Najnowsze komentarze
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 
2015-02-28 13:03
hjdud do wpisu:
Śródziemnomorska droga śmierci
Dlaczego UE nie podniesie po prostu budżetu Tryton zdecydowanie? Program w zeszłym roku[...]
 
2015-02-26 21:48
Mistrz Polikarp do wpisu:
Polacy na podium … najgorszych kierowców w Europie
Pasy powinny być indywidualnym wyborem kierowcy. Co do alkoholu, to a Anglii np jest limit 0,8[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Dziesiąta rocznica wstąpienia Polski do Unii skłania do podsumowań i uzmysłowienia sobie, co się zmieniło przez ten czas. Z jednej strony mamy kilometry autostrad, mosty, stadiony, oczyszczalnie ścieków, chodniki sfinansowane z funduszy europejskich, a z drugiej – nowy wizerunek Polski i Polaków w Europie. Współdecydujemy o przyszłości Unii, jesteśmy w grupie 6 największych i najbardziej wpływowych państw Wspólnoty. Staliśmy się poważnym graczem, z którego głosem należy się liczyć.

 

Powspominajmy przez chwilę...

 

Gdy 54-osobowa delegacja polskich europosłów w 2004 r. po raz pierwszy przekraczała progi Parlamentu Europejskiego nasi starsi stażem koledzy i koleżanki nie spodziewali się, że tak szybko staniemy się widoczni i wpływowi.

 

Pamiętam jak w pierwszych dniach naszego posłowania wybieraliśmy Przewodniczącego Parlamentu. Wśród najpoważniejszych kandydatów pojawił się powszechnie znany Europejczyk, polski poseł – Bronisław Geremek, nominowany na kandydata przez trzecią, co do wielkości parlamentarną frakcję polityczną Liberałów i Demokratów. Wsparcie dla jego kandydatury wykroczyło daleko poza krąg tej grupy politycznej, ale nie wystarczyło by Polak wtedy wygrał wybory. Gdy Bronisław Geremek zginał tragicznie w wypadku drogowym 13 lipca w 2008 r., europarlamentarzyści postanowili uczcić́ jego pamięć́, nazywając jego imieniem wewnętrzny dziedziniec Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

 

Wróćmy jednak do 2004 r. Przewodniczącym PE został wtedy Hiszpan Josep Borrell, na Wiceprzewodniczących wybrano dwóch Polaków: Jacka Saryusza- Wolskiego i Janusza Onyszkiewicza. W Prezydium zasiadła też – jako Kwestor – Genowefa Grabowska. Po ich 2,5-letniej kadencji, w następnych funkcyjnych wyborach w Prezydium pojawili się  Wiceprzewodniczący: Adam Bielan i Marek Siwiec.

 

Europosłowie na tyle przyzwyczaili się do polskiej obecności „na szczycie”, że nikogo nie zdziwiło, gdy spośród kandydatów na Przewodniczącego PE w 2009 r. największe poparcie uzyskał Jerzy Buzek, z którym miałam przyjemność́ zasiadać́ wtedy w Prezydium jako Kwestor. Byliśmy jedynymi Polakami w tym gremium.

 

Po kolejnych wewnętrznych wyborach w 2012 r. dalej pełniłam funkcję Kwestora, a wraz ze mną w Prezydium zasiedli – Wiceprzewodniczący PE Jacek Protasiewicz i Bogusław Liberadzki jako Kwestor (w skład Prezydium PE poza Przewodniczącym, wchodzi 14 Wiceprzewodniczących i pięciu Kwestorów).

 

Od momentu akcesji Polacy odpowiadali także za bardzo ważne kwestie w Komisji Europejskiej. Od 2004 r. rozwój regionalny leżał w gestii Komisarz Danuty Hübner, a od 2009 r. nad budżetem unijnym czuwa Komisarz Janusz Lewandowski.

 

W 2006 r. w unijnej administracji, jako jeden z pierwszych, wysokie stanowisko objął Piotr Nowina-Konopka, zostając dyrektorem ds. kontaktów z parlamentami krajowymi w PE, a następnie od 2010 r. dyrektorem ds. kontaktów z Kongresem Stanów Zjednoczonych.

 

Jan Truszczyński w 2006 r. stał się wicedyrektorem w Dyrekcji Generalnej ds. Rozszerzenia UE w Komisji Europejskiej, a Marek Grela objął w 2006 r. funkcję dyrektora do spraw stosunków transatlantyckich, Ameryki Łacińskiej w Sekretariacie Generalnym Rady Unii Europejskiej w Brukseli.

 

W powołanej Traktatem Lizbońskim Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych (unijnej dyplomacji), której szefuje Wiceprzewodnicząca KE Catherine Ashton zatrudnienie znaleźli: Maciej Popowski jako zastępca Sekretarza Generalnego ds. stosunków międzyinstytucjonalnych, Jan Tombiński jako szef Delegatury UE na Ukrainie i Tomasz Kozłowski na podobnym stanowisku w Korei Południowej.

 

Niezwykle istotny dla naszej pozycji był też moment objęcia przez Polskę po raz pierwszy Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w drugiej połowie 2011 r.

 

Pamiętam uroczyste przemówienie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w PE 13 września 2011 r. Obradom przewodniczył Jerzy Buzek (nota bene były szef niegdysiejszego Ministra Komorowskiego w latach 1997-2001), pierwsze miejsce wśród komisarzy zajmował Janusz Lewandowski, a miejsca w Radzie UE polscy ministrowie. Prezydent rozpoczął swoje wystąpienie od krótkiej lekcji historii integracji europejskiej i... polskiej Konstytucji dla Europy z 1831 roku! Tak bowiem nazwał stworzony przez siebie (po jednej z bitew powstania listopadowego) traktat „o wiecznym pokoju” polski myśliciel – Wojciech Jastrzębowski. Przemówienie nagrodzono owacją na stojąco. Nastrój był podniosły a moment historyczny, mimo że kilku polskich posłów wybranych z list PiS ostentacyjnie na początku wyszło, a ci którzy pozostali nie bili braw i nie wstali.

 

Będąc debiutantem w Prezydencji, spisaliśmy się dobrze, szczególnie na tle wcześniejszych „nowych” sterników: Czechów i Węgrów, którzy w powszechnej opinii pozaliczali spektakularne wpadki.

 

Jako Polkę niezwykle cieszą mnie nasze narodowe akcenty w Unii Europejskiej. Parlament Europejski od dawna ma w zwyczaju honorowanie wybitnych postaci, które przyczyniły się do europejskiej integracji poprzez nadawanie ich imion miejscom ważnym dla naszej Instytucji. „Swoje” budynki w Strasburgu i Brukseli posiadają m.in.: Winston Churchill, Altiero Spinelli, Willy Brandt czy József Antall (pierwszy Premier demokratycznych Węgier). Strasburski dziedziniec parlamentarny, jak wspominałam nosi nazwę Agora Bronislaw Geremek.

 

Gdy pojawiła się inicjatywa nadania świeżo oddanej do użytku promenadzie przebiegającej przez kompleks budynków Parlamentu Europejskiego w Brukseli nazwy „Esplanade de la Solidarité / Esplanade van de Solidariteit” – nie wszyscy członkowie Prezydium byli do tej idei przekonani. Pomysł, by uhonorować wkład polskiego ruchu w demokratyczne przemiany w Europie, a nie konkretną osobę, jak to miało do tej pory miejsce, pojawił się po raz pierwszy. Rok trwały uzgodnienia pomiędzy członkami Prezydium i belgijskimi władzami, do których formalnie należy promenada. W końcu 1 września 2011 r. promenadę uroczyście otwarto i nadano jej nazwę na część polskiej „Solidarności”.

Na tym jednak nie kończą się polskie akcenty w Parlamencie Europejskim. W Strasburgu przed naszymi budynkami powiewają flagi wszystkich państw członkowskich na masztach, wyprodukowanych w Stoczni Gdańskiej, o czym informują specjalne podpisy. Ponadto, na Agora Geremek znajduje się szklana rzeźba „Zjednoczona Ziemia” autorstwa Beaty i Tomasza Urbanowiczów ofiarowana Parlamentowi Europejskiemu 11 maja 2005 r. przez miasto Wrocław. Wszystkie grupy wizytujące Parlament Europejski fotografują się na jej tle.

Przechodząc obok polskich akcentów uśmiecham się do siebie myśląc, że jeszcze tak niedawno ani ich ani nas tu nie było...

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

 

Lidia Geringer do Oedenberg

 

PS. Więcej w mojej książce "Kulisy Europarlamentu" do pobrania nieodpłatnie na www.lgeringer.pl

 

2014-05-16 14:23
Z Brukseli unia europejska, polska w unii europejskiej, 10 lat w unii europejskiej Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Począwszy od momentu mojego wyboru do Parlamentu Europejskiego, czyli od 2004 r., większość moich działań podporządkowuję prostej zasadzie: ułatwiania codziennego życia obywatelom Wspólnoty.

W Komisji Prawnej przez dwie kadencje zajmowałam się harmonizowaniem i upraszczaniem prawa wspólnotowego. W Komisji Petycji - zapewnianiem równych szans wszystkim mieszkańcom Wspólnoty i dbaniem, by informacje o wszelakich możliwościach, jakie stwarza nam Unia docierały do zainteresowanych. W Komisji Budżetowej uczestniczyłam m.in w pracach nad korzystnym dla Polski budżetem na lata 2014-2020, dzięki czemu do naszego kraju trafi około 106 mld euro.

Jako kwestor i członek Prezydium poza moimi zwyczajowymi obowiązkami (m.in. nadzorem nad serwisem audiowizualnym, grupami odwiedzającymi nasze siedziby, biurami zewnętrznymi Parlamentu), doprowadziłam m.in do utworzenia prestiżowego Regionalnego Biura Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej we Wrocławiu, którego działalność przyczynia się do skutecznej, szeroko rozumianej promocji Polski, a także czynnego informowania obywateli o programach i szansach rozwoju z pomocą unijnych funduszy.

Po dekadzie pracy w Europarlamencie mam wyrobioną pozycję zarówno wśród posłów jak i unijnych funkcjonariuszy. Ubiegam się o trzeci mandat, by wykorzystać ten kapitał. Wiem jak pracować, aby uzyskiwać dobre efekty.

A jest sporo rozpoczętych projektów. Chciałabym m.in dokończyć prace nad harmonizacją i reformą prawa autorskiego, tak by dostęp online do wspólnego dziedzictwa był powszechny, za symboliczną opłatą lub najlepiej nieodpłatny, a autorzy otrzymywali godne wynagrodzenia. Wbrew pozorom to jest możliwe, trwają już całkiem zaawansowane prace nad takim rozwiązaniem.

Dostęp do kultury jest prawem każdego człowieka. Nigdy nie był tak łatwy i szeroki jak dzisiaj, w dobie Internetu. Tej wolności trzeba jednak bronić przed zakusami wielkich korporacji. Tak było w przypadku ACTA, gdy miliony Europejczyków na ulicach domagało się swoich praw. Ten protest pomógł europosłom lewicy (także tej „zielonej”) odesłać ACTA ... do historii. Chcę dalej stać na straży wolnego dostępu do kultury. W Internecie i w rzeczywistości. Bo tym, co naprawdę łączy wszystkich Europejczyków jest właśnie nasza wspólna kultura.

Ponadto, prawo do kultury, podobnie jak np. do edukacji - powinno być prawem podstawowym obywateli Wspólnoty, zagwarantowanym odpowiednim dokumentem. Dzięki Państwa poparciu może udać mi się doprowadzić ten projekt do finału.

Cieszę się, że moja praca jest dostrzegana przez obywateli, czego wyrazem było i to, że w eurowyborach w 2009 r. zaufało mi dwukrotnie więcej głosujących niż pięć lat wcześniej. Teraz startuję ponownie i mam nadzieję, że i tym razem wyborcy mi zaufają.

Zapraszam na wybory 25 maja!

2014-05-15 14:20
Z Brukseli Lidia Geringer de Oedenberg, wybory do Parlamentu Europejskiego 25 maja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

8 000 458 Belgów zostało listownie wezwanych do głosowania 25 maja br. w wyborach europejskich, federalnych i regionalnych. Wybory w Belgii są obowiązkowe, za ich zlekceważenie płaci się kary od 25 do 125 euro (gdy delikwent konsekwentnie odpuszcza sobie obowiązek wyborczy). Jeżeli wyborca nie pojawi się 4 razy w ciągu 15 lat - zostaje usunięty z listy uprawnionych do głosowania na dekadę. Ponadto, w tym czasie nie będzie miał prawa do awansu, jeśli jest pracownikiem instytucji publicznej. Ponad 90% Belgów chodzi na wybory.

 

Prowadzić kampanię w Belgii nie jest łatwo. Tamtejsze prawo zabrania płatnych reklam wyborczych w radiu, telewizji i na billboardach. Materiały wyborcze nie mogą znajdować się też na żadnych komercyjnych miejscach reklamowych. Plakaty można wywieszać jedynie na specjalnie instalowanych w czasie kampanii tablicach, o ile zgodzą się na to radni...

 

By uniknąć nielegalnego plakatowania np. nocą, afisze można wywieszać tylko w ściśle określonych godzinach. Na prowizorycznych tablicach plakaty są chronione siatkami, co zabezpiecza je przed zdzieraniem przez konkurentów (ale już nie przed pryskaniem sprayem).

Kampania wyborcza w Belgii

 

Prawdziwa kampania odbywa się na cyklicznych spotkaniach wyborczych, podczas debat telewizyjnych i w Internecie, w szczególności na stronach internetowych partii politycznych czy blogach.

 

Partie polityczne oraz kandydaci nie mogą przekazywać żadnych dotacji pieniężnych podczas oficjalnego 3 miesięcznego okresu kampanii.

 

Partie finansowane są głównie z budżetu państwa, w oparciu o wyniki uzyskane w poprzednich wyborach. Dodatkowe finansowanie partii politycznych jest możliwe na poziomie regionów, o ile parlamenty regionalne tak zadecydują, zabrania się jednak korporacyjnych darowizn i ściśle ogranicza darowizny od osób fizycznych. Budżety partii zasilają, poza dotacją, tylko składki członkowskie. Istnieją również limity wydatków na kampanie wyborcze, zarówno partii politycznych jak i kandydatów indywidualnych: 1mln euro dla każdej partii, zaś pułapy dla kandydatów indywidualnych związane są z ich pozycją na liście, lub populacją okręgu wyborczego (w zależności od rodzaju wyborów). Darowizny od osób fizycznych mogą wynosić max. 500 euro rocznie na rzecz jednej określonej partii i ogółem 2.000 euro - na rzecz różnych partii politycznych w skali roku. Partie polityczne i kandydaci muszą składać oświadczenia o wszystkich wydatkach poniesionych na cele kampanii wyborczej w trakcie oficjalnego okresu trwania kampanii, który rozpoczyna się na trzy miesiące przed dniem wyborów.

 

Belgia jest trochę jak Europa w miniaturze, z majętną północą - Flandrią i biedniejszym, zadłużonym południem – Walonią. Niezły orzech będzie miał do zgryzienia po wyborach nowy, niedoświadczony w negocjacjach flamandzko-walońskich Król Belgów - Filip, który objął tron w zeszłym roku i nigdy jeszcze nie „mediował” rządu.

 

A nie jest to łatwe. Po wyborach federalnych w 2007 r. tworzenie gabinetu trwało 194 dni, ale rekord świata pobito w 2010 r., gdy rząd sześciu koalicjantów formował się 541 dni!

 

25 maja br. Belgowie będą głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego, do sześciu parlamentów krajowych i regionalnych oraz w wyborach pośrednich do federalnego senatu.

 

Kumulowane wybory to nowy dla nich pomysł, ale począwszy od tego roku wielopoziomowe wybory będą w tym kraju już regularnie organizowane co pięć lat (z wyjątkiem tych na szczeblu lokalnym). To celowa próba zapobieżenia polityce krótkoterminowej i niestabilności politycznej, które regularnie towarzyszą elekcjom w tym kraju.

 

A stawka wyborów jest wysoka. Zwycięzca bierze wszystko, a partie, które nie odniosą sukcesu, będą musiały czekać na kolejną szansę aż pięć lat, czyli do 2019 r.

 

Co ciekawe, w Belgii nie ma głosowania na szczeblu ogólnokrajowym. Flamandowie mogą głosować tylko na flamandzkich polityków, a Waloni na swoich francuskojęzycznych.

 

W dniu 25 maja, Belgowie wybiorą 21 posłów do PE. 12 z części flamandzkiej, 8 z francuskiej i 1 z niemieckiej.

 

Z pozdrowieniami

 

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-05-12 19:48
Z Brukseli wybory, belgia Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Zaplanowany pod koniec listopada 2013 r. w Wilnie - trzeci szczyt Partnerstwa Wschodniego miał być okazałym finałem pierwszej litewskiej prezydencji w Radzie UE. Sukcesu jednak nie było. Ukraina i Armenia w ostatniej chwili zdecydowały o niepodpisywaniu umów stowarzyszeniowych.

Oficjalnym powodem miała być zbyt „słaba” dla Ukrainy oferta finansowa UE – szacowaną na 13 mld euro. Jak porównuję tę propozycję dla kandydata na kandydata z tym, co otrzymała Polska jako kraj członkowski w latach 2004-2006 – niecałe 12 mld, to mam wrażenie, że nie bardzo zrozumiano co naprawdę może w praktyce zaoferować Unia. Wspólnotowy budżet nie jest z gumy i bez konkretnej decyzji o zwiększeniu składki członkowskiej - nie ma co wyobrażać sobie, że pojawi się w nim nagle więcej środków. Co więcej, budżet na 2014-2020 został już podzielony, a o jakichkolwiek w nim - "luzach" finansowych nikt nie słyszał.

Konsekwencje "zawieszenia" euro-ukraińskich rozmów obserwowaliśmy najpierw na Majdanie, potem na Krymie, w Odessie i innych miastach naszego wschodniego sąsiada.

Unia Europejska oskarżana - co zabawne przez eurosceptyków - o opieszałość, z racji ograniczeń traktatowych po prostu nie może szybko reagować, gdyż nie jest państwem, a tylko zrzeszeniem 28 suwerennych podmiotów, które wspólnie decydują o każdym ruchu Wspólnoty. A to wymaga czasu, bowiem 28 ministrów odpowiedzialnych za konkretną dziedzinę musi uzgodnić swoje stanowisko zanim Unia podejmie jakąkolwiek decyzję. Nawet w tak trudnych "instytucjonalnie" warunkach udało się wiele osiągnąć.

- 21. marca 2014 r. podpisano z Ukrainą dokument "przedstowarzyszeniowy", wyrażający polityczną wolę przyszłego zbliżenia Kijowa z Unią, który stał się podstawą do konkretnej pomocy finansowej ze strony Wspólnoty.
- W geście solidarności UE postanowiła udzielić Ukrainie bezzwrotnej pomocy w wys. 1 610 mln EUR, a także jednostronnie otworzyć swój rynek dla ich towarów, co daje Ukrainie ok. 500 mln euro oszczędności na cłach (Autonomiczne Preferencje Handlowe otrzymało 95% produktów przemysłowych i 83% produktów rolnych i żywnościowych).
- Część gospodarczą umowy, w tym o pogłębionej strefie wolnego handlu (DCFTA) planuje się podpisać do 1 listopada 2014 r.
- Zaproponowano Ukrainie także 8 mld EUR w pakiecie pomocowym, jako wsparcie EBI i EBOR. - Wspólnie z MFW - Unia planuje uruchomienie kredytów w wysokości 17 mld dolarów.

W odpowiedzi na ostatnie rosyjskie "działania" Unia ponadto postanowiła:
- rozszerzyć listę Rosjan objętych zakazem wjazdu na jej terytorium, dodając 12 kolejnych nazwisk odpowiedzialnych za naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy,
- odwołać zaplanowany na czerwiec 2014 r. szczyt UE-Rosja
- poprzeć zawieszenie negocjacji z Rosją w sprawie przystąpienia do OECD i Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Zaktywizowano także działania wobec Mołdawii i Gruzji przyspieszając podpisanie z nimi umów stowarzyszeniowych z planowanego sierpnia najpóźniej do końca czerwca br. Podjęto także (7 marca br.) decyzję o zniesieniu wiz dla Mołdawian.

Mimo już podjętych działań obserwujemy jednak widoczną niechęć niektórych państw członkowskich wobec zacieśniania integracji z ogarniętą kryzysem politycznym Ukrainą oraz obaw o reakcje Rosji. Zdaniem wielu najpierw konieczne jest porozumienie z Rosją, która akceptując ukraińską drogę do Unii, nie utrudni własnej wymiany handlowej z tym krajem.

Unia porównywana stale z USA działałaby na pewno szybciej i sprawniej gdyby była Stanami Zjednoczonymi Europy. Jeden prezydent podejmowałby decyzje szybko, teraz mamy 28 szefów o bardzo różnych poglądach na konkretny temat, w tym przypadku Ukrainę. W tych warunkach osiągnięto już naprawdę wiele.

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-05-09 08:52
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, rosja, ukraina Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Wyobraźmy sobie, że 1 maja przestaje być dniem wolnym od pracy. Ziszcza się marzenie jego oponentów i... Święto Pracy świętujemy pracując. Nici z długiego weekendu. Odwołujemy majówki, spotkania, wyjazdy rodzinne.

 

Właściciele pensjonatów, hoteli restauracji i inni świąteczni usługodawcy – powinni protestować, może nawet wyjść na ulice w pochodzie...

 

To tylko żart. 1 maja od 10 lat ma dodatkowe umocowanie do świętowania. A doprawdy mamy co świętować. Po latach starań i przygotowań zostaliśmy członkiem Unii Europejskiej. Dołączyliśmy na równych prawach do świata wzbudzającego wcześniej tylko naszą zazdrość...

 

Członkostwo Polski w UE – jak widzimy po dziesięciu latach - przyniosło wiele korzyści nam wszystkim. Samorządy, przedsiębiorcy i rolnicy korzystają z funduszy unijnych, polskie firmy z powodzeniem radzą sobie na wspólnym europejskim rynku, swobodnie podróżujemy po całym terytorium Unii, możemy za granicą studiować i mieszkać gdzie chcemy, legalnie podejmować pracę.

 

1 maja to też dobry moment by skorzystać z możliwości odwiedzenia przyjaciół w Pradze, Londynie czy Paryżu - za kilkadziesiąt złotych, tanią linią. 10 lat temu nie byłoby to takie proste.

 

Wróćmy jednak na moment do pierwszomajowych źródeł.

Od kiedy nikt nam nie każe chodzić w udających radość pochodach, możemy spojrzeć na tę datę z dystansem. Święto 1 maja upamiętnia krawawo stłumiony protest robotników z Chicago z 1886 r. , którzy walczyli o 8-godzinny dzień pracy. Dla nas to dziś to standard. Uważam, że warto oddać hołd tym, którzy zapłacili życiem za TEN standard.

 

Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy będę świętować w Nowej Rudzie. Na pochodzie.

 

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2014-04-30 21:55
Z Brukseli święto pracy, 1maja Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Będąc często „finansowo” prześwietlaną przez media dowiaduję się z różnych rankingów także co zgromadzili inni europosłowie. Sądziłam, że po 5 latach od wejścia nowego systemu płac w Europarlamencie, przynajmniej w teorii majątki deputowanych powinny przyrosnąć przez ten czas mniej więcej podobnie, tymczasem wcale tak nie jest. 

 

Europosłowie od 2009 r. - poza nielicznymi wyjątkami (nacjami, które nie zgodziły się na ... redukcję pensji) zarabiają tyle samo. Wcześniej regułą były wypłaty z rodzimych Parlamentów na poziomie pensji posłów krajowych. Po rozszerzeniu z 2004 r. okazało się jednak, że jedni europosłowie zarabiają kilkaset euro miesięcznie, a inni 13 tys., wszyscy za to pracują w tych samych „warunkach kosztowych” w Belgii czy Francji. Stworzono zatem nowy system wynagrodzeń wypłacanych tym razem przez Parlament Europejski, z pensją na poziomie 6200 euro netto. Ci, którzy najwięcej „tracili” na tym wyrównaniu mogli przez okres przejściowy pozostać przy starym wynagrodzeniu, które dalej wypłaca im ich Parlament narodowy. 

 

Wysokość nowej pensji wyliczono jako proporcjonalną do kosztów utrzymania w Belgii czy Francji, ilości pracy i odpowiedzialności, jaka spoczywa na europosłach. Na polskie warunki to bardzo wysoka pensja, na belgijskie zaledwie średnia. Większość eurourzędników zarabia znacznie więcej.

Majątki europosłów robią największe wrażenie tam, gdzie wcześniej pensje z krajowych Parlamentów były najniższe. W starych krajach członkowskich nikogo to nie obchodzi.

Media omawiające nasze zarobki i dobytek korzystają z jak najbardziej wiarygodnych danych, z jawnych, dostępnych dla obywateli złożonych przez nas oświadczeń majątkowych.

Wśród analizowanych poza ciągle tą samą „czołówką” są także i "skromni" - bez wyróżniających się majątków, okupujący miejsca na końcu listy prześwietlanych europosłów. Znając dość dobrze sprawę od środka - zastanawiam się co robią ze swymi zarobkami, skoro nie inwestują i nie oszczędzają...

Po opłaceniu kosztów utrzymania, bez zakupów o wartości powyżej 10 tys. zł (bo te należy wykazać) - co robią ze swoimi przychodami? Kasyno? Darowizny? Amnezja?

Do polityki przyszłam po latach pracy na różnych menadżerskich i dyrektorskich stanowiskach, mam swój wcześniejszy dorobek zawodowy i materialny.


Traktuję moją pracę poważnie. W Parlamencie – mam 100% frekwencję, pracuję w trzech komisjach, przygotowuję sprawozdania legislacyjne i opinie, w weekendy w Polsce regularnie spotykam się z mieszkańcami z regionu Dolnego Śląska i Opolszczyzny, biorę udział w debatach i konferencjach.

Zwykle pracuję do północy, rozpoczynając dzień o 6.00 rano. To ekwiwalent dwóch pełnych etatów, po 16 godzin na dobę, także w weekendy.

 

O mojej pracy, funkcjonowaniu PE i jego kulisach - piszę regularnie na blogu. Teraz postanowiłam zebrać najciekawsze felietony i wydać je w formie e-booka, który na dniach nieodpłatnie będzie można pobrać z mojej strony www.lgeringer.pl

 

Zapraszam do lektury mojej publikacji „Kulisy Europerlamentu”, w której będzie znacznie więcej o pieniądzach....

 


Lidia Geringer de Oedenberg 

2014-04-24 14:18
Z Brukseli Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Krezus i Kryzys. Różnią się tylko dwiema literkami, które temu pierwszemu „połamały się” przy spektakularnym upadku…

Zapraszam na „Euronockę dla dorosłych”, w której wyjaśniam jak do tego doszło.

http://youtu.be/uuv3DE0U1vE

Bajka o „Krezusie i pękniętym balonie” z mojego wyborczego spotu w 2009 r. dzisiaj jest tak samo aktualna jak przed pięciu laty, z tą różnicą jednak, że kryzys w 2014 r. wybudził jeszcze „brunatne demony” mogące przesądzić o przetrwaniu Unii. Nadchodzące wybory to nie tylko wskazanie naszych reprezentantów w Europarlamencie, to wybór przyszłości dla Europy.

Dobrze byłoby, aby o tym zdecydowała większość obywateli, a nie jak to miało miejsce w 2009 r. – tylko 23 % zmotywowanych Polaków.Dorośli, poczujcie się naprawdę dorośli do tej decyzji, by potem nie żałować, że inni zdecydowali za Was.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-17 19:43
Z Brukseli unia europejska, wybory, kryzys Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Cofnijmy się do maja 2011 r., kiedy to dwa ostatnie kraje "starej piętnastki" - Austria i Niemcy - mocno przestraszone, otwierały swoje rynki pracy dla długo wstrzymywanych pracowników z "nowych" państw członkowskich. Nasi sąsiedzi wykorzystali maksymalny 7-letni okres “ochronny” broniąc się przed spodziewanym zalewem taniej siły roboczej znad Wisły i ... do teraz tego żałują.

 

Jak podaje brytyjski National Institute of Economic and Social Research, dzięki natychmiastowemu otwarciu rynku pracy dla "nowych" - PKB Wielkiej Brytanii zyskał w latach 2004-09 ok. 5 mld funtów. PKB Niemiec w tym samym okresie mógłby być wyższy od 0,1% do 0,5%, gdyby Berlin poszedł śladem Londynu.

 

W zgodnej opinii ekspertów, wzrosłaby efektywność np. w sektorze rolnym, gdzie niemieccy pracownicy niechętnie podejmują pracę lub są mniej wydajni od ... Polaków. Rynek niemiecki w tym czasie “stracił” również naszych informatyków oraz inżynierów, którzy wcześniej na dobre zakotwiczyli się w np. Wielkiej Brytanii, czy Irlandii lub zostali w kraju, w firmach z przyzwoitym wynagrodzeniem, zniechęcającym do wyjazdu na zachód.

 

"Wątpliwości, ufundowane na strachu przed negatywnymi konsekwencjami dla niemieckiego rynku pracy, okazały się ogromnym błędem" - zdaniem Klausa Zimmermanna, kierownika Institute for the Study of Labor. No, cóż Niemiec także może być mądry po szkodzie...

 

Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja otworzyły się dla pracowników z nowej części Unii już w 2004 r., po nich - w następnych latach kolejne państwa sukcesywnie znosiły blokady swoich rynków pracy. Jaki to dało rezultat?

 

Po siedmiu latach od największego rozszerzenia w 2004 r. - miejsce zamieszkania w UE zmieniło w sumie ok. 2,3 mln obywateli z nowych państw członkowskich. Dużo? Nie specjalnie w porównaniu z 19 mln mieszkańców spoza Wspólnoty, przybyłych do UE w tym samym czasie.

 

Najwięcej wyjazdów zarobkowych odnotowano z Polski i Litwy, najmniej z Węgier i Czech.

 

Na otwarciu rynków zyskali na pewno "nowi", mając dzięki temu większy wybór miejsc pracy, mniej formalności do jej załatwienia, perspektywę wyższych płac, lepszych warunków życia i zamieszkania niż w rodzimym kraju, co więcej - wchodząc na rynek pracy w innym kraju UE - z prawem do korzystania z mieszkań komunalnych, do korzyści podatkowych, świadczeń socjalnych, opieki zdrowotnej i emerytur, bez względu na to, z którego państwa członkowskiego pochodzą.

Szacuje się, że po włączeniu Polski do UE z tej szansy skorzystało ok. 2 mln Polaków. Migracja pracowników była spowodowana nie tylko otwarciem Polski na Europę, ale również ciągle pogarszającymi się warunkami płacowymi w Polsce w porównaniu z krajami Europy Zachodniej.

Na stałe poza Polską przebywa obecnie ok. 726 tys. Polaków między 25. a 34. rokiem życia. Czy grozi nam kolejna fala emigracji w związku z otwarciem rynku pracy w Szwajcarii oraz podniesieniem płacy minimalnej w Niemczech?

 

W 2013 r. stopa bezrobocia wśród młodych w naszym kraju wyniosła 27%. Wegetowanie na garnuszku rodziców to realia dla wielu młodych Polaków, a "umowa śmieciowa" to często jedyna forma ich zatrudnienia. Nic dziwnego, że brak perspektyw powoduje, że młodzi decydują się na opuszczenie Polski.

 

Skoro nie ma pracy w kraju, dobrze, że przynajmniej jest we Wspólnocie. Mobilność jest jednym ze sposobów na walkę z bezrobociem wśród młodzieży w UE. Europejski Portal Mobilności Zawodowej EURES, w dobie szalejącego bezrobocia - oferuje ponad 1,4 miliona wolnych miejsc pracy u prawie 31 000 pracodawców! Ale praca ta czeka w miejscach, gdzie nie ma osób nią zainteresowanych. Wyjściem zatem jest “mobilność”, ale aby ją usprawnić potrzebne są odpowiednie szkolenia oraz powszechna nauka języków obcych.

 

Unia Europejska ma plany, w jaki sposób radzić sobie w skali wspólnotowego rynku z bezrobociem. Nie dostrzegam jednak projektów naszego rządu, jak zatrzymać wykształconą kadrę w kraju i zachęcić europracowników bardziej do imigrowania niż do emigrowania z Polski.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego,

Lidia Geringer de Oedenberg

 

 

2014-04-10 19:10
Z Brukseli unia europejska, praca, emigracja, młodzi Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Ponieważ nie ma wspólnej polityki antynarkotykowej w UE, legalna używka kupiona w jednym kraju, przewieziona do innego - robi z nabywcy kryminalistę. Czas to zmienić. Pilnie potrzebna jest harmonizacja prawa w tym względzie, zapewniająca europejskim obywatelom równe traktowanie bez względu na to, dokąd we Wspólnocie zawędrują.

Jak wygląda podejście do miękkich narkotyków w krajach UE?

Przykładowo w Portugalii, Holandii i Czechach - okazjonalnych jak i uzależnionych użytkowników nie traktuje się jak przestępców. Walkę z nałogiem prowadzi się poprzez edukację społeczną począwszy od najmłodszych lat. Narkomanów się leczy a nie wsadza do więzienia. Dozwolona jest określona ilość marihuany na własny użytek.

W Polsce, Słowacji oraz na Węgrzech obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w całej Europie. Młodzi ludzie przyłapani na posiadaniu nawet niewielkiej ilości marihuany trafiają do więzienia, gdzie „resocjalizacja” odbiera im możliwość jakiegokolwiek normalnego życia po wyroku. (O sprawie pisałam wielokrotnie np. http://lgeringer.natemat.pl/76191,kto-zarabia-na-marihuanie).

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (ECMNN) od 2006 r. prowadzi badania w całej UE. Ich rezultaty ewidentnie pokazują, że bardziej liberalne prawo nie powoduje nasilenia narkomanii, wręcz przeciwnie - umożliwia kontrolę rynku, jakości produktów, ograniczając dostęp do dozwolonych używek tylko do osób pełnoletnich (http://europa.eu/legislation_summaries/justice_freedom_security/combating_drugs/c11518_pl.htm).

Jak pokazuje historia i praktyka – jakakolwiek prohibicja nie rozwiązuje problemu, pogłębia jedynie czarny rynek i wzmacnia organizacje przestępcze.

Dane ECMNN mówią o 78 milionach użytkowników „trawki” na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz - czemu nie - akcyzą, mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom. W erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę. Podobnie jak zrobili już to Amerykanie, gdzie w stanach Waszyngton i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna, a w wielu innych posiadanie małych jej ilości nie jest karane. 

Marihuanę w kilkunastu stanach w USA i tyluż krajach europejskich wykorzystuje się także do celów terapeutycznych. Jej dobroczynne działanie w przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera - potwierdzają lekarze na całym świecie. 

Lek Sativex (produkowany przez brytyjski koncern farmaceutyczny) zawierający marihuanę - łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni - jest szczególnie przez lekarzy zalecany dla osób z SM. Lek ten jest w Polsce także dopuszczony do użytku (na podstawie recepty RPW), ale nie jest refundowany jak np. w Niemczech - co powoduje, że dawka miesięczna dla pacjenta w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

W moim przekonaniu - równe traktowanie wszystkich europacjentów i zapewnienie im jednakowego dostępu do substancji mogących przynosić pozytywne rezultaty w ich leczeniu - jest koniecznością.

Mam wrażenie, że spory o miękkie narkotyki mają odwracać uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Według danych udostępnionych na portalu TOK FM - w Polsce 10 tys. zgonów rocznie powoduje przedawkowanie alkoholu, a nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe.

W tabeli średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych na pierwszym miejscu jest heroina, na drugim kokaina, na trzecim nikotyna, konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. 

Problemu narkomanii nie rozwiąże się zakazami. Potrzeba mądrych działań, szczególnie, że otwartość unijnych granic pokazuje, iż nasza przestrzeń życia już nie może być regulowana tylko prawem krajowym. Ujednolicanie lub przynajmniej znaczące zbliżanie polityki narkotykowej krajów Unii jest dziś po prostu niezbędne. 

Gdy rządy jeszcze "śpią" w tym temacie, obywatele UE sami postanowili wziąć legislację w swoje ręce, wykorzystując Europejską Inicjatywę Obywatelską - nowe narzędzie tworzenia prawa ustanowione przez Traktat Lizboński (o sprawie pisałam szerzej http://lgeringer.natemat.pl/93299,najpierw-woda-potem-marihuana). 

Chcesz zmienić prawo wspólnotowe? Weź się za zbieranie podpisów. 

https://ec.europa.eu/citizens-initiative/REQ-ECI-2013-000023/public/index.do?lang=pl

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego, 

Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-02 14:35
Z Brukseli parlament europejski, marihuana, prawo Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Co łączy prezydenta Francji, Węgier, Estonii i Słowenii? Premiera Belgii, Łotwy, Grecji i premier Danii? Wszyscy byli europosłami, co obala mit o Parlamencie Europejskim - jako miejscu politycznych emerytów. Wbrew temu, co się często słyszy - dla wielu eurodeputowanych nasza Izba jest poczekalnią do krajowej władzy, a nie domem spokojnej starości.

Ponad połowę składu Parlamentu Europejskiego stanowią posłowie wybrani po raz kolejny. Niektórzy nawet po raz 5 czy 6! Rekordziści zasiadają w Parlamencie od 30 lat! Przykładem może być choćby Hans-Gert Poettering, były przewodniczący PE (2009-2012), który został wybrany w pierwszych bezpośrednich wyborach do PE w 1979 r. 

Jaki był wtedy Parlament Europejski?
Jak wspominają najstarsi stażem – Parlamentowi, jako ciału doradczemu brakowało w tych czasach nie tylko władzy, ale i np. biur dla posłów. Z czasem udostępniono namiastkę miejsc pracy - wspólny pokój dla sześciu posłów, potem w jednym biurze pracowało trzech deputowanych i dopiero, gdy zbudowano budynki w Strasburgu - każdy poseł otrzymał osobną przestrzeń do własnej dyspozycji. 

Głosowania imienne niegdyś zabierały mnóstwo czasu. Nie było elektronicznych maszynek, więc oddanie i policzenie głosów “na piechotę” mogło trwać nawet do półtorej godziny. Gdy trzeba było przeprowadzić np. 5 głosowań - zajmowało to prawie cały dzień. 

W czasach, gdy Parlament mógł tylko wyrażać swoje opinie, które niekoniecznie musiały być brane przez Radę (szefów państw członkowskich) pod uwagę, ale które wg procedury musiały powstać – Parlament stosował względem Rady specjalne instrumenty nacisku - posłowie zwlekali z opracowywaniem wymaganych opinii - przez co Rada nie mogła przyjąć dokumentu legislacyjnego i była zmuszona zacząć z Parlamentem negocjować, a przy okazji gdzieś ustąpić. 

Metoda działała i z czasem zaczęto także uwzględniać zdanie Parlamentu, a w Traktacie z Maastricht zaproponowano nawet zapis o możliwości "w niektórych kwestiach" współdecydowania Rady wraz z Parlamentem. 

Dzisiaj PE ma realny wpływ na wszystkie wspólnotowe akty legislacyjne, co zapewnił mu Traktat Lizboński, zrównując PE w swych kompetencjach legislacyjnych z Radą. 

Europosłowie, by być efektywnymi - obecnie muszą być ekspertami w konkretnych dziedzinach, np. członkowie Komisji Rynku Wewnętrznego zatwierdzają techniczne normy dla rożnych produktów, Komisja Ochrony Środowiska zajmuje się normami emisji spalin czy standardami chemicznymi dla produktów dozwolonych w UE, Komisja Budżetowa bardzo skomplikowanymi procedurami balansującymi wspólnotowe zobowiązania i wydatki itp. 

Kiedyś traktowano pracę w Europarlamencie, jako wygodną “emeryturę” dla zasłużonych polityków-weteranów. Dzisiaj bardzo często o miejsca w PE walczą najbardziej popularni i aktywni krajowi politycy. 

Parlament znacznie się odmłodził. W ostatnich latach ogromna rzesza doskonale wykształconych młodych ludzi, z międzynarodowym doświadczeniem zasiliła ławy PE. Dla nich to nie jest spokojny koniec politycznej kariery, ale przedsionek czy wręcz trampolina do nowych europejskich stanowisk. Wiele naszych koleżanek czy kolegów zostało w ostatniej dekadzie ministrami praktycznie we wszystkich krajach (w polskim rządzie – Rafał Trzaskowski, Lena Kolarska-Bobińska), premierami (w Belgii, Danii, Słowenii, czy Łotwie) czy prezydentami (we Francji, na Węgrzech, w Estonii i Słowenii). 

Zobaczymy, kto z nowego składu PE awansuje na polityczne szczyty.... 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego 
Lidia Geringer de Oedenberg

2014-04-01 20:05
Z Brukseli polityka, parlament europejski, kariera Komentarze (2)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |