Najnowsze komentarze
 
2015-02-28 13:03
hjdud do wpisu:
Śródziemnomorska droga śmierci
Dlaczego UE nie podniesie po prostu budżetu Tryton zdecydowanie? Program w zeszłym roku[...]
 
2015-02-26 21:48
Mistrz Polikarp do wpisu:
Polacy na podium … najgorszych kierowców w Europie
Pasy powinny być indywidualnym wyborem kierowcy. Co do alkoholu, to a Anglii np jest limit 0,8[...]
 
2015-02-15 18:17
wispawel12 do wpisu:
41 milionów testamentów online
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

8 000 458 Belgów zostało listownie wezwanych do głosowania 25 maja br. w wyborach europejskich, federalnych i regionalnych. Wybory w Belgii są obowiązkowe, za ich zlekceważenie płaci się kary od 25 do 125 euro (gdy delikwent konsekwentnie odpuszcza sobie obowiązek wyborczy). Jeżeli wyborca nie pojawi się 4 razy w ciągu 15 lat - zostaje usunięty z listy uprawnionych do głosowania na dekadę. Ponadto, w tym czasie nie będzie miał prawa do awansu, jeśli jest pracownikiem instytucji publicznej. Ponad 90% Belgów chodzi na wybory.

 

Prowadzić kampanię w Belgii nie jest łatwo. Tamtejsze prawo zabrania płatnych reklam wyborczych w radiu, telewizji i na billboardach. Materiały wyborcze nie mogą znajdować się też na żadnych komercyjnych miejscach reklamowych. Plakaty można wywieszać jedynie na specjalnie instalowanych w czasie kampanii tablicach, o ile zgodzą się na to radni...

 

By uniknąć nielegalnego plakatowania np. nocą, afisze można wywieszać tylko w ściśle określonych godzinach. Na prowizorycznych tablicach plakaty są chronione siatkami, co zabezpiecza je przed zdzieraniem przez konkurentów (ale już nie przed pryskaniem sprayem).

Kampania wyborcza w Belgii

 

Prawdziwa kampania odbywa się na cyklicznych spotkaniach wyborczych, podczas debat telewizyjnych i w Internecie, w szczególności na stronach internetowych partii politycznych czy blogach.

 

Partie polityczne oraz kandydaci nie mogą przekazywać żadnych dotacji pieniężnych podczas oficjalnego 3 miesięcznego okresu kampanii.

 

Partie finansowane są głównie z budżetu państwa, w oparciu o wyniki uzyskane w poprzednich wyborach. Dodatkowe finansowanie partii politycznych jest możliwe na poziomie regionów, o ile parlamenty regionalne tak zadecydują, zabrania się jednak korporacyjnych darowizn i ściśle ogranicza darowizny od osób fizycznych. Budżety partii zasilają, poza dotacją, tylko składki członkowskie. Istnieją również limity wydatków na kampanie wyborcze, zarówno partii politycznych jak i kandydatów indywidualnych: 1mln euro dla każdej partii, zaś pułapy dla kandydatów indywidualnych związane są z ich pozycją na liście, lub populacją okręgu wyborczego (w zależności od rodzaju wyborów). Darowizny od osób fizycznych mogą wynosić max. 500 euro rocznie na rzecz jednej określonej partii i ogółem 2.000 euro - na rzecz różnych partii politycznych w skali roku. Partie polityczne i kandydaci muszą składać oświadczenia o wszystkich wydatkach poniesionych na cele kampanii wyborczej w trakcie oficjalnego okresu trwania kampanii, który rozpoczyna się na trzy miesiące przed dniem wyborów.

 

Belgia jest trochę jak Europa w miniaturze, z majętną północą - Flandrią i biedniejszym, zadłużonym południem – Walonią. Niezły orzech będzie miał do zgryzienia po wyborach nowy, niedoświadczony w negocjacjach flamandzko-walońskich Król Belgów - Filip, który objął tron w zeszłym roku i nigdy jeszcze nie „mediował” rządu.

 

A nie jest to łatwe. Po wyborach federalnych w 2007 r. tworzenie gabinetu trwało 194 dni, ale rekord świata pobito w 2010 r., gdy rząd sześciu koalicjantów formował się 541 dni!

 

25 maja br. Belgowie będą głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego, do sześciu parlamentów krajowych i regionalnych oraz w wyborach pośrednich do federalnego senatu.

 

Kumulowane wybory to nowy dla nich pomysł, ale począwszy od tego roku wielopoziomowe wybory będą w tym kraju już regularnie organizowane co pięć lat (z wyjątkiem tych na szczeblu lokalnym). To celowa próba zapobieżenia polityce krótkoterminowej i niestabilności politycznej, które regularnie towarzyszą elekcjom w tym kraju.

 

A stawka wyborów jest wysoka. Zwycięzca bierze wszystko, a partie, które nie odniosą sukcesu, będą musiały czekać na kolejną szansę aż pięć lat, czyli do 2019 r.

 

Co ciekawe, w Belgii nie ma głosowania na szczeblu ogólnokrajowym. Flamandowie mogą głosować tylko na flamandzkich polityków, a Waloni na swoich francuskojęzycznych.

 

W dniu 25 maja, Belgowie wybiorą 21 posłów do PE. 12 z części flamandzkiej, 8 z francuskiej i 1 z niemieckiej.

 

Z pozdrowieniami

 

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-05-12 19:48
Z Brukseli wybory, belgia Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Zaplanowany pod koniec listopada 2013 r. w Wilnie - trzeci szczyt Partnerstwa Wschodniego miał być okazałym finałem pierwszej litewskiej prezydencji w Radzie UE. Sukcesu jednak nie było. Ukraina i Armenia w ostatniej chwili zdecydowały o niepodpisywaniu umów stowarzyszeniowych.

Oficjalnym powodem miała być zbyt „słaba” dla Ukrainy oferta finansowa UE – szacowaną na 13 mld euro. Jak porównuję tę propozycję dla kandydata na kandydata z tym, co otrzymała Polska jako kraj członkowski w latach 2004-2006 – niecałe 12 mld, to mam wrażenie, że nie bardzo zrozumiano co naprawdę może w praktyce zaoferować Unia. Wspólnotowy budżet nie jest z gumy i bez konkretnej decyzji o zwiększeniu składki członkowskiej - nie ma co wyobrażać sobie, że pojawi się w nim nagle więcej środków. Co więcej, budżet na 2014-2020 został już podzielony, a o jakichkolwiek w nim - "luzach" finansowych nikt nie słyszał.

Konsekwencje "zawieszenia" euro-ukraińskich rozmów obserwowaliśmy najpierw na Majdanie, potem na Krymie, w Odessie i innych miastach naszego wschodniego sąsiada.

Unia Europejska oskarżana - co zabawne przez eurosceptyków - o opieszałość, z racji ograniczeń traktatowych po prostu nie może szybko reagować, gdyż nie jest państwem, a tylko zrzeszeniem 28 suwerennych podmiotów, które wspólnie decydują o każdym ruchu Wspólnoty. A to wymaga czasu, bowiem 28 ministrów odpowiedzialnych za konkretną dziedzinę musi uzgodnić swoje stanowisko zanim Unia podejmie jakąkolwiek decyzję. Nawet w tak trudnych "instytucjonalnie" warunkach udało się wiele osiągnąć.

- 21. marca 2014 r. podpisano z Ukrainą dokument "przedstowarzyszeniowy", wyrażający polityczną wolę przyszłego zbliżenia Kijowa z Unią, który stał się podstawą do konkretnej pomocy finansowej ze strony Wspólnoty.
- W geście solidarności UE postanowiła udzielić Ukrainie bezzwrotnej pomocy w wys. 1 610 mln EUR, a także jednostronnie otworzyć swój rynek dla ich towarów, co daje Ukrainie ok. 500 mln euro oszczędności na cłach (Autonomiczne Preferencje Handlowe otrzymało 95% produktów przemysłowych i 83% produktów rolnych i żywnościowych).
- Część gospodarczą umowy, w tym o pogłębionej strefie wolnego handlu (DCFTA) planuje się podpisać do 1 listopada 2014 r.
- Zaproponowano Ukrainie także 8 mld EUR w pakiecie pomocowym, jako wsparcie EBI i EBOR. - Wspólnie z MFW - Unia planuje uruchomienie kredytów w wysokości 17 mld dolarów.

W odpowiedzi na ostatnie rosyjskie "działania" Unia ponadto postanowiła:
- rozszerzyć listę Rosjan objętych zakazem wjazdu na jej terytorium, dodając 12 kolejnych nazwisk odpowiedzialnych za naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy,
- odwołać zaplanowany na czerwiec 2014 r. szczyt UE-Rosja
- poprzeć zawieszenie negocjacji z Rosją w sprawie przystąpienia do OECD i Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Zaktywizowano także działania wobec Mołdawii i Gruzji przyspieszając podpisanie z nimi umów stowarzyszeniowych z planowanego sierpnia najpóźniej do końca czerwca br. Podjęto także (7 marca br.) decyzję o zniesieniu wiz dla Mołdawian.

Mimo już podjętych działań obserwujemy jednak widoczną niechęć niektórych państw członkowskich wobec zacieśniania integracji z ogarniętą kryzysem politycznym Ukrainą oraz obaw o reakcje Rosji. Zdaniem wielu najpierw konieczne jest porozumienie z Rosją, która akceptując ukraińską drogę do Unii, nie utrudni własnej wymiany handlowej z tym krajem.

Unia porównywana stale z USA działałaby na pewno szybciej i sprawniej gdyby była Stanami Zjednoczonymi Europy. Jeden prezydent podejmowałby decyzje szybko, teraz mamy 28 szefów o bardzo różnych poglądach na konkretny temat, w tym przypadku Ukrainę. W tych warunkach osiągnięto już naprawdę wiele.

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-05-09 08:52
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, rosja, ukraina Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wyobraźmy sobie, że 1 maja przestaje być dniem wolnym od pracy. Ziszcza się marzenie jego oponentów i... Święto Pracy świętujemy pracując. Nici z długiego weekendu. Odwołujemy majówki, spotkania, wyjazdy rodzinne.

 

Właściciele pensjonatów, hoteli restauracji i inni świąteczni usługodawcy – powinni protestować, może nawet wyjść na ulice w pochodzie...

 

To tylko żart. 1 maja od 10 lat ma dodatkowe umocowanie do świętowania. A doprawdy mamy co świętować. Po latach starań i przygotowań zostaliśmy członkiem Unii Europejskiej. Dołączyliśmy na równych prawach do świata wzbudzającego wcześniej tylko naszą zazdrość...

 

Członkostwo Polski w UE – jak widzimy po dziesięciu latach - przyniosło wiele korzyści nam wszystkim. Samorządy, przedsiębiorcy i rolnicy korzystają z funduszy unijnych, polskie firmy z powodzeniem radzą sobie na wspólnym europejskim rynku, swobodnie podróżujemy po całym terytorium Unii, możemy za granicą studiować i mieszkać gdzie chcemy, legalnie podejmować pracę.

 

1 maja to też dobry moment by skorzystać z możliwości odwiedzenia przyjaciół w Pradze, Londynie czy Paryżu - za kilkadziesiąt złotych, tanią linią. 10 lat temu nie byłoby to takie proste.

 

Wróćmy jednak na moment do pierwszomajowych źródeł.

Od kiedy nikt nam nie każe chodzić w udających radość pochodach, możemy spojrzeć na tę datę z dystansem. Święto 1 maja upamiętnia krawawo stłumiony protest robotników z Chicago z 1886 r. , którzy walczyli o 8-godzinny dzień pracy. Dla nas to dziś to standard. Uważam, że warto oddać hołd tym, którzy zapłacili życiem za TEN standard.

 

Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy będę świętować w Nowej Rudzie. Na pochodzie.

 

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2014-04-30 21:55
Z Brukseli święto pracy, 1maja Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Będąc często „finansowo” prześwietlaną przez media dowiaduję się z różnych rankingów także co zgromadzili inni europosłowie. Sądziłam, że po 5 latach od wejścia nowego systemu płac w Europarlamencie, przynajmniej w teorii majątki deputowanych powinny przyrosnąć przez ten czas mniej więcej podobnie, tymczasem wcale tak nie jest. 

 

Europosłowie od 2009 r. - poza nielicznymi wyjątkami (nacjami, które nie zgodziły się na ... redukcję pensji) zarabiają tyle samo. Wcześniej regułą były wypłaty z rodzimych Parlamentów na poziomie pensji posłów krajowych. Po rozszerzeniu z 2004 r. okazało się jednak, że jedni europosłowie zarabiają kilkaset euro miesięcznie, a inni 13 tys., wszyscy za to pracują w tych samych „warunkach kosztowych” w Belgii czy Francji. Stworzono zatem nowy system wynagrodzeń wypłacanych tym razem przez Parlament Europejski, z pensją na poziomie 6200 euro netto. Ci, którzy najwięcej „tracili” na tym wyrównaniu mogli przez okres przejściowy pozostać przy starym wynagrodzeniu, które dalej wypłaca im ich Parlament narodowy. 

 

Wysokość nowej pensji wyliczono jako proporcjonalną do kosztów utrzymania w Belgii czy Francji, ilości pracy i odpowiedzialności, jaka spoczywa na europosłach. Na polskie warunki to bardzo wysoka pensja, na belgijskie zaledwie średnia. Większość eurourzędników zarabia znacznie więcej.

Majątki europosłów robią największe wrażenie tam, gdzie wcześniej pensje z krajowych Parlamentów były najniższe. W starych krajach członkowskich nikogo to nie obchodzi.

Media omawiające nasze zarobki i dobytek korzystają z jak najbardziej wiarygodnych danych, z jawnych, dostępnych dla obywateli złożonych przez nas oświadczeń majątkowych.

Wśród analizowanych poza ciągle tą samą „czołówką” są także i "skromni" - bez wyróżniających się majątków, okupujący miejsca na końcu listy prześwietlanych europosłów. Znając dość dobrze sprawę od środka - zastanawiam się co robią ze swymi zarobkami, skoro nie inwestują i nie oszczędzają...

Po opłaceniu kosztów utrzymania, bez zakupów o wartości powyżej 10 tys. zł (bo te należy wykazać) - co robią ze swoimi przychodami? Kasyno? Darowizny? Amnezja?

Do polityki przyszłam po latach pracy na różnych menadżerskich i dyrektorskich stanowiskach, mam swój wcześniejszy dorobek zawodowy i materialny.


Traktuję moją pracę poważnie. W Parlamencie – mam 100% frekwencję, pracuję w trzech komisjach, przygotowuję sprawozdania legislacyjne i opinie, w weekendy w Polsce regularnie spotykam się z mieszkańcami z regionu Dolnego Śląska i Opolszczyzny, biorę udział w debatach i konferencjach.

Zwykle pracuję do północy, rozpoczynając dzień o 6.00 rano. To ekwiwalent dwóch pełnych etatów, po 16 godzin na dobę, także w weekendy.

 

O mojej pracy, funkcjonowaniu PE i jego kulisach - piszę regularnie na blogu. Teraz postanowiłam zebrać najciekawsze felietony i wydać je w formie e-booka, który na dniach nieodpłatnie będzie można pobrać z mojej strony www.lgeringer.pl

 

Zapraszam do lektury mojej publikacji „Kulisy Europerlamentu”, w której będzie znacznie więcej o pieniądzach....

 


Lidia Geringer de Oedenberg 

2014-04-24 14:18
Z Brukseli Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Krezus i Kryzys. Różnią się tylko dwiema literkami, które temu pierwszemu „połamały się” przy spektakularnym upadku…

Zapraszam na „Euronockę dla dorosłych”, w której wyjaśniam jak do tego doszło.

http://youtu.be/uuv3DE0U1vE

Bajka o „Krezusie i pękniętym balonie” z mojego wyborczego spotu w 2009 r. dzisiaj jest tak samo aktualna jak przed pięciu laty, z tą różnicą jednak, że kryzys w 2014 r. wybudził jeszcze „brunatne demony” mogące przesądzić o przetrwaniu Unii. Nadchodzące wybory to nie tylko wskazanie naszych reprezentantów w Europarlamencie, to wybór przyszłości dla Europy.

Dobrze byłoby, aby o tym zdecydowała większość obywateli, a nie jak to miało miejsce w 2009 r. – tylko 23 % zmotywowanych Polaków.Dorośli, poczujcie się naprawdę dorośli do tej decyzji, by potem nie żałować, że inni zdecydowali za Was.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-17 19:43
Z Brukseli unia europejska, wybory, kryzys Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Cofnijmy się do maja 2011 r., kiedy to dwa ostatnie kraje "starej piętnastki" - Austria i Niemcy - mocno przestraszone, otwierały swoje rynki pracy dla długo wstrzymywanych pracowników z "nowych" państw członkowskich. Nasi sąsiedzi wykorzystali maksymalny 7-letni okres “ochronny” broniąc się przed spodziewanym zalewem taniej siły roboczej znad Wisły i ... do teraz tego żałują.

 

Jak podaje brytyjski National Institute of Economic and Social Research, dzięki natychmiastowemu otwarciu rynku pracy dla "nowych" - PKB Wielkiej Brytanii zyskał w latach 2004-09 ok. 5 mld funtów. PKB Niemiec w tym samym okresie mógłby być wyższy od 0,1% do 0,5%, gdyby Berlin poszedł śladem Londynu.

 

W zgodnej opinii ekspertów, wzrosłaby efektywność np. w sektorze rolnym, gdzie niemieccy pracownicy niechętnie podejmują pracę lub są mniej wydajni od ... Polaków. Rynek niemiecki w tym czasie “stracił” również naszych informatyków oraz inżynierów, którzy wcześniej na dobre zakotwiczyli się w np. Wielkiej Brytanii, czy Irlandii lub zostali w kraju, w firmach z przyzwoitym wynagrodzeniem, zniechęcającym do wyjazdu na zachód.

 

"Wątpliwości, ufundowane na strachu przed negatywnymi konsekwencjami dla niemieckiego rynku pracy, okazały się ogromnym błędem" - zdaniem Klausa Zimmermanna, kierownika Institute for the Study of Labor. No, cóż Niemiec także może być mądry po szkodzie...

 

Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja otworzyły się dla pracowników z nowej części Unii już w 2004 r., po nich - w następnych latach kolejne państwa sukcesywnie znosiły blokady swoich rynków pracy. Jaki to dało rezultat?

 

Po siedmiu latach od największego rozszerzenia w 2004 r. - miejsce zamieszkania w UE zmieniło w sumie ok. 2,3 mln obywateli z nowych państw członkowskich. Dużo? Nie specjalnie w porównaniu z 19 mln mieszkańców spoza Wspólnoty, przybyłych do UE w tym samym czasie.

 

Najwięcej wyjazdów zarobkowych odnotowano z Polski i Litwy, najmniej z Węgier i Czech.

 

Na otwarciu rynków zyskali na pewno "nowi", mając dzięki temu większy wybór miejsc pracy, mniej formalności do jej załatwienia, perspektywę wyższych płac, lepszych warunków życia i zamieszkania niż w rodzimym kraju, co więcej - wchodząc na rynek pracy w innym kraju UE - z prawem do korzystania z mieszkań komunalnych, do korzyści podatkowych, świadczeń socjalnych, opieki zdrowotnej i emerytur, bez względu na to, z którego państwa członkowskiego pochodzą.

Szacuje się, że po włączeniu Polski do UE z tej szansy skorzystało ok. 2 mln Polaków. Migracja pracowników była spowodowana nie tylko otwarciem Polski na Europę, ale również ciągle pogarszającymi się warunkami płacowymi w Polsce w porównaniu z krajami Europy Zachodniej.

Na stałe poza Polską przebywa obecnie ok. 726 tys. Polaków między 25. a 34. rokiem życia. Czy grozi nam kolejna fala emigracji w związku z otwarciem rynku pracy w Szwajcarii oraz podniesieniem płacy minimalnej w Niemczech?

 

W 2013 r. stopa bezrobocia wśród młodych w naszym kraju wyniosła 27%. Wegetowanie na garnuszku rodziców to realia dla wielu młodych Polaków, a "umowa śmieciowa" to często jedyna forma ich zatrudnienia. Nic dziwnego, że brak perspektyw powoduje, że młodzi decydują się na opuszczenie Polski.

 

Skoro nie ma pracy w kraju, dobrze, że przynajmniej jest we Wspólnocie. Mobilność jest jednym ze sposobów na walkę z bezrobociem wśród młodzieży w UE. Europejski Portal Mobilności Zawodowej EURES, w dobie szalejącego bezrobocia - oferuje ponad 1,4 miliona wolnych miejsc pracy u prawie 31 000 pracodawców! Ale praca ta czeka w miejscach, gdzie nie ma osób nią zainteresowanych. Wyjściem zatem jest “mobilność”, ale aby ją usprawnić potrzebne są odpowiednie szkolenia oraz powszechna nauka języków obcych.

 

Unia Europejska ma plany, w jaki sposób radzić sobie w skali wspólnotowego rynku z bezrobociem. Nie dostrzegam jednak projektów naszego rządu, jak zatrzymać wykształconą kadrę w kraju i zachęcić europracowników bardziej do imigrowania niż do emigrowania z Polski.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2014-04-10 19:10
Z Brukseli unia europejska, praca, emigracja, młodzi Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Ponieważ nie ma wspólnej polityki antynarkotykowej w UE, legalna używka kupiona w jednym kraju, przewieziona do innego - robi z nabywcy kryminalistę. Czas to zmienić. Pilnie potrzebna jest harmonizacja prawa w tym względzie, zapewniająca europejskim obywatelom równe traktowanie bez względu na to, dokąd we Wspólnocie zawędrują.

Jak wygląda podejście do miękkich narkotyków w krajach UE?

Przykładowo w Portugalii, Holandii i Czechach - okazjonalnych jak i uzależnionych użytkowników nie traktuje się jak przestępców. Walkę z nałogiem prowadzi się poprzez edukację społeczną począwszy od najmłodszych lat. Narkomanów się leczy a nie wsadza do więzienia. Dozwolona jest określona ilość marihuany na własny użytek.

W Polsce, Słowacji oraz na Węgrzech obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w całej Europie. Młodzi ludzie przyłapani na posiadaniu nawet niewielkiej ilości marihuany trafiają do więzienia, gdzie „resocjalizacja” odbiera im możliwość jakiegokolwiek normalnego życia po wyroku. (O sprawie pisałam wielokrotnie np. http://lgeringer.natemat.pl/76191,kto-zarabia-na-marihuanie).

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (ECMNN) od 2006 r. prowadzi badania w całej UE. Ich rezultaty ewidentnie pokazują, że bardziej liberalne prawo nie powoduje nasilenia narkomanii, wręcz przeciwnie - umożliwia kontrolę rynku, jakości produktów, ograniczając dostęp do dozwolonych używek tylko do osób pełnoletnich (http://europa.eu/legislation_summaries/justice_freedom_security/combating_drugs/c11518_pl.htm).

Jak pokazuje historia i praktyka – jakakolwiek prohibicja nie rozwiązuje problemu, pogłębia jedynie czarny rynek i wzmacnia organizacje przestępcze.

Dane ECMNN mówią o 78 milionach użytkowników „trawki” na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz - czemu nie - akcyzą, mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom. W erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę. Podobnie jak zrobili już to Amerykanie, gdzie w stanach Waszyngton i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna, a w wielu innych posiadanie małych jej ilości nie jest karane. 

Marihuanę w kilkunastu stanach w USA i tyluż krajach europejskich wykorzystuje się także do celów terapeutycznych. Jej dobroczynne działanie w przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera - potwierdzają lekarze na całym świecie. 

Lek Sativex (produkowany przez brytyjski koncern farmaceutyczny) zawierający marihuanę - łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni - jest szczególnie przez lekarzy zalecany dla osób z SM. Lek ten jest w Polsce także dopuszczony do użytku (na podstawie recepty RPW), ale nie jest refundowany jak np. w Niemczech - co powoduje, że dawka miesięczna dla pacjenta w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

W moim przekonaniu - równe traktowanie wszystkich europacjentów i zapewnienie im jednakowego dostępu do substancji mogących przynosić pozytywne rezultaty w ich leczeniu - jest koniecznością.

Mam wrażenie, że spory o miękkie narkotyki mają odwracać uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Według danych udostępnionych na portalu TOK FM - w Polsce 10 tys. zgonów rocznie powoduje przedawkowanie alkoholu, a nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe.

W tabeli średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych na pierwszym miejscu jest heroina, na drugim kokaina, na trzecim nikotyna, konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. 

Problemu narkomanii nie rozwiąże się zakazami. Potrzeba mądrych działań, szczególnie, że otwartość unijnych granic pokazuje, iż nasza przestrzeń życia już nie może być regulowana tylko prawem krajowym. Ujednolicanie lub przynajmniej znaczące zbliżanie polityki narkotykowej krajów Unii jest dziś po prostu niezbędne. 

Gdy rządy jeszcze "śpią" w tym temacie, obywatele UE sami postanowili wziąć legislację w swoje ręce, wykorzystując Europejską Inicjatywę Obywatelską - nowe narzędzie tworzenia prawa ustanowione przez Traktat Lizboński (o sprawie pisałam szerzej http://lgeringer.natemat.pl/93299,najpierw-woda-potem-marihuana). 

Chcesz zmienić prawo wspólnotowe? Weź się za zbieranie podpisów. 

https://ec.europa.eu/citizens-initiative/REQ-ECI-2013-000023/public/index.do?lang=pl

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego, 

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-02 14:35
Z Brukseli parlament europejski, marihuana, prawo Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Co łączy prezydenta Francji, Węgier, Estonii i Słowenii? Premiera Belgii, Łotwy, Grecji i premier Danii? Wszyscy byli europosłami, co obala mit o Parlamencie Europejskim - jako miejscu politycznych emerytów. Wbrew temu, co się często słyszy - dla wielu eurodeputowanych nasza Izba jest poczekalnią do krajowej władzy, a nie domem spokojnej starości.

Ponad połowę składu Parlamentu Europejskiego stanowią posłowie wybrani po raz kolejny. Niektórzy nawet po raz 5 czy 6! Rekordziści zasiadają w Parlamencie od 30 lat! Przykładem może być choćby Hans-Gert Poettering, były przewodniczący PE (2009-2012), który został wybrany w pierwszych bezpośrednich wyborach do PE w 1979 r. 

Jaki był wtedy Parlament Europejski?
Jak wspominają najstarsi stażem – Parlamentowi, jako ciału doradczemu brakowało w tych czasach nie tylko władzy, ale i np. biur dla posłów. Z czasem udostępniono namiastkę miejsc pracy - wspólny pokój dla sześciu posłów, potem w jednym biurze pracowało trzech deputowanych i dopiero, gdy zbudowano budynki w Strasburgu - każdy poseł otrzymał osobną przestrzeń do własnej dyspozycji. 

Głosowania imienne niegdyś zabierały mnóstwo czasu. Nie było elektronicznych maszynek, więc oddanie i policzenie głosów “na piechotę” mogło trwać nawet do półtorej godziny. Gdy trzeba było przeprowadzić np. 5 głosowań - zajmowało to prawie cały dzień. 

W czasach, gdy Parlament mógł tylko wyrażać swoje opinie, które niekoniecznie musiały być brane przez Radę (szefów państw członkowskich) pod uwagę, ale które wg procedury musiały powstać – Parlament stosował względem Rady specjalne instrumenty nacisku - posłowie zwlekali z opracowywaniem wymaganych opinii - przez co Rada nie mogła przyjąć dokumentu legislacyjnego i była zmuszona zacząć z Parlamentem negocjować, a przy okazji gdzieś ustąpić. 

Metoda działała i z czasem zaczęto także uwzględniać zdanie Parlamentu, a w Traktacie z Maastricht zaproponowano nawet zapis o możliwości "w niektórych kwestiach" współdecydowania Rady wraz z Parlamentem. 

Dzisiaj PE ma realny wpływ na wszystkie wspólnotowe akty legislacyjne, co zapewnił mu Traktat Lizboński, zrównując PE w swych kompetencjach legislacyjnych z Radą. 

Europosłowie, by być efektywnymi - obecnie muszą być ekspertami w konkretnych dziedzinach, np. członkowie Komisji Rynku Wewnętrznego zatwierdzają techniczne normy dla rożnych produktów, Komisja Ochrony Środowiska zajmuje się normami emisji spalin czy standardami chemicznymi dla produktów dozwolonych w UE, Komisja Budżetowa bardzo skomplikowanymi procedurami balansującymi wspólnotowe zobowiązania i wydatki itp. 

Kiedyś traktowano pracę w Europarlamencie, jako wygodną “emeryturę” dla zasłużonych polityków-weteranów. Dzisiaj bardzo często o miejsca w PE walczą najbardziej popularni i aktywni krajowi politycy. 

Parlament znacznie się odmłodził. W ostatnich latach ogromna rzesza doskonale wykształconych młodych ludzi, z międzynarodowym doświadczeniem zasiliła ławy PE. Dla nich to nie jest spokojny koniec politycznej kariery, ale przedsionek czy wręcz trampolina do nowych europejskich stanowisk. Wiele naszych koleżanek czy kolegów zostało w ostatniej dekadzie ministrami praktycznie we wszystkich krajach (w polskim rządzie – Rafał Trzaskowski, Lena Kolarska-Bobińska), premierami (w Belgii, Danii, Słowenii, czy Łotwie) czy prezydentami (we Francji, na Węgrzech, w Estonii i Słowenii). 

Zobaczymy, kto z nowego składu PE awansuje na polityczne szczyty.... 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego 
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-01 20:05
Z Brukseli polityka, parlament europejski, kariera Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Przywykła do korków Bruksela - za sprawą przybycia Prezydenta Baracka Obamy - naprawdę stanęła. 25-26 marca 2014 r. choćby dlatego przejdą do historii. Okolice siedziby Rady tzw. budynek "Justus Lipsius" zawsze jest specjalnie chroniony przy regularnych europejskich szczytach, teraz jednak zamknięto cały "obwód" wokół miejsca superspotkania - Rondo Schumana i znaczną część ulic doń prowadzących. I to nie tylko dla zmotoryzowanych, ale i dla pieszych. Usunięto także wszystkie zaparkowane samochody. Obwód będzie "odcięty" aż do końca szczytu, a nikt nie wie, kiedy to dokładnie nastąpi... Władze Brukseli stanowczo odradzały przyjazd w tych dniach do miasta.

 

Szczyt poświęcony jest ślimaczącej się umowie o wolnym handlu UE-USA oraz polityce wobec Rosji. Obie sprawy mogą znacząco wpłynąć na przyszłość Europy.
Negocjowane obecnie przez Komisję Europejską Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne (TTIP) wydaje się mieć ogromny potencjał, zdolny podnieść unijny PKB o 0,27% - 0,48%, zwiększając łączne PKB UE o 86 mld. euro.


Dla konsumentów negocjowana umowa oznaczałaby np. tańsze produkty zza oceanu, w tym samochody, sprzęt elektroniczny, ubrania i żywność. Dla europejskich przedsiębiorców ogromny amerykański rynek zbytu stałby otworem.


Aby jednak doszło do całkowitego zniesienia ceł w stosunku do proponowanych 96 % towarów sprowadzanych z USA oraz zniesienia barier, które obecnie komplikują relacje handlowe (certyfikatów, standardów produktów) należy zharmonizować dziesiątki istniejących regulacji np. w zakresie praw własności intelektualnej, ochrony środowiska, polityki konkurencji czy polityk rynku pracy.


Łączne obroty UE i USA stanowią razem niemal połowę światowego PKB. Obaj giganci mogliby jeszcze pomnożyć swoje zyski, gdyby doszli do porozumienia. A z tym nie jest różowo...


Na przeszkodzie stanęła amerykańska omni-inwigilacja europejskich rządów i instytucji.

12.03.2014 r. przegłosowaliśmy rezolucję podsumowującą kilkumiesięczne śledztwo w sprawie amerykańskich programów szpiegowskich prowadzonych przez NSA, uznając, że walka z terroryzmem nie może być usprawiedliwieniem dla inwigilacji prowadzonej na masową skalę przez USA. Ofiarami podsłuchów poza europejskimi rządami padły też placówki dyplomatyczne, a nawet sam Parlament Europejski.


W dokumencie wezwaliśmy również do zawieszenia istniejących już umów dotyczących wymiany danych bankowych SWIFT oraz bezpiecznego transferu danych osobowych poza granice UE. Umowy te naszym zdaniem już nie zapewniają należytej ochrony obywatelom UE. Stany Zjednoczone muszą zaproponować nowe zasady, które będą zgodne z wymaganiami europejskimi. Śledztwo prowadziła parlamentarna Komisja Swobód Obywatelskich, co ciekawe, było to jedyne jak dotąd międzynarodowe śledztwo, dotyczące amerykańskiej masowej inwigilacji…


Wracając jednak do samej umowy TTIP - najwięcej naszych wątpliwości budzi mechanizm znany jako „investor-state dispute settlement“ (ISDS), czyli przepis zawarty w międzynarodowych umowach handlowych, dający inwestorowi prawo do wszczęcia postępowania przeciwko państwu, na terenie którego prowadzi interesy.

TTIP umożliwiłaby amerykańskim korporacjom skarżenie europejskich państw np. starających się... chronić swoich obywateli. O sprawie pisałam szczegółowo http://lidiageringer.blog.onet.pl/2013/12/19/ukryta-bomba-w-umowie-o-wolnym-handlu-ue-usa/

Przykłady?


Argentyna przymuszona protestami obywateli zdecydowała się na zamrożenie opłat za energię i wodę. Międzynarodowe korporacje, które straciły w ten sposób przyszłe zyski pozwały rząd argentyński, “przestępstwo” kosztowało kraj ponad miliard dolarów odszkodowania.


Kanadyjskie sądy unieważniły dwa patenty należące do amerykańskiej firmy farmaceutycznej Eli Lilly uznając, że nie przedstawiła ona wystarczającej dokumentacji. Obecnie Eli Lilly pozywa rząd kanadyjski, żądając zmiany prawa patentowego w tym kraju i 500 mln dolarów grzywny.


Australijski parlament przyjął regulację, iż papierosy w ich kraju będą sprzedawane w zestandaryzowanych jednakowych opakowaniach, opatrzonych jedynie szokującymi ostrzeżeniami zdrowotnymi. Mimo, że ustawę zatwierdził tamtejszy Sąd Najwyższy, niezadowolona z obrotu spraw firma tytoniowa Philip Morris zaskarżyła wyrok, w oparciu o umowę handlową zawartą przez Australię z Hongkongiem z powodu złamania prawa … własności intelektualnej na pudełkach papierosów w kwestii ich design’u i znaku towarowego. Kary pójdą w setki milionów dolarów.


Mechanizm ISDS jest stosowany w przypadku, gdy druga (państwowa) strona naruszyła zasady określone w umowie międzynarodowej np. przejmując inwestycję, czy ustalając nowe przepisy, które sprawiają, że towar wyprodukowany w fabryce należącej do inwestora – staje się mniej wartościowy czy wręcz nielegalny, wtedy strona pokrzywdzona może skorzystać z ochrony ISDS przed trybunałem arbitrażowym.


Sęk w tym, że istnieje wiele wątpliwości związanych z powyższym międzynarodowym arbitrażem. Przesłuchania są objęte tajemnicą, sędziami są prawnicy, z których wielu pracuje w zainteresowanych sprawą korporacjach. Obywatele, których w efekcie dotyczą konsekwencje konfliktów, nie mogą się bronić i nie mają prawa do odwołania.

Dlaczego suwerenne państwa godzą się na arbitraż inwestycyjny? Kilku osobom prywatnym powierzają niezwykle szerokie uprawnienia do prowadzenia dochodzenia, bez żadnych ograniczeń czy procedury apelacyjnej? Czy mamy do czynienia ze sprywatyzowanym systemem sprawiedliwości dla globalnych korporacji?


Negocjująca umowę Komisja Europejska naszym zdaniem nie widzi zagrożeń, jakie niesie reguła ISDS i zamierza ją uwzględnić w dokumencie, podkreślając, iż jest to również ważne narzędzie do ochrony inwestorów z UE za granicą.


Pewne zapisy w umowie TTIP porównywane są z zapisami w niesławnej umowie ACTA i mogą naszym zdaniem nadszarpnąć wolność słowa i prawo do ochrony danych osobowych.

Według niektórych analiz umowa przyniesie korzyści tylko dobrze rozwiniętym gospodarkom takim jak Francja, Niemcy, Holandia, czy Wielka Brytania, nie generując na krótką metę większych zysków dla Polski. Wiele jednak zależy od tego, w jaki sposób przygotujemy się do ewentualnego wejścia w życie umowy TTIP oraz jak potoczą się dalsze negocjacje Komisji, toczone dotąd w zaciszu gabinetów.


Dzisiaj TTIP w dziwny sposób powiązano ze wspólną unijno-amerykańską polityką wobec Rosji. Czekam niecierpliwie na wyniki tego politycznego handlu.


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg 

2014-03-26 15:38
Z Brukseli parlament europejski, ue, usa, ACTA Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Już blisko dekadę jestem posłem w Parlamencie Europejskim. Od poniedziałku do piątku pracuję w Brukseli lub Strasburgu. Staram się przyjeżdżać do Polski w niemal każdy weekend - by uczestniczyć w spotkaniach, konferencjach, szkoleniach, podczas których informuję o zasadach jej funkcjonowania, o sprawach zakulisowych mających jednakże kluczowe znaczenie dla Polaków, o możliwościach, jakie Unia stwarza swoim obywatelom. Jak zauważyłam w większości przypadków sprawy te są zupełnie nieznane moim słuchaczom, stąd zrodził się pomysł, aby dzielić się nimi - z szerszym gronem odbiorców - na blogu.

 

Po siedmiu latach wpisów, zebrawszy najciekawsze wydarzenia, które zdarzyły się w tym czasie w Unii Europejskiej - postanowiłam wydać zbiór felietonów w formie bezpłatnego e-booka. Premiera będzie niebawem na www.lgeringer.pl

 

Tematy dotyczą nie tylko mojej pracy w Prezydium Parlamentu Europejskiego czy komisjach (Prawnej, Budżetowej i Petycji) - sięgam też nieco szerzej pokazując wielokulturowe środowisko, w którym pracuję i mieszkam.

 

Spośród wielu inicjatyw, w które byłam przez 10 lat pracy w PE zaangażowana jest kilka, z których jestem najbardziej zadowolona.

 

Szczególnie cieszą mnie rezultaty mojej inicjatywy na rzecz wprowadzenia we wszystkich publicznych telewizjach w Unii - napisów, tzw. subtitles, które umożliwią 80 mln niesłyszącym Europejczykom dostęp do informacji, edukacji i rozrywki za pośrednictwem telewizji. Obecnie we wszystkich krajach UE procent telewizyjnych programów z napisami wzrósł “lawinowo”. Czekam, kiedy osiągnie poziom BBC, czyli – 100%. 

 

Jako Kwestor w Prezydium PE zaproponowałam m.in do utworzenie prestiżowego Regionalnego Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Wszystkie duże kraje Unii już takowe miały, zatem pomysł spotkał się z poparciem pozostałych członków Prezydium i od 2011 r. kolejny Dom Europy z sukcesem działa we Wrocławiu, przyczyniając się do budowy społeczeństwa obywatelskiego w tej części Europy i promując nasz kraj, jako miejsce do międzynarodowych spotkań. Co więcej, na tle innych podobnych biur w UE, nasze – po trzech latach działania plasuje się w samej czołówce najbardziej aktywnych.

 

Jako poseł w Komisji Prawnej zajmuję się harmonizowaniem i upraszczaniem prawa wspólnotowego. Z kilkudziesięciu projektów legislacyjnych, nad którymi pracowałam  najbardziej widoczne rezultaty przyniesie Dyrektywa o dozwolonym użytku dzieł osieroconych, otwierająca dostęp do ogromnych zasobów kultury "zablokowanych" prawem autorskim, z powodu braku możliwości odszukania posiadaczy praw do nich, zatem uzyskania zgody na udostępnianie, co skazywało utwory "sieroce" na tkwienie w zapomnieniu, aż do czasu wygaśnięcia ochrony prawnej (70 lat po śmierci autora, który np. nie wiadomo kiedy zmarł...). Obecnie trwa implementacja tej dyrektywy, a po jej wprowadzeniu dzieło uznane w jednym z krajów UE za "sieroce" - będzie mogło być wykorzystywane we wszystkich pozostałych, a autor w przypadku, gdy się odnajdzie - uzyska stosowną rekompensatę.

Wspomnę też zaciekłą walkę z umową ACTA, w której aktywnie uczestniczyłam postulując jako jedna z nielicznych polskich posłów - od samego początku - odrzucenie tego kontrowersyjnego dokumentu.

 

Pracowałam też nad ochroną danych osobowych i prywatności w Internecie, kontrolą profilowania i bezpieczeństwa danych w chmurze, stworzeniem nowego prawa "do bycia zapomnianym", czyli prawnie skutecznego żądania by nasze dane zostały usunięte, jeśli sobie nie życzymy by były dalej komercyjnie przetwarzane. Pracowałam nad harmonizacją zarządzania prawami autorskimi, wprowadzającą większą transparentność systemu alokacji i płatności kwot należnych artystom

 

W Komisji Budżetowej uczestniczyłam w pracach nad korzystnymi dla Polski budżetami na lata 2007-2013 i 2014-2020, dzięki którym do naszego kraju trafiło już prawie 100 mld euro i następne 106 mld czeka na alokację. 

 

Zainicjowałam także prace w nieformalnej grupie Single Seat (ds. Jednej siedziby PE), która zamiast dotychczasowych 3 miejsc pracy Parlamentu (Strasburga, Brukseli, Luksemburga) proponuje wybrać jedną – co spowoduje oszczędności rzędu 200 mln euro rocznie.

 

W Komisji Petycji m.in pilotuję prace nad Petycją dotyczącą planowanej kopalni odkrywkowej na Dolnym Śląsku i nieuwzględnienia przez polskie władze prawomocnego referendum, w którym obywatele sprzeciwili się inwestycji. Doprowadziłam m.in. do zorganizowania misji rozpoznawczej w regionie i pierwszych rozmów (po 3 latach od referendum) obu stron konfliktu.

 

Gdybym miała podsumować moje obie kadencje w Parlamencie Europejskim w jednym zdaniu to powiedziałabym, że od 2004 r. pracuję na rzecz zapewnienia równych szans wszystkim mieszkańcom Unii, poprzez współstanowienie dobrego, ułatwiającego codzienne życie prawa oraz dbanie, by informacje o wszelakich możliwościach, jakie stwarza nam Unia docierały do zainteresowanych.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

2014-03-21 13:30
Z Brukseli parlament europejski, kadencja, komisje, praca w pe Komentarze (0)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |