowania wobec posła, przy czym utrata immunitetu nie oznacza wygaśnięcia mandatu poselskiego.

Warto dodać, że kwestie immunitetów w samym Parlamencie Europejskim nie są traktowane „politycznie” jak to ma miejsce np. w Sejmie. Jedyne, proste kryterium to związek z wykonywaniem mandatu poselskiego, prywatnych grzeszków nigdy euroimmunitet nie chroni.

Statystyki pokazują, że od 1979 roku, czyli od pierwszej kadencji wybranego w powszechnych wyborach Parlamentu Europejskiego do końca 2007 - przez prawie 30 lat - zgłoszono łącznie 145 wniosków o uchylenie immunitetu poselskiego. W tym czasie Parlament pozbawił immunitetu tylko 38 posłów. Inne przypadki stanowiły czysty element walki politycznej, której intensywność nasilała się szczególnie przed wyborami.

Czy immunitet jest potrzebny?
Immunitet parlamentarny służy przede wszystkim obronie samego Parlamentu Europejskiego, chroniąc go przed naciskami z zewnątrz i gwarantując posłom swobodę wypowiedzi i działań podczas pełnienia obowiązków parlamentarnych. Immunitet nie chroni przestępców, nie jest gwarancją bezkarności – wiąże się tylko i wyłącznie ze sprawowaną funkcją zapewniając warunki potrzebne do jej niezakłóconego sprawowania.

Zgodnie z protokołem o przywilejach i immunitetach Wspólnot Europejskich z 1965 r.: „Wobec członków Parlamentu nie można prowadzić dochodzenia, postępowania sądowego, ani też ich zatrzymywać z powodu ich opinii lub stanowiska zajętego przez nich w głosowaniu w czasie wykonywania przez nich obowiązków służbowych”.
Ponadto, „podczas sesji Parlamentu, jego członkowie korzystają na terytorium swojego państwa – z immunitetów przyznawanych członkom parlamentu ich państwa a na terytorium innego Państwa Członkowskiego – z immunitetu chroniącego przed zatrzymaniem oraz immunitetu jurysdykcyjnego. Immunitet chroni także członków podczas ich podróży do i z miejsca, gdzie odbywa się posiedzenie Parlamentu".

Euroimmunitet nie jest tożsamy z immunitetem parlamentu narodowego, co więcej zakres immunitetu poselskiego w każdym z 27 krajów UE jest różny!

W niektórych państwach immunitet ogranicza się tylko do zapewnienia wolności wypowiedzi podczas debat parlamentarnych, w innych chroni posła przed niektórymi formami postępowania sądowego – na przykład przed aresztowaniem. Immunitet jednak nie służy do tego, by chronić przed wymiarem sprawiedliwości posła, który złamał prawo! Parlament decyduje o pozbawieniu immunitetu jednego ze swoich członków po to, aby ten mógł wyjaśnić przed sądem ciążące na nim zarzuty.

Według prawa, poseł nie może powoływać się na immunitet w przypadku, gdy został schwytany na gorącym uczynku! Jak to się ma z 3 -krotnym przekraczaniem dozwolonej prędkości, czy harcami za konwojem policyjnym naszych posłów na Sejm? Gdyby takie przypadki zdarzyły się europosłowi, tenże nie mógłby nigdy liczyć na utrzymanie immunitetu.

Dlaczego poseł Cymański stracił immunitet - dowiecie się Państwo zapewne z polskiej prasy, mnie obowiązuje tajemnica.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-02-25 14:05
Z Brukseli unia europejska, cymański, immunitety Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

...czyli finał negocjacji o kopiach na użytek prywatny.

Jak ustalić wysokość opłaty autorskiej za nowego pendrive'a w oparciu o potencjalną szkodę poniesioną przez osoby uprawnione? Jak podzielić uzyskane dochody? Komu i ile jest wypłacane, skoro nie wiadomo co zostało skopiowane?

płaty za kopie prywatne to należności nakładane na urządzenia rejestrujące oraz na puste nośniki zapisu - stosowane w państwach członkowskich UE, które wprowadziły wyjątek od prawa do zwielokrotnienia*.

"Wyjątek" ów umożliwia konsumentom swobodne kopiowanie repertuaru muzycznego i audiowizualnego z jednego urządzenia na inne bez ograniczeń i konieczności występowania o dodatkowe pozwolenie posiadaczy praw autorskich pod warunkiem, że ci otrzymują godziwą rekompensatę...

Według szacunków Komisji Europejskiej całkowita suma opłat licencyjnych za kopie na użytek prywatny pobranych w 23 państwach członkowskich UE potroiła się od czasu wejścia w życie dyrektywy 2001/29/WE i wynosi obecnie ponad 600 mln €, co stanowi ok. 17% z kwoty 3,6 mld € zgromadzonej przez główne organizacje zbiorowego zarządzania w 2010 r. z tytułu wszystkich zobowiązań na rzecz podmiotów praw.

Przyszłej harmonizacji pobierania takich opłat na poziomie UE poświęcony jest kontrowersyjny raport poseł Françoise Castex, który został niestety przegłosowany w Komisji Prawnej 11.02.14, teraz poddany będzie pod głosowanie na sesji plenarnej w przyszłym tygodniu.

Po pierwsze wątpliwości budzi obliczanie wysokości tych opłat na podstawie tzw. potencjalnej szkody poniesionej przez osoby uprawnione, po drugie sposób ich redystrybucji przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Kontrowersje w tym przypadku wynikają z potrzeby pogodzenia wielu podmiotów działających na rynku nowych technologii.

Z jednej strony przedstawiciele branży artystycznej twierdzą, że kwoty te są kluczowe dla ich przetrwania.

Konsumenci natomiast twierdzą, że w czasach chmury obliczeniowej podobne opłaty nie powinny w ogóle istnieć.

Producenci i importerzy tradycyjnych i cyfrowych nośników obawiają się wzrostu cen i spadku popytu na ich produkty.

Opłata w Polsce wynosi 0.47 % wartości przedmiotu, rocznie sięga 7-10 mln zł.

Komisja Prawna większością głosów poparła jednak propozycję harmonizacji przy zastrzeżeniu większej przejrzystości naliczania opłat dla konsumentów i bardziej efektywnego systemu wypłacania rekompensaty dla artystów. Znalazłam się w niezadowolonej z wyniku mniejszości wraz z Zielonymi i Liberałami.

Po pierwsze uważam, że powszechny charakter oraz wszechobecność utworów cyfrowych sprawiają, iż obliczanie opłat licencyjnych na podstawie potencjalnej szkody poniesionej przez osoby uprawnione - za każdą kopię na użytek prywatny - staje się zadaniem niewykonalnym.

Po drugie, kopiowanie na użytek prywatny legalnie nabytych treści stanowi formę normalnego użytkowania przez konsumenta kupionych przez siebie produktów lub usług, które nie przynosi szkody interesom osób uprawnionych - nie powinno wiązać się z koniecznością zastosowania żadnej rekompensaty.

Najdziwniej wygląda jednak kopiowanie na użytek prywatny w... chmurze, gdzie wspomniane kopie mogą mieć "nowe cele" w stosunku do kopii wykonanych na nośnikach i w urządzeniach do zapisu tradycyjnego i/lub cyfrowego, zatem przewiduje się uwzględnianie "takich nowych nośników i usług w obowiązujących mechanizmach rekompensat za kopie na użytek prywatny"...?

Sprzeciwiam się nakładaniu opłat, które nie są w żaden sposób uzasadnione. Dlaczego mamy płacić za kopię zakupionej wcześniej płyty czy filmu na DVD, za którą już raz zapłaciliśmy?

Niestety największa grupa polityczna Chadeków (gdzie zasiada PO i PSL) wraz z konserwatystami i prawicą oraz częścią mojej grupy przeforsują najprawdopodobniej dokument. Na razie jeszcze nielegislacyjny.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Z opłat zrezygnowały Hiszpania, Wielka Brytania, Irlandia i Luksemburg, nie odnotowawszy większych strat w sektorze kreatywnym.

Dyrektywa z 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Artykuł 5 ( 2 ) ( b ), stanowi, że państwa członkowskie mogą ustalić wyjątki i ograniczenia od prawa do zwielokrotniania.

http://europa.eu/legislation_summaries/information_society/data_protection/l26053_pl.htm

2014-02-19 18:10
Z Brukseli unia europejska, prawo autorskie, ZAiKS Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Parlament Europejski zmienia prawo...

Szacuje się, że w Internecie działa ok. 500 licencjonowanych dystrybutorów muzyki, udostępniających online 30 mln utworów. Cyfrowy rynek muzyczny rozwija się błyskawicznie. Według raportu IFPI (Międzynarodowej Federacji Przemysłu Fonograficznego) w 2012 r. tylko w krajach UE sprzedano ponad 391 mln. utworów za pośrednictwem Internetu. Już nie tylko weterani Apple czy Amazon, ale i Deezer, Juke czy Spotify zagarniają coraz więcej internetowego rynku dla siebie. Jeszcze trochę zadziwiającej statystyki: 21 licencjonowanych dystrybutorów udostępnia muzykę Amerykanom, zaś w całej Unii - Europejczycy mogą skorzystać zaledwie z ... jednego. Powszechny dostęp do utworów online jest blokowany przez 28 różnych, narodowych systemów ochrony praw autorskich i galimatias związanych z przepisów. Na wspólnym rynku nie ma granic, w Internecie są...

"Terytorialność" praw autorskich przekłada się na wyższe koszty sprzedaży utworów, a skomplikowane systemy licencjonowania zniechęcają start-upy do wejścia na europejski rynek.

Dlatego - 4 lutego br. Parlament Europejski przegłosował propozycję* ułatwiającą życie europejskim melomanom. Projekt będący zdecydowanym krokiem naprzód w dziedzinie ujednolicania zbiorowego zarządzania prawami autorskimi na wspólnym rynku, wprowadza wiele usprawnień w dziedzinie przejrzystości procedur, zrozumiałego i sprawiedliwego dzielenia kwot pomiędzy posiadaczy praw.

Na jednolitym europejskim rynku potrzebne są licencje wieloterytorialne, dotyczące praw do utworów muzycznych na "internetowym polu eksploatacji". To bardzo ważny zapis z punktu widzenia zmieniających się realiów dotyczących dystrybucji dzieł kulturowych oraz pierwotnej funkcji organizacji zbiorowego zarządzania, która udzielała licencji tylko na terytorium danego kraju.

Ponadto, w nowej propozycji jest zapewniona możliwość udostępniania własnych utworów także za pomocą otwartej licencji - Creative Commons bez rezygnacji z systemu zbiorowego zarządzania.

Właściciele praw, będą mogli sami wybrać organizację zarządzająca ich prawami. Przepisy mają poprawić przejrzystość działań wszystkich tego typu organizacji oraz stworzyć klarowne zasady dotyczące zarządzania tantiemami, gromadzenia ich, terminowych wypłat oraz ogólnej kontroli nad wydawaniem przychodów.

Nowe przepisy przede wszystkim ułatwią dostawcom muzyki w Internecie szybkie uzyskanie licencji na całym rynku UE, a to powinno przyczynić się do rozwoju paneuropejskich serwisów muzycznych (także i z lokalnym repertuarem) oraz do lepszej i bardziej transparentnej ochrony praw twórców.

Z analiz wynika, że w 2010 r. przemysł kreatywny przyniósł około 4,5% PKB Unii i stworzył 8,5 mln miejsc pracy w państwach członkowskich, odgrywając kluczową rolę we wzroście i konkurencyjności. To zasługa twórców, wszystkich pracujących w tym sektorze jak i ich odbiorców „gimnastykujących się” na podzielonym na 28 terytorialnych narodowych systemów ochrony praw autorskich - rynku.

Będzie mniej prawnych „wygibasów” a więcej muzyki.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

* Dyrektywa przyjęta 640 głosami za, przy 18 przeciw i 22 wstrzymujących się, po przyjęciu przez Radę, po 24 miesiącach wejdzie w życie w każdym państwie członkowskim.

2014-02-05 15:27
Z Brukseli unia europejska, internet, prawo autoskie Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Według ostatnich sondaży dokonanych we wszystkich państwach członkowskich - w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego największa dotychczas grupa polityczna Chadeków i Ludowców może stracić nawet 50 posłów. Liberałowie z centrum mogą oddać ponad połowę swego składu. Wybory może wygrać kilkoma głosami centrolewica, dotychczas druga co do wielkości - co mnie, jako europosłankę z tejże grupy politycznej - powinno cieszyć, ale... prawdziwym zwycięzcą mogą okazać się antyunijni wojownicy, zasiadający obecnie w ławach niezrzeszonych, na ekstremie prawicowej - których może zasilić ponad 70 nowych szabel. Dodawszy do tego wyniku dotychczasowych eurosceptyków może z tego wyrosnąć trzecia lub nawet druga siła w Parlamencie*.

Co to oznacza?

Zgrzyty w trybach Unii i ostre hamowanie. Jeśli prognozy się sprawdzą, mogą wystąpić trudności z przegłosowaniem np. budżetu, do czego potrzebna jest tzw. większość kwalifikowana. Możemy mieć podobną do amerykańskiej sytuację totalnej blokady środków zafundowaną przez europejski odpowiednik Tea Party.

Biorąc po uwagę prognozy wyborcze w Polsce większość sondaży zwiastuje zwycięstwo eurosceptycznego PiSu, dzisiaj zasiadającego w PE obok pragnących opuścić Unię Brytyjczyków...

Niepokoi mnie taka przyszłość. Naprawdę nie chcemy korzystać z funduszy i szans jakie obecnie są w naszym zasięgu, nie chcemy już nowych dróg, ani dopłat dla rolników? Brak budżetu do tego doprowadzi.

Obecnie w Parlamencie mamy porozumienie centrolewicy S&D i centroprawicy EPP, wsparte przez Liberałów ALDE, to gwarantuje stabilność integracji, do lipca br.

Co będzie potem zależy też od Ciebie Wyborco.
Obyśmy nie zostali " ino" ze sznurem....

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

* Bardzo ciekawej analizy na podstawię danych zebranych przez serwis electionista.com* dokonało Centrum Analityczne – Polityka Insight**. Polecam.

2014-02-03 08:15
Z Brukseli wybory do Parlamentu Europejskiego Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Dziwi mnie sytuacja, w której wszyscy oburzając się opóźnieniami pociągów, szukają winnych polityków, posądzają kolej, infrastrukturę czy nawet... klimat. We Francji czy Hiszpanii - Premier nie tłumaczy się z kłopotów z płynnością przejazdów na kolei, gdyż to przewoźnik przeprasza i wypłaca pasażerom odszkodowania. Obliguje go do tego unijne prawo, które obowiązuje także w Polsce!

Powyższe roszczenie przysługuje pasażerom na mocy Rozporządzenia (WE) nr 1371/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2007 r. o ile oczywiście opóźnienie w podróży, nie wynika z naszej winy :-)
Najpierw przewoźnik ma obowiązek poinformowania pasażerów dlaczego pociąg jest opóźniony lub odwołany. Nie może dochodzić do sytuacji, gdy podróżni czekając na swój pociąg z poirytowaniem patrzą na zmieniające się liczby informujące o rosnącym opóźnieniu z niewiadomych przyczyn.

 Potem wachlarz możliwości roszczeniowych otwiera się przy opóźnieniach powyżej 1 godz. i wtedy:
- mamy prawo żądać zwrotu kosztu całego biletu,
- domagać się bilety na inną, alternatywną trasę lub nowego biletu na podróż powrotną do miejsca początkowego naszej podróży - jeśli kontynuacja podróży nie ma już dla nas sensu.


Przewoźnik musi również zagwarantować pasażerom ciepłe napoje i posiłek - adekwatnie do czasu opóźnienia pociągu, a w niektórych przypadkach także nocleg.
Nawet, gdy zdecydujemy się kontynuować naszą podróż, tym samym opóźnionym pociągiem lub alternatywną trasą, nadal przysługuje nam prawo do odszkodowania. Jest to ¼ ceny biletu przy opóźnieniu od 1 do 2 godz. oraz ½ ceny przy opóźnieniu powyżej 2 h.Musimy jedynie zachować pierwotnie zakupiony bilet, który jest podstawowym dowodem do dochodzenia późniejszych roszczeń.


Jeszcze niedawno przewoźnicy bronili się przed powyższymi przepisami - powołując się na "siłę wyższą" twierdzili, że jeśli nie mają wpływu na zaistniałą sytuację np. pogodową - to nie można na nich nałożyć obowiązku wypłaty odszkodowania. Tę argumentację jednoznacznie obalił Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Od działania siły wyższej przewoźnik powinien się ubezpieczać.

Istnieje jednak jeden poważny mankament powyższych przepisów, dający każdemu państwu członkowskiemu możliwość wyłączenia pewnych kategorii połączeń z obowiązków odszkodowawczych.


Polska skorzystała z tej furtki i “umyła ręce” od stosowania prawa do przejazdów podmiejskich, miejskich i regionalnych. Przepisy dotyczące opóźnień i odwołanych połączeń w naszym kraju stosuje się tylko do połączeń: Intercity, Eurocity i Euronight. Taka sytuacja utrzyma się do końca 2014 roku.

Inną poważną barierą, jest zwykły brak wiedzy pasażerów o swoich podstawowych prawach. W porównaniu z pasażerami z Niemiec, Francji czy Belgii - Polacy składają zażalenia rekordowo rzadko i nie chodzi tu tylko o transport kolejowy, ale również lotniczy, gdzie odszkodowania mogą iść w tysiące euro.

Bezkarność opóźnień w połączeniach regionalnych w Polsce zakończy się jednak wraz z 2014 rokiem i przewoźnicy nie będą mogli już uciec od odpowiedzialności materialnej wobec pasażerów. 

Będzie mniej kabaretowych tematów w mediach...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,
Lidia Geringer de Oedenberg

Regulacje dotyczące pociągów:
http://europa.eu/youreurope/citizens/travel/passenger-rights/rail/index_pl.htm
samolotów:
http://europa.eu/youreurope/citizens/travel/passenger-rights/air/index_pl.htm

2014-01-30 14:27
Z Brukseli unia europejska, odszkodowania, transport Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Historia greckich stosunków z Europą zaczęła się od porwania niewinnej księżniczki przez ich Boga -Zeusa. Przybrawszy postać byka (dziś symbolu giełdy) uwiódł dziewiczą Europę - bezkarnie. Ten numer udało się Grekom powtórzyć także przy wchodzeniu do strefy euro, gdy kreatywnie stworzone analizy wykazywały, iż kraj ten spełnia restrykcyjne warunki z Maastricht (m.in mały dług publiczny, rozsądny deficyt, niska inflacja) i nadaje się do tego eksperymentalnego projektu.

Szydło wyszło z worka dopiero po paru latach, tym niemniej bogowie najwyraźniej dalej czuwający nad tą krainą, nie dali Grecji upaść, co więcej uchronili nawet młodą walutę. Faktem jest, że dzisiejsi "bogowie" już nie siedzą na Olimpie, ale w znienawidzonej przez Greków Trojce (EBC, MFW i KE) i nie są seksowni jak Zeus.

Kraj na zaciśniętym do bólu pasie oszczędnościowym, z trudem dźwigający się po nokaucie kryzysowym - właśnie przejął stery Unii. To już piąta grecka Prezydencja w Radzie UE.

Były europoseł, nasz niegdysiejszy kolega a obecny Premier Grecji - Antonis Samaras przedstawił nam dzisiaj (15.01.14) program ich Prezydencji. Priorytety skupiają się na: zatrudnieniu, polityce spójności społecznej i gospodarczej oraz reformach strukturalnych, dalszej integracji UE, unii bankowej, sprawy zewnętrznych ( łącznie z dalszym rozszerzeniem UE) oraz polityce morskiej.

Nie będzie to łatwa prezydencja także ze względu na wewnętrzną sytuację tego kraju, przeciętny Grek, który utracił 37% swojego uposażenia w porównaniu z 2007 r. za stan ten... wini Unię.

Na razie jednak europlany Grecji wyglądają optymistycznie, a na szepty Kassandry zatykamy uszy.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-01-16 08:13
Z Brukseli unia europejska, grecja Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Europejski Panel Kontroli i Oceny* - nadzorujący przygotowania Rygi na Łotwie i Umeå w Szwecji, jako wyraz uznania dla jakości stworzonych przez nie projektów - rok przed ich inauguracją zaproponował, aby Komisja Europejska przyznała tym miastom nagrodę im. Meliny Mercouri, każdemu po 1,5 mln euro. Miło poczytać. Tenże Panel Wrocławowi jako ESK 2016 na razie tylko pogroził palcem**, poddając w wątpliwość przyznanie wspomnianej nagrody...

Projekt Europejskiej Stolicy Kultury rozwija się od ponad 25 lat, ciesząc się ogromnym zainteresowaniem i przynosząc coraz większe efekty.
Tytuł ESK stał się wyjątkową okazją do wykorzystania zasobów kulturalnych europejskich miast i wsparcia ich długoterminowego rozwoju. Sprzyja turystyce, tworzeniu miejsc pracy i ... rewitalizacji. Na rok 2014 Ryga i Umeå stają się Europejskimi Stolicami Kultury.
17 stycznia br. rusza program w łotewskiej stolicy, 31 stycznia w szwedzkim Umeå.

W promocję w obu miast włączyła się Komisarz ds. edukacji, kultury, wielojęzyczności i młodzieży - Androulla Vassiliou : „Ceremonie otwarcia będą początkiem niesamowitego roku wydarzeń kulturalnych, skierowanych nie tylko do mieszkańców tych miast i otaczających ich regionów, ale przede wszystkim dla tych, którzy przyjadą z daleka".

Ryga na początek szykuje megawystawę o bałtyckim bursztynie i znaczeniu Pierwszej Wojny Światowej ... dla kultury. Imprezy będą odbywały się praktycznie wszędzie, od muzeów po kawiarnie.

Otwarcie w Umeå skupi się wokół rzeki Ume, w której niczym w lustrze będzie przeglądał się festiwal świateł, dźwięków i ruchu, zaś centrum zamieni się w wioskę pradawnego skandynawskiego ludu Sami.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*Europejski Panel Kontroli i Oceny:

W jego skład wchodzi siedmioro członków nominowanych przez instytucje europejskie. Są to:
- mianowani przez Komisję Europejską: Manfred Gaulhofer (Austria), dyrektor generalny Graz 2003, który zrealizował liczne projekty europejskie; Sir Jeremy Isaacs (Wielka Brytania), producent telewizyjny i były dyrektor Royal Opera House, Covent Garden;
- mianowani przez Radę: Anu Kivilo (Estonia), dyrektor zarządzający międzynarodowego centrum Arvo Pärt; Norbert Riedl (Austria), dyrektor Departamentu ds. Kultury w austriackim Federalnym Ministerstwie Edukacji, Sztuki i Kultury;
- mianowani przez Parlament Europejski: Steve Green (UK), badacz w zakresie polityki kulturalnej; Jordi Pardo (Hiszpania), odpowiedzialny za realizację projektów w dziedzinie kultury międzynarodowej;
- mianowana przez Komitet Regionów: Elisabeth Vitouch (Austria), członkini Komisji Kultury Komitetu Regionów oraz rady miejskiej w Austrii.

** O sprawie pisałam: http://lidiageringer.bblog.pl/wpis,europejska;stolica;kultury;2016;-;widmo;kleski,145561.html

2014-01-14 15:08
Z Brukseli Europejska Stolica Kultury 2016, Ryga, Umea Komentarze (1)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |