Najnowsze komentarze
 
2014-08-17 14:27
tatar001 do wpisu:
Wydatki byłej partnerki prezydenta François Holland 'a
Jak widać nie tylko w Polsce pieniądze podatników są wyrzucane w błoto...
 
2014-07-22 22:39
arturiuosoo do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
http://wpolityce.pl/historia/206144-w-sluzbie-stalina-piotr-gontarczyk-na-70-rocznice-powstania[...]
 
2014-07-20 18:53
artur__ do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
Nie rozumiem kto został znieważony w wyniku tego godnego potępienia żartu, murzynka, czy małpa?
 


O mnie
 
Od 2004 r. Poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej. W wolnych chwilach gra na fortepianie.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Możliwa, trzeba siedmiu zapaleńców i trochę czasu. Poznajcie Europejską Inicjatywę Obywatelską, nowe narzędzie legislacyjne dla aktywnych obywateli. Najpierw zdefiniujmy problem: brak jakiejkolwiek harmonizacji polityki antynarkotykowej w UE. Legalny produkt kupiony w jednym kraju, przewieziony do innego zrobi z nabywcy kryminalistę. Czas to zmienić. Potrzebna jest harmonizacja prawa, zapewniająca europejskim obywatelom równe traktowanie bez względu na to dokąd w UE zawędrują.

Prohibicja jak pokazuje praktyka nie rozwiązuje problemu, tylko pogłębia czarny rynek i wzmacnia oganizacje przestępcze. Prawo, które źle funkcjonuje należy dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości.

Przyjrzyjmy się np. marihuanie.

W Portugalii, Holandii, Czechach zarówno okazjonalnych jak i uzależnionyh użytkowników nie traktuje się jak przestępców. Walkę z nałogiem prowadzi się poprzez edukację społeczną począwszy od najmłodszych lat. Narkomanów się leczy a nie wsadza do więzienia.

W Polsce, Słowacji oraz na Węgrzech obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w całej Europie. Młodzi ludzie przyłapani na posiadaniu nawet niewielkiej ilości marihuany trafiają do więzienia, gdzie "resocjalizacja" odbiera im możliwość jakiegokolwiek normalnego życia po wyroku.

Co więcej, w Polsce istnieje również zakaz wykorzystywania konopi do celów terapeutycznych. Tymczasem ich dobroczynne działanie w leczeniu niektórych przewlekłych chorób jest już udowodnione i udokumentowane przez lekarzy na całym świecie. W przypadku pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane dobre efekty przynosi stosowany w całej Europie lek Sativex. Dostępny także w Polsce, ale nie refundowany jak np. w Niemczech. Różnica w cenie? Ok. 2500 zł w miesięcznej kuracji...

Zacznijmy zatem od równego traktowania europacjentów i zapewnienia im jednakowego dostępu do substancji mogących przynosić pozytywne rezultaty w ich leczeniu.

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii
(http://europa.eu/legislation_summaries/justice_freedom_security/combating_drugs/c11518_pl.htm) od 2006 r. bada i opisuje to zjawisko w całej UE. Rezultaty badań ewidentnie pokaują, że liberalne prawo nie powoduje nasilenia narkomanii, wręcz przeciwnie. Umożliwia kontrolę rynku, jakości produktów, dając dostęp do dozwolonych używek tylko osobom pełnoletnim. Dodatkowo przynosi wymierne korzyści państwu w postaci akcyzy i odbiera mafii rację bytu.

Jak wykorzystać nowe narzędzie legislacyjne, jakie obywatelom przyznał Traktat z Lizbony - Europejską Inicjatywę Obywatelską (EIO) do harmonizacji podejścia do używek w całej Unii?

1. Powołać komitet obywatelski, ktory wytąpi z inicjatywą, w jego składzie powinno znaleźć się siedmiu obywateli z co najmniej siedmiu różnych krajów członkowskich UE.
2. Komitet musi zarejestrować swoją inicjatywę na stronie internetowej: www.eu.europa.eu.
3. Komisja Europejska (KE) w terminie dwóch miesięcy oceni, czy propozycja spełnia obowiązujące wymagania ( jest w kompetencjach UE).
4. Po potwierdzeniu przez KE komitet będzie musiał zebrać minimum 1 milion głosów poparcia w UE w czasie nie dłuższym niż rok, w tym celu KE udostępniła odpowiednie oprogramowanie umożliwiające elektroniczne zbieranie podpisów.
5. Po zebraniu podpisów, KE ma obowiązek w ciągu trzech miesięcy przeanalizować wniosek i rozpocząć badania zjawiska czy problemu, a następnie przedstawić projekt adekwatnego aktu prawnego.
6. Decyzja KE musi zostać uzasadniona publicznie.
7. Przedstawione przez KE propozycje zmian prawnych trafią pod obrady Rady i Parlamentu Europejskiego.
8. Po zatwierdzeniu zmiany stają się obowiązującym prawem na terenie Unii Europejskiej.

Trudne? Nie specjalnie. Zaledwie od nieco ponad roku od wejścia w życie za pośrednictwem EIO zgłoszono już kilkanaście propozycji nowych regulacji.

Jeśli uważacie, że istnieje potrzeba ujednolicenia polityki antynarkotykowej w UE, użyjcie EIO.

Powodzenia.
Lidia Geringer de Oedenberg

Szczegóły dotyczące EIO:
http://ec.europa.eu/citizens-initiative/public/?lg=pl
www.lgeringer.pl


Lidia Geringer de Oedenberg

2013-11-05 19:25
Z Brukseli parlament europejski, marihuana, legislacja, obywatel Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych LIBE w PE prowadzi obecnie śledztwo w sprawie masowej inwigilacji obywateli UE (czego nie rozpoczęło żadne z państw UE), w celu zweryfikowania oskarżeń i przeprowadzenia pełnego technicznego dochodzenia, czy i jak USA miały nieautoryzowany dostęp lub stworzyły "tylne drzwi" umożliwiające dostęp do serwerów SWIFT.

Po atakach terrorystycznych na WTC z 11 września 2001 r. i późniejszych zamachach w Madrycie w 2004 r. i w Londynie w 2005 r., Stany Zjednoczone zawarły umowę z Unią Europejską o przetwarzaniu i przekazywaniu danych z komunikatów finansowych do celów "Programu śledzenia środków finansowych należących do terrorystów". Porozumienie (Terrorist Finance Tracking Programme) zwane w skrócie „TFTP” weszło w życie w sierpniu 2010 r. zobowiązując Unię do przekazywania niektórych danych ze Stowarzyszenia na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej - (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – SWIFT do Departamentu Skarbu USA.

23.10.13 r. wycofaliśmy jako Parlament Europejski swoje poparcie dla powyższej umowy, uważając, że konta bankowe obywateli UE muszą być chronione przed .... nielegalnym pobieraniem z nich informacji przez NSA.

Belgijska firma SWIFT przechowuje dane z 8.000 banków i działa w 200 krajach. Z uwagi na dużą ilość danych osobowych przechowywanych w tym systemie, jako parlamentarzyści, nigdy nie czuliśmy się komfortowo z tą umową, co pokazaliśmy odrzucając jej pierwszy projekt, mimo silnego lobbyingu ze strony samej Hillary Clinton. Zaakceptowaliśmy dopiero drugi projekt, który kładł większy nacisk na ochronę danych.

W ciągu ostatnich miesięcy, SWIFT powrócił do porządku obrad parlamentarnych, po ukazaniu się w kilku gazetach artykułów, sugerujących, że NSA może mieć dostęp do danych bankowych SWIFT poza tymi uzgodnionymi w ramach umowy TFTP.

Jeżeli te informacje potwierdzą się, naruszenie umowy będzie miało szersze konsekwencje dla stosunków UE - USA i będzie wymagało zdecydowanych działań z naszej strony.

Chociaż nie ma twardych dowodów na to, że warunki umowy TFTP zostały naruszone, posłowie z grup politycznych Socjalistów i Demokratów, Liberałów oraz Zielonych, uzyskali większość dla rezolucji PE ( + 280, - 254, 30 wstrzymało się), zwracając się tym samym do Komisji Europejskiej o wszczęcie procesu zawieszającego umowę TFTP, do momentu, kiedy właściwe i niezależne dochodzenie zostanie przeprowadzone w tej sprawie.

Choć Parlament Europejski nie ma formalnych uprawnień do jednostronnego zerwania umowy, możemy wycofać nasze poparcie dla niej - zmuszając Komisję do działania. A ponieważ jesteśmy współ-prawodawcami, poparcie Parlamentu jest konieczne do przyjęcia przyszłych umów międzynarodowych np. umowy o wolnym handlu z USA, dlatego uważamy, że Rada i Komisja szybko zareagują w tej sprawie.

Po wybuchu skandalu z PRISM, okazało się, że NSA inwigiluje wszystkich, nawet politycznych przyjaciół USA. Kanclerz Angela Merkel ma ponoć komórkę na amerykańskim podsłuchu podobnie jak i francuski Prezydent Francois Hollande, z czego osobiście próbował się w tym tygodniu tłumaczyć Prezydent Barack Obama.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,
Lidia Geringer de Oedenberg

http://www.europarl.europa.eu/news/pl/news-room/content/20131021IPR22725/html/Pos%C5%82owie-o-zawieszeniu-porozumienia-UE-USA-w-nast%C4%99pstwie-inwigilacji-przez-NSA

2013-10-25 08:16
Z Brukseli NSA, PRISM, swift Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Zgodnie z Traktatem z Lizbony Parlament Europejski (PE) będzie w drugiej połowie 2014 r. po raz pierwszy wybierał przewodniczącego Komisji Europejskiej. Do tej pory posłowie mogli tylko zatwierdzić lub nie kandydata przedstawionego przez Radę, czyli szefów państw i rządów. W każdej grupie politycznej w PE trwają teraz gorączkowe poszukiwania "biorących" nazwisk. Wiadomo, że taki kandydat będzie musiał mieć większość w przyszłym PE, aby zostać wybranym.

Moja grupa polityczna S & D postanowiła, jako pierwsza przedstawić swojego "kandydata na kandydata" przewodniczącego przyszłej Komisji Europejskiej i został nim (9.10.12 r.) obecny Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz.

S & D* jest drugą, co do wielkości frakcją polityczną w Parlamencie Europejskim, z 194 posłami z 28 krajów. Jeśli utrzymamy pozycję po eurowyborach to Schulz będzie miał już na wstępie duże poparcie. Małe grupy polityczne będą miały jedynie do wyboru poprzeć większych, bo ze swoimi kandydatami się nie przebiją. Ostateczna rozgrywka stoczy się więc zapewne pomiędzy Schulzem - kandydatem Socjaldemokratów i nieznanym jeszcze Chadekiem.

Schulz jest sprawnym politykiem i ma szanse przekonać Angelę Merkel do poparcia swojej kandydatury mimo, że są z innej politycznej bajki. Jego atutem będzie to, że najprawdopodobniej w Niemczech zawiąże się na dniach tzw. wielka koalicja Chadeków z Socjaldemokratami oraz to, że do tej pory nigdy żaden Niemiec nie był szefem komisji. Trudno będzie pani Kanclerz nie popierać swojego rodaka...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg


*S&D jest członkiem Partii Europejskich Socjalistów (PES), zrzeszającej partie i organizacje centrolewicowe z całej Europy. 6 listopada br. PES oficjalnie ogłosi wspólnego kandydata na to stanowisko. Teraz "kandydaci na kandydatów" muszą zebrać poparcie przynajmniej 15% członków PES-u, czyli co najmniej sześciu partii z różnych krajów. Schulz już takie poparcie uzyskał.

2013-10-10 20:15
Z Brukseli unia europejska, komisja europejska, Martin Schultz, Barroso Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Obecnie mamy trzy miejsca pracy: Brukselę, Strasburg i Luksemburg. Ograniczenie się do jednej siedziby to ok.1,5 mld euro oszczędności w budżecie 2014-2020. Jest o co walczyć, szczególnie w dobie kryzysu. Same koszty delegacji służbowych urzędników ulokowanych w Luksemburgu a podróżujących między pozostałymi dwoma miejscami pracy wyniosą w tym roku niemal 30 mln euro. Do tego należy doliczyć kolejne wątpliwe wydatki związane np. z budową gigantycznego biurowca w Luksemburgu (KAD) dla 6 tys. urzędników, którego koszty były tak trudne do oszacowania, że żadna firma budowlana nie chciała się tego podjąć, więc Parlament sam postanowił wystąpić w roli dewelopera. Według różnych szacunków koszt budynku może sięgać nawet ponad 800 mln euro.

Posłowie od dawna burzyli się przeciw bezsensownym nieustającym przeprowadzkom. Niestety bez poparcia większości parlamentarnej i bez wiary w możliwość zmiany Traktatów- inicjatywy upadały*. W końcu międzypartyjna, nieformalna grupa Single Seat, w której skład weszło 5 członków Prezydium PE (wraz z piszącą te słowa) oraz posłowie ze wszystkich grup politycznych** zdołała wywalczyć dla idei „Jednej Siedziby” zdecydowaną większość. Naszą inicjatywę popiera już ponad 80% posłów.

Sprawna instytucja powinna pracować w jednym miejscu. Zdecydowana większość posłów opowiada się za Brukselą, gdzie łatwiej dotrzeć i praca jest lepiej zorganizowana.
Zgodnie z traktatami, ostateczne decyzja w sprawie siedziby Parlamentu Europejskiego nie należy do nas - posłów, lecz do rządów krajowych – czyli Rady. My narzekamy na marnotrawstwo pieniędzy i czasu, Rada jak do tej pory nas nie słucha, mając niezrozumiałe dziś dla nas i obywateli zobowiązania polityczne. Cóż, czym innym jest decyzja zaspokajająca ambicje krajów do “posiadania” prestiżowych instytucji na swoim terytorium, a czym innym codzienność. Praca w trzech miejscach nie jest ani tania ani wygodna.

Ale, wraz z nowym Traktatem – Lizbońskim, Parlament Europejski (PE) zdobył prawo obligowania Komisji Europejskiej do przygotowania koniecznych naszym zdaniem propozycji legislacyjnych. Wykorzystując nowe prerogatywy właśnie kończymy prace nad specjalnym raportem w Komisji Konstytucyjnej (AFCO) w sprawie zmian traktatowych dających PE prawo określenia miejsca swojej pracy (co do tej pory było definiowane przez Radę Europejską). Autorami raportu w komisji wiodącej są Ashley Fox (ECR) i Gerald Häfner (Greens).

Do raportu dwie komisje już przygotowały swoje pozytywne opinie:
- 17 września br. Komisja Petycji (PETI)
- 26 września br. Komisja Budżetowa (BUDG)

Główny raport w AFCO będzie poddany pod głosowanie 14. października br., ostateczne głosowanie na sesji plenarnej przewidziane jest na listopad.

Francuzi i Luksemburczycy wszelkich politycznych maści - zjednoczeni w obronie zyskownego dla nich status quo - walczą z inicjatywą, przy wsparciu największej grupy politycznej – Chadeków, ale jak na razie to my, "reformatorzy" mamy ciągle większość.

Przyjęcie wspomnianego raportu w końcu zmusi Radę do zajęcia się problemem i mam nadzieję – odpowiednich zmian traktatowych, co skończy marnotrawstwo pieniędzy i czasu.

Nadszedł czas konfrontacji rozsądku z historią. Zobaczymy kto wygra...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*W grudniu 1992 r.,w Edynburgu, na szczycie w czasie brytyjskiej prezydencji zdecydowano o “lokalizacji instytucji i niektórych organów i służb Wspólnot Europejskich (Dz.U. C-341 23/12/1992). Protokół z “mapą” politycznych targów dołączono wtedy do Traktatu Amsterdamskiego.
Dokument stanowi, iż Parlament Europejski ma swą siedzibę w Strasburgu, gdzie odbywa się dwanaście miesięcznych sesji plenarnych, Komisje Parlamentu Europejskiego obradują w Brukseli, zaś urzędnicy, czyli Sekretariat Generalny Parlamentu Europejskiego i jego służby pracują w Luksemburgu. Tekst ten można odnaleźć obecnie w protokole 6. Traktatu z Lizbony.

**Członkowie Single Seat Group:
Edward McMILLAN-SCOTT UK, Liberal Democrat, EP Vice-President, Single Seat Co-Chair
Alexander ALVARO Germany, FDP, EP Vice-President, Single Seat Co-Chair
Isabelle DURANT Belgium, ECOLO, EP Vice-President
Oldřich VLASAK Czech Republic,Občanská demokratická strana, EP Vice-President
Lidia Joanna GERINGER DE OEDENBERG Poland, Sojusz Lewicy Demokratycznej, EP Quaestor
Dan JORGENSEN Denmark, Socialdemokratiet
Ashley FOX UK, Conservative
Bart STAES Belgium, Groen
Krzysztof LISEK, Poland, Platforma Obywatelska
Göran FARM Sweden, Arbetarepartiet- Socialdemokraterna
Anna-Maria CORAZZA-BILDT Sweden, Moderata Samlingspartiet
Seán KELLY Ireland , Fine Gael
Sandra Kalniete Latvia,Vienotiba
Mario DAVID Portugal, Partido Social Democrata
Lara COMI Italy, Il Popolo della Libertà
Ulrike LUNACEK Austria, Die Grünen - Die Grüne Alternative
Judith MERKIES The Netherlands, Partij van de Arbeid
Marisa MATIAS Portugal, Bloco de Esquerda
Diane DODDS UK, Democratic Unionist Party
Edvard KOZUSNIK Czech Republic, Občanská demokratická strana
Phil PRENDERGAST Ireland, Labour Party, Committee on the Internal Market and Consumer Protection
Esther DE LANGE Netherlands, Christen Democratisch Appèl
Raul ROMEVA I RUEDA Spain, Iniciativa per Catalunya Verds
Cornelis DE JONG Netherlands, Socialistische Partij
Frédérique RIES Belgium, Mouvement Réformateur

2013-10-09 21:49
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

65% powierzchni papierosowego pudełka na przerażające zdjęcia i ostrzeżenia, zakaz mentoli i innych smaków (w przyszłości). Papieros ma wyglądać jak papieros i "pachnieć" naturalnie. E-papieros nie będzie lekarstwem. Slimy zostają. Na razie. Mogę się zgodzić z ogólnymi założeniami tytoniowej dyrektywy dotyczącymi ograniczenia palenia, uświadamiania obywateli o jego negatywnych skutkach czy prewencji inicjacji tytoniowej wśród młodych ludzi, ale uważam, że nie możemy tworzyć prawa niezgodnie z naszymi kompetencjami nadanymi przez Traktaty...

Wątpliwości nasuwa podstawa prawna wybrana dla dyrektywy tytoniowej przez Komisję Europejską tj. art. 114 (1) TFUE, który ma za zadanie "dostosowywać i ulepszać wymogi służące lepszemu funkcjonowaniu jednolitego rynku". Zastanawiające, w jaki sposób wycofywanie mentoli z produkcji ma temu pomóc? Raczej może prowadzić do dyskryminacji pewnych przedsiębiorców i faworyzowania innych, co na pewno zakłóci konkurencję na rynku unijnym i spowoduje "przejęcie" tego towaru przez czarny rynek...

Komisja podkreśla, że ochrona zdrowia publicznego jest nadrzędnym celem tego wniosku, tylko że nasze zdrowie leży zakresie kompetencji państw członkowskich na mocy art 168 ust. 5 TFUE, który jednoznacznie wyklucza jakąkolwiek harmonizację w tym względzie. Każdy kraj może przyjmować własne rozwiązania prozdrowotne, ale jeśli wszystkie się zgodzą na takie same to wymóg jasnej unijnej podstawy prawnej da się ominąć...

"Stara" dyrektywa tytoniowa działa już prawie 12 lat i trzeba przyznać, że wprowadzone w niej środki walki z paleniem przyniosły pewną poprawę w postaci spadku liczby palaczy w UE - z 40% mieszkańców w 2002 r. (w 15 krajach ówczesnej Unii) do 28% w 2012 r. (w 27 krajach UE). Niestety palenie nadal zabija i to ok. 700 tys. osób rocznie, a koszty leczenia palaczy sięgają 25 mld euro każdego roku.

Przegłosowany przez Parlament Europejski (8.10.13 r.) projekt dyrektywy (do negocjacji z Radą)* został przyjęty 560 głosami ZA, przy 92 głosach PRZECIW i 32 wstrzymujących się od głosu.

Po zakończeniu negocjacji państwa członkowskie, będą miały 18 miesięcy na wdrożenie dyrektywy oraz kolejnych 36 na wprowadzenie przepisów dotyczących" dodatków", a także pięć następnych lat na wprowadzenie zakazu mentolu.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* http://www.europarl.europa.eu/plenary/en/texts-adopted.html

2013-10-08 20:12
Z Brukseli unia europejska, tytoń, papierosy, dyrektywa tytoniowa Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

... czyli konsekwencje skoku w bok

Jego Belgijską Królewską Mość Alberta II w tym roku panowanie zmęczyło do tego stopnia, że w święto narodowe 21 lipca br. oddał tron swojemu synowi i następcy – Filipowi. Czy sfatygowany Król miał dosyć polityki - nie wiadomo, jednakże "po uszy" na pewno miał nieodstępujących go plotek, które nabrały w końcowym okresie jego panowania “narodowych” rozmiarów. Dzban przelała domniemana nieślubna córka Króla - Delphine Boël, próbująca testami DNA zmusić Jego Mość, by przyznał się do jej ojcostwa.

Świat po raz pierwszy dowiedział się o królewskiej córce spoza małżeńskiego łoża w 1999 r. z ... biografii żony Alberta II - Królowej Paoli. Dziś media przyjmują niemal za pewnik, że 45-letnia Delphine jest córką monarchy, choć Albert II nigdy się do tego otwarcie nie przyznał.

Matka Delphine - Baronessa Sybille de Selys Longchamps miała na przełomie lat 60. i 70. romans z Królem, co w kręgach arystokratycznych było tajemnicą poliszynela. Prawny ojciec Delphine - Jacques Boël, z przyprawionymi przez “towarzystwo” rogami rozwiódł się z Sybille w latach 70, a po opublikowanych rewelacjach książkowych - wydziedziczył “swoją” córkę - potwierdzając tym samym krążące plotki o własnym wątpliwym ojcostwie. Nic dziwnego, że pozbawiona ojca i majątku Delphine wystąpiła o zbadanie królewskiego DNA.

Złożywszy stosowny wniosek do sądu w Brukseli wywołała na początku roku prawdziwą medialną burzę. Powstał spór, czy konstytucyjnie wyłączony spod wymiaru sprawiedliwości monarcha może zostać wezwany przed sąd, czy nie. Zdaniem jednych - w świetle belgijskiego prawa to niemożliwe, zdaniem innych po abdykacji króla - jak najbardziej. Sęk w tym, że w prawie nie ma nic na temat statusu "byłego Króla".

Prawnicy Boël uważają, że przepisy belgijskiej konstytucji powinny ustąpić prawu międzynarodowemu, w tym konwencjom Rady Europy o prawach dzieci, które gwarantują pobranie DNA od domniemanego ojca. Dzieci uznane czy nieuznane korzystają z tych samych praw. Gdyby to w przypadku Króla okazało się niemożliwe, ojcostwo Alberta II można byłoby ustalić na podstawie DNA domniemanego przyrodniego rodzeństwa Boël ( czyli np. obecnego Króla Filipa...).

Aby rozpocząć procedurę uznania ojcostwa, dotychczasowy ojciec musi utracić swój status prawny, ponieważ nie można mieć dwóch tatusiów. Zatem Delphine musi najpierw dowieść, iż Jacques Boël nie jest jej ojcem, ten z kolei jak donoszą "źrodła dobrze poinformowane" poddany presji “pałacowej“ nie specjalnie zamierza zaprzeczać swojemu ojcostwu.

Postawiona przed faktami matka Delphine - Sybille de Selys udzieliła ostatnio wywiadu flamandzkiej telewizji, potwierdzając, że była z Albertem, kiedy urodziła się jej córka, ale zdaniem prawników Króla same listy czy zdjęcia Alberta z małą Delphine z tego okresu niczego nie dowodzą. Powstaje pytanie, czy Sybille posiada jeszcze inne “materiały”, które mogą być uznane za dowód ojcostwa przez sądem.

Były król może odmówić przeprowadzenia badań, wtedy za niego zadecyduje sąd, a to oznaczałoby jego narodową kompromitację. Trzeba pamiętać, że w skonfliktowanej Belgii – Król (nawet były) pełni rolę symbolicznego łącznika między frankofońską a flamandzką częścią kraju. Co się stanie jak jego autorytet legnie w gruzach - trudno przewidzieć. Belgowie zapewne woleliby “poszerzenia” familii panującej od rozpadu ich Królestwa.

Z pozdrowieniami z Brukseli
Lidia Geringer de Oedenberg

*Świetnie się ubierająca Matylda, żona nowego króla Filipa, już jest wzorem szyku w tutejszych kolorowych pismach. To daleka kuzynka prezydenta Bronisława Komorowskiego, poprzez matkę Annę d'Udekem d'Acoz, z domu Komorowską.

2013-10-01 18:30
Z Brukseli belgia, monarchia Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Wszyscy słyszeli o szkodliwym wpływie „trawki” na organizm człowieka, ale mało kto czytał raporty na temat jej pozytywnych, a wręcz dobroczynnych działań. W przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera konopie indyjskie są wręcz zalecane przez wielu europejskich lekarzy. Brytyjski Koncern farmaceutyczny GWPharma produkuje Sativex - lek zawierający marihuanę, który łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni, szczególnie polecany dla osób z SM. Sativex także w Polsce jest lekiem zarejestrowanym i dopuszczonym do użytku na podstawie recepty RPW (kiedyś znanej jako „różowa recepta”), niestety nie jest refundowany jak w Niemczech, co powoduje, że dawka miesięczna w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

Z zainteresowaniem przeglądałam ostatnio fora internetowe zrzeszające chorych na SM – wielu z nich ubolewa, że będąc obywatelami tej samej Wspólnoty jesteśmy różnie traktowani np. w dostępie do leków.

Obywatele Stanów Zjednoczonych też mają tego typu dylematy.
Choć na początku XX wieku w USA konopie wykorzystywano powszechnie do produkcji tanich leków (m. in. przeciwbólowych), włókna dla przemysłu tekstylnego czy papieru, to sytuacja diametralnie się zmieniła po tym jak okazało się, że stan euforii po zapaleniu „trawki” był dla wielu Amerykanów lepszą formą ucieczki od problemów codzienności, niż ... ich zapijanie. Nad tym nie mogły przejść obojętnie koncerny produkujące alkohol i uruchomiły potężne machiny lobbystyczne agitujące przeciwko marihuanie, jako substancji psychoaktywnej, po której ludzie – ponoć – stawali się bardziej agresywni, popełniali wyjątkowo okrutne morderstwa, czy gwałty. Czyli zupełnie tak jak po alkoholu...

Media wrzały, zmieniono prawo. Cóż, z czasem zakazano tamże również alkoholu, ale jak się okazało prohibicja tych używek nie oduczyła Amerykanów ani picia trunków wyskokowych, ani palenia "trawki" - za to znakomicie wpłynęła na rozwój przestępczości zorganizowanej.

Po tym jak uchwalono "The Marihuana Tax Act of 1937", który całkowicie zdelegalizował marihuanę we wszystkich stanach (co wywołało sprzeciw nie tylko społeczny, ale również lekarzy stosujących kannaboidy do celów terapeutycznych) amerykańska polityka antynarkotykowa cały czas na poziomie poszczególnych stanów - ewoluowała. Dzisiaj jej kształt jest bardzo zróżnicowany:

- W Waszyngtonie i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna.

- Są stany dopuszczające marihuanę jedynie do celów terapeutycznych:
Montana, Arizona, Nowy Meksyk, Michigan, Indiana, New Hampshire, Waszyngton Dystrykt Kolumbia, New Jersey, Deleware, Hawaje.

- Stany całkowicie dekryminalizujące jej posiadanie:
Oregon, Kalifornia, Nevada, Alaska, Maine, Vermont, Connecticut, Massachusetts, Rhode Island.

- i takie, które dekryminalizują, ale nie pozwalają na medyczne zastosowanie:
Nowy Jork, Minnesota, Nebraska, Missisipi, Północna Karolina oraz Ohio.

oraz 24 pozostałe stany, gdzie marihuana jest dalej nielegalna.

Zastanawiam się czy w Teksasie nielegalna marihuana jest bardziej szkodliwa niż legalna w stanie Waszyngton?

Hm...

Na pewno towar nielegalny jest bardziej atrakcyjny, szczególnie dla mafii, zatem to głównie mafiosi lobbują za zaostrzaniem prawa, które de facto działa na ich korzyść. (O sprawie pisałam już wielokrotnie m.in http://2009.salon24.pl/461924,ziolowo-teczowe-poklosie-wyborow-w-usa........).

Polska zdaje się być dziś przeciwieństwem USA, bowiem u nas teraz dąży się do zaostrzania niegdyś liberalnego prawa. Problem narkomanii, jako zjawisko społeczne stał się w Polsce zauważalny dopiero w latach 60. W 1985 r. uchwalono ustawę o niekaralności narkomanów za posiadanie narkotyków oraz o ich bezpłatnym leczeniu. Z punktu widzenia kryminologów, psychiatrów i osób pracujących z uzależnionymi ustawa ta jest oceniana pozytywnie*.

Sytuacja okazjonalnych palaczy “zioła” jak i osób uzależnionych zmieniła się, choć jeszcze nie drastycznie za sprawą Ustawy z 24 kwietnia 1997 r., o przeciwdziałaniu narkomanii, art. 48, ust. 4: „Nie podlega karze sprawca występku określonego w ust. 1, który posiada na własny użytek środki odurzające lub inne substancje psychotropowe w ilości nieznacznej".

Ten zapis został jednak skreślony, gdy w 2000 r. Polska postanowiła zaostrzyć politykę antynarkotykową – wprowadzając karę pozbawienia wolności do 3 lat za posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych.

Czy nowe prawo pomogło w walce z nałogami? Nie. O czym świadczą choćby skargi płynące z ośrodków pomocy dla osób uzależnionych. Zamykanie narkomanów w więzieniach utrudnia lub uniemożliwia ich leczenie oraz resocjalizację.

Spory o miękkie narkotyki odwracają uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Wg danych udostępnionych na portalu TOK FM w Polsce rocznie 10 tys. zgonów powoduje przedawkowanie alkoholu, nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe*.

Co ciekawe – i dla wielu z pewnością zaskakujące – autorzy raportu prezentują również tabelę średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych. Na pierwszym miejscu stoi heroina, na drugim kokaina, a na trzecim… nikotyna! W tej kategorii konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. Natomiast w odniesieniu do średniej wartości dla szkód społecznych na pierwszym miejscu również stoi heroina, natomiast na drugim jest wspomniany już alkohol.

To powinno dać do myślenia wszystkim, którzy sięgają do kieliszka czy po papierosy – nawet okazjonalnie. Zarówno prawo jak i społeczeństwo polskie zezwala na tego typu używki, jednocześnie zakazując innych – takich jak chociażby kontrowersyjna marihuana. Zatem w czyim to może być interesie, bowiem doprawdy trudno mi się dopatrzyć w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii kierowania się dobrem społecznym...

Obecnie mamy w UE do czynienia z sytuacją, w której za posiadanie substancji legalnie zakupionej w Holandii czy w Czechach możemy trafić do więzienia w Polsce. To narusza ducha europejskiej Wspólnoty, wspólnego rynku, swobodę przepływu towarów gwarantowaną przez traktat z Maastricht.

Dane EMCDDA (Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii, agencji UE zajmującej się narkotykami) mówią o 78 milionach użytkowników "trawki" na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz czemu nie akcyzą mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom – w erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę*.

Nie możemy udawać, że nie ma problemu narkotyków w Polsce, ale nie sprawdza się prosty zakaz by ludzie potulnie się do niego zastosowali. Otwartość unijnych granic jak najbardziej uzasadnia postulat ujednolicenia lub przynajmniej znaczącego zbliżenia także rozwiązań polityki antynarkotykowej w UE.


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Więcej na ten temat:
http://www.gwpharm.com/Sativex.aspx.
http://www.druglibrary.org/schaffer/hemp/taxact/mjtaxact.htm
http://www.druglibrary.org/Schaffer/hemp/taxact/woodward.htm
„Alkoholizm i Narkomania”, nr 3/2008, t. 21, s. 311-322, http://www.ipin.edu.pl/ain/aktualne/2008/3/t21n3_6.pdf
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,14473801,_Ilu_Polakow_rocznie_ginie_bezposrednio_przez_alkohol_.html#BoxWiadTxt.
Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy, [w:] „Alkoholizm i Narkomania”, nr 2/2012, t. 25, s. 171 http://cdn.wolnekonopie.org/wp-content/uploads/2012/09/KONSKEWEnCJE-UZYWANIA-MARIHUANY-W-SWIETLE-OBECNEJ-WIEDZY.pdf

* http://wolnekonopie.org/#

2013-09-26 15:53
Z Brukseli marihuana, narkotyki, depenalizacja, legalizacja marihuany, sativex, substancje psychoaktywne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Sezam otwiera się teraz łatwiej niż za czasów Alibaby, a skarbem dla dzisiejszych “rozbójników” są nasze dane. Pracując w Komisji Prawnej PE nad regulacjami mającymi wprowadzić “ład i bezpieczeństwo” w chmurach obliczeniowych zdałam sobie sprawę ze skali współczesnego “sezamu” i nonszalancji powierzających mu swoje “skarby”.

O sprawie pisałam http://lgeringer.natemat.pl/74709,chmura-obliczeniowa-trampolina-wzrostu-czy-wtyczka-dla-sluzb-i-cybermafii.
Teraz ciąg dalszy...

Korzystając z aplikacji mobilnych możemy zupełnie nieświadomie przekazać swoje lub cudze dane osobowe, także te finansowo bardzo wrażliwe np. o naszym koncie bankowym, numerach kart, pinach, danych o stanie naszego zdrowia, ubezpieczeniach, wszelkich jakie mamy w pamięci urządzenia, które podłączamy np. do komputera pokładowego naszego samochodu.

Przykładowo, gdy adwokat zsynchronizuje w ten sposób swojego iPada by posłuchać w aucie ulubionej muzyki, to przekaże komputerowi pokładowemu nie tylko dźwięki, z których chciał skorzystać, ale również kalendarz i listę swoich klientów. Każdy, kto będzie miał później dostęp do komputera w naszym samochodzie np. pracownik serwisu samochodowego, będzie mógł z łatwością uzyskać dostęp do tych i innych zsynchronizowanych danych - przestrzega Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Przez brak rozwagi czy niewiedzę przy pomocy takiego urządzenia możemy przekazać bliżej niesprecyzowanej liczbie osób na świecie informacje o wszelkiej naszej aktywności. A raz udostępnione informacje są dziś praktycznie niemożliwe do wycofania. (Co prawda pracujemy właśnie nad pewną propozycją , o czym pisałam http://lgeringer.natemat.pl/55693,kryzys-ochrony-prywatnosci , ale z wdrożeniem tej nowości nie będzie łatwo).

Jeśli robiąc zakupy w Internecie zgodzimy się na to, żeby firma X uzyskała nasze dane i mogła podzielić się nimi z innymi współpracującymi z nią firmami, to już po kilku sekundach nasze dane mogą znajdować się w tysiącach różnych innych zbiorów, prowadzonych przez tysiące różnych administratorów.

Ale nawet gdy nie zgodzimy się świadomie na udostępnianie naszych danych to i tak dostęp do nich mają różne służby... Po aferze z amerykańskim PRISM wiemy, że i w Europie różne agencje "monitorują" smartfony wszystkich najważniejszych producentów. Mają zatem dostęp do naszych poufnych danych, takich jak lista kontaktów, SMS-ów czy informacji o lokalizacji, a także do komputerów, z którymi nasz telefon był synchronizowany.

Co prawda szpiegostwo smartfonowe nie było jak nam się wydaje dotąd zjawiskiem stosowanym na masową skalę, a “tylko” ukierunkowanym na konkretne firmy czy osoby - to jednak Wielki Brat już nasze dane gromadzi na wszelki wypadek, i to jak na razie bez żadnych przeszkód prawnych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-25 15:16
Z Brukseli parlament europejski, dane, PRISM, Komisja Prawna Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Źródła energii pochodzące z paliw kopalnych, uważane są przez polski rząd za priorytetowe dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, zatem kto występuje przeciwko energetycznemu status quo - zagraża bezpieczeństwu państwa,  dlatego też  ABW składa takim osobom i organizacjom - wizyty. O sprawie pisałam już  http://2009.salon24.pl/510375,eurokonsekwencje-odrzucenia-prawomocnego-referendum.

W dniach 29-31 maja 2013 r. razem z trzema innymi europosłami z Komisji Petycji uczestniczyłam w misji rozpoznawczej delegowanej przez Parlament Europejski w związku ze skargami polskich obywateli zawartymi w Petycji 46/2010 w sprawie planu budowy największej w Europie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na Dolnym Śląsku (w rejonie Lubina, Kunicy, Rui, Mikowic, Ścinawy i Prochowic), wbrew woli mieszkańców rejonu..

Wizytę i wnioski z niej płynące przedstawiono w raporcie omówionym 17. 09.2013 r. na posiedzeniu Komisji Petycji. Poseł sprawozdawca Victor Bostinaru, przewodniczący delegacji wyraził zadowolenie z faktu, że dzięki naszej misji ponad 100 autorów wspomnianej petycji - po raz pierwszy zostało wysłuchanych przez … polskie władze.

To ważne, gdyż jak dotąd, władze ignorowały wolę obywateli jak i wyniki referendum przeprowadzonego w 2009 r., w którym 95 % mieszkańców głosowało przeciwko planom budowy kopalni odkrywkowej na tym obszarze. I to chyba jedyny pozytyw jaki odnotowaliśmy z wizyty, gdyż wiele kwestii pozostaje nadal do wyjaśnienia przez polskie władze, w szczególności w zakresie pełnego wdrożenia wytycznych UE w dziedzinie ochrony środowiska, a także zapewnienia przejrzystości i dialogu ze społeczeństwem obywatelskim w Polsce.

Największe nasze zdziwienie budziły informacje i kopie dokumentów przedstawionych nam przez petycjonariuszy związane z działalnością polskich służb bezpieczeństwa, które próbowały "hamować" w różny sposób aktywność protestujących...

Dodatkowo zaniepokoiła nas przygotowywana przez polski rząd ustawa, która ma zabraniać organizacjom pozarządowym i wszelkim grupom doraźnym, istniejącym przez okres krótszy niż jeden rok, możliwości uczestnictwa w konsultacjach publicznych...?

Pytań jest wiele, to nie koniec sprawy. Teraz do wniosków końcowych dokumentu przez nas opracowanego inni posłowie będą mogli składać poprawki.

Na pewno złoży je Poseł Jarosław Wałęsa, który ostro skrytykował raport, twierdząc, że polskie władze w rzeczywistości zareagowały na przesłane pytania, czego nie ma w raporcie końcowym. Wyraził również niezadowolenie z faktu, że wizyta delegacji zbiegła się ze świętem Bożego Ciała, co uniemożliwiło mu osobiście wzięcie udziału w misji Komisji Petycji.

Uważam, że delegacja osiągnęła swój cel, umożliwiając petycjonariuszom spotkanie z władzami, w trakcie którego ich uwagi zostały w sposób oficjalny wysłuchane i odnotowane. Na reakcję czekamy. Sprawa była lekceważona przez zbyt długi czas.

Chciałam również zwrócić uwagę mojemu koledze, posłowi Wałęsie, że dla nas Boże Ciało też było świętem, niemniej jednak, ponieważ nie można było znaleźć żadnej innej daty odpowiadającej członkom delegacji, czwórka z nas zamiast świętowania wybrała pracę na rzecz 338.000 obywateli zamieszkujących ten rejon Dolnego Śląska.

Z pozdrowienia z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-19 21:05
Z Brukseli unia europejska, energetyka, Bruksela, CO2, kopalnia odkrywkowa, komisja petycji Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Chmura obliczeniowa.

Do niedawna chmury przynosiły deszcze, dzisiaj... noszą dane. Powstanie chmur obliczeniowych wyprzedziło jakąkolwiek związaną z nimi regulację. Teraz w Parlamencie Europejskim nadrabiamy legislacyjne luki. W przyszłym tygodniu Komisja Prawna będzie głosować nad przygotowaną przeze mnie opinią w sprawie wykorzystania potencjału chmury obliczeniowej w Europie (2013/2063(INI)).

Według prognoz International Data Corporation (IDC) dotyczących usług chmury obliczeniowej na poziomie światowym i regionalnym na lata 2011-2015 - wielkość globalnego rynku tego typu usług ma gwałtownie wzrosnąć z 21,5 mld USD w 2010 r. do 73 mld USD w roku 2015. Szacuje się, że do końca 2014 r. powstanie w związku z tym 11,3 mln miejsc pracy na całym świecie .

Dzięki chmurze możemy mieć cały czas i w każdym miejscu, z różnych urządzeń dostęp do swoich danych, które w niej „drzemią”. Wygoda to ogromna, ale po aferze z PRISM zaczęliśmy mieć sporo wątpliwości, co do bezpieczeństwa przechowywanych tamże zasobów.

Według badań Cloud Security Alliance (globalnej organizacji non-profit), wiele firm pracujących w powiązaniu z chmurą, po doniesieniach o inwigilowaniu Internetu przez amerykański wywiad, rozważało rozwiązanie umów z dostawcami chmury obliczeniowej zza Atlantyku. 85 % światowego rynku cloud computingu jest w rękach amerykańskich gigantów: Goggle, Amazon i Microsoft. Straty jakie mogą oni w związku z tym ponieść są szacowane na 26 mld USD w 2016 roku.

Może zatem należałoby stworzyć europejską chmurę? Neelie Kroes, komisarz UE ds. agendy cyfrowej wierzy, że to możliwe, jeśli pokona się bariery prawne w poszczególnych państwach członkowskich. Komisja Europejska twierdzi, że dzięki rozbudowie chmury w UE powstałoby 2,5 mln miejsc pracy, a PKB w pięciu największych gospodarkach europejskich wzrosłoby o 1– 2%, co dałoby przyrost na poziomie 160 mld EUR.

Chmura obliczeniowa ewidentnie może przynosić korzyści przedsiębiorstwom, obywatelom i sektorowi publicznemu, jednak jako nowy sposób przechowywania danych stwarza też realne zagrożenia...

Jak wynika z niedawnych konsultacji publicznych Komisji Europejskiej dotyczących chmury obliczeniowej, zasady jej działania były niejasne dla 90 % respondentów. 48% osób na kierowniczych stanowiskach zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym zdaje sobie sprawę, że chmura obliczeniowa przyspiesza i ułatwia ich pracę, jednak ponad połowa z nich nie zastosowała żadnych środków minimalizujących ryzyko np. kradzieży tożsamości.

Głównym problemem zarówno dla dostawców usług jak i użytkowników w UE jest brak harmonizacji prawa (w tym autorskiego, ochrony danych osobowych, ochrony konsumentów, handlowego) co jest niezbędne dla działania jednolitego wirtualnego rynku w Europie. Panuje ogólna dezorientacja w transgranicznym korzystaniu z usług chmury obliczeniowej, w szczególności w kwestiach związanych z odpowiedzialnością i jurysdykcją.

Konsumenci pragnący korzystać z chmury obliczeniowej stykają się często z nienegocjowalnymi, niejasnymi umowami, w większości przypadków polegającymi tylko na odznaczeniu czynności do wykonania, bez określenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych.

Użytkownicy chmury powinni także być w stanie ocenić ofertę usług chmury obliczeniowej, w oparciu o zestandaryzowane procedury dotyczące bezpieczeństwa zasobów i gwarancji zapewnianych w ramach usługi. Pomógłby w tym przykładowo wprowadzony na poziomie europejskim dobrowolny system certyfikacji pozwalający użytkownikom porównać w prosty sposób poziom zabezpieczenia usług chmury obliczeniowej, z uwzględnieniem różnic napotykanych w tym zakresie na trzech różnych poziomach usługi:-  infrastruktury jako usługi (Infrastructure as a Service - IaaS), -  platformy jako usługi (Platform as a Service - PaaS) - oraz oprogramowania jako usługi (Software as a Service - SaaS). Pierwszym przypadku oceniane jest bezpieczeństwo urządzeń, linii zasilających, danych, itp. W drugim -odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa w dużej mierze na kliencie, który powinien odpowiednio chronić swoje dane. W trzecim - odpowiedzialność spoczywa na dostawcy.

Najpoważniejsze zagrożenie w chmurze obliczeniowej jak się okazuje stanowią tzw. insiders'i - czyli osoby, które pracują w firmach świadczących usługi w zakresie chmury obliczeniowej, posiadające dostęp do danych konsumentów, kolejnym są uszkodzenia mechanizmów izolujących dane, co może spowodować ich niekontrolowany wyciek.

Obecnie odpowiedzialność dostawców za usługi w chmurze w praktyce jest żadna, działają w próżni prawnej. Niezbędne jest zapewnienie użytkownikom odpowiednich środków odwoławczych w odniesieniu do dostawców usługi chmury obliczeniowej, co teraz także jest niemożliwe.

Póki co należy przyspieszyć wdrażanie alternatywnych np. "internetowych" sposobów rozwiązywania sporów oraz form zbiorowego dochodzenia roszczeń w celu ułatwienia rozwiązywania konfliktów, z jakimi borykają się użytkownicy w tym obszarze. Może obejdzie się bez zbytniego obciążania niewydolnych prawie w każdym państwie członkowskim UE - sądów krajowych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

Więcej: https://mac.gov.pl/dzialania/komisja-europejska-oglasza-strategie-w-sprawie-chmury-obliczeniowej/http://www.euractiv.pl/innowacyjnosc-i-kreatywnosc/artykul/konsekwencje-prism-dla-chmury-obliczeniowej-w-unii-004955

2013-09-13 08:15
Z Brukseli komisja europejska, dane, ochrona danych, chmura obliczeniowa Komentarze (1)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |