Najnowsze komentarze
 
2014-08-17 14:27
tatar001 do wpisu:
Wydatki byłej partnerki prezydenta François Holland 'a
Jak widać nie tylko w Polsce pieniądze podatników są wyrzucane w błoto...
 
2014-07-22 22:39
arturiuosoo do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
http://wpolityce.pl/historia/206144-w-sluzbie-stalina-piotr-gontarczyk-na-70-rocznice-powstania[...]
 
2014-07-20 18:53
artur__ do wpisu:
9 miesięcy więzienia za "małpę"
Nie rozumiem kto został znieważony w wyniku tego godnego potępienia żartu, murzynka, czy małpa?
 


O mnie
 
Od 2004 r. Poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej. W wolnych chwilach gra na fortepianie.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

... czyli konsekwencje skoku w bok

Jego Belgijską Królewską Mość Alberta II w tym roku panowanie zmęczyło do tego stopnia, że w święto narodowe 21 lipca br. oddał tron swojemu synowi i następcy – Filipowi. Czy sfatygowany Król miał dosyć polityki - nie wiadomo, jednakże "po uszy" na pewno miał nieodstępujących go plotek, które nabrały w końcowym okresie jego panowania “narodowych” rozmiarów. Dzban przelała domniemana nieślubna córka Króla - Delphine Boël, próbująca testami DNA zmusić Jego Mość, by przyznał się do jej ojcostwa.

Świat po raz pierwszy dowiedział się o królewskiej córce spoza małżeńskiego łoża w 1999 r. z ... biografii żony Alberta II - Królowej Paoli. Dziś media przyjmują niemal za pewnik, że 45-letnia Delphine jest córką monarchy, choć Albert II nigdy się do tego otwarcie nie przyznał.

Matka Delphine - Baronessa Sybille de Selys Longchamps miała na przełomie lat 60. i 70. romans z Królem, co w kręgach arystokratycznych było tajemnicą poliszynela. Prawny ojciec Delphine - Jacques Boël, z przyprawionymi przez “towarzystwo” rogami rozwiódł się z Sybille w latach 70, a po opublikowanych rewelacjach książkowych - wydziedziczył “swoją” córkę - potwierdzając tym samym krążące plotki o własnym wątpliwym ojcostwie. Nic dziwnego, że pozbawiona ojca i majątku Delphine wystąpiła o zbadanie królewskiego DNA.

Złożywszy stosowny wniosek do sądu w Brukseli wywołała na początku roku prawdziwą medialną burzę. Powstał spór, czy konstytucyjnie wyłączony spod wymiaru sprawiedliwości monarcha może zostać wezwany przed sąd, czy nie. Zdaniem jednych - w świetle belgijskiego prawa to niemożliwe, zdaniem innych po abdykacji króla - jak najbardziej. Sęk w tym, że w prawie nie ma nic na temat statusu "byłego Króla".

Prawnicy Boël uważają, że przepisy belgijskiej konstytucji powinny ustąpić prawu międzynarodowemu, w tym konwencjom Rady Europy o prawach dzieci, które gwarantują pobranie DNA od domniemanego ojca. Dzieci uznane czy nieuznane korzystają z tych samych praw. Gdyby to w przypadku Króla okazało się niemożliwe, ojcostwo Alberta II można byłoby ustalić na podstawie DNA domniemanego przyrodniego rodzeństwa Boël ( czyli np. obecnego Króla Filipa...).

Aby rozpocząć procedurę uznania ojcostwa, dotychczasowy ojciec musi utracić swój status prawny, ponieważ nie można mieć dwóch tatusiów. Zatem Delphine musi najpierw dowieść, iż Jacques Boël nie jest jej ojcem, ten z kolei jak donoszą "źrodła dobrze poinformowane" poddany presji “pałacowej“ nie specjalnie zamierza zaprzeczać swojemu ojcostwu.

Postawiona przed faktami matka Delphine - Sybille de Selys udzieliła ostatnio wywiadu flamandzkiej telewizji, potwierdzając, że była z Albertem, kiedy urodziła się jej córka, ale zdaniem prawników Króla same listy czy zdjęcia Alberta z małą Delphine z tego okresu niczego nie dowodzą. Powstaje pytanie, czy Sybille posiada jeszcze inne “materiały”, które mogą być uznane za dowód ojcostwa przez sądem.

Były król może odmówić przeprowadzenia badań, wtedy za niego zadecyduje sąd, a to oznaczałoby jego narodową kompromitację. Trzeba pamiętać, że w skonfliktowanej Belgii – Król (nawet były) pełni rolę symbolicznego łącznika między frankofońską a flamandzką częścią kraju. Co się stanie jak jego autorytet legnie w gruzach - trudno przewidzieć. Belgowie zapewne woleliby “poszerzenia” familii panującej od rozpadu ich Królestwa.

Z pozdrowieniami z Brukseli
Lidia Geringer de Oedenberg

*Świetnie się ubierająca Matylda, żona nowego króla Filipa, już jest wzorem szyku w tutejszych kolorowych pismach. To daleka kuzynka prezydenta Bronisława Komorowskiego, poprzez matkę Annę d'Udekem d'Acoz, z domu Komorowską.

2013-10-01 18:30
Z Brukseli belgia, monarchia Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Wszyscy słyszeli o szkodliwym wpływie „trawki” na organizm człowieka, ale mało kto czytał raporty na temat jej pozytywnych, a wręcz dobroczynnych działań. W przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera konopie indyjskie są wręcz zalecane przez wielu europejskich lekarzy. Brytyjski Koncern farmaceutyczny GWPharma produkuje Sativex - lek zawierający marihuanę, który łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni, szczególnie polecany dla osób z SM. Sativex także w Polsce jest lekiem zarejestrowanym i dopuszczonym do użytku na podstawie recepty RPW (kiedyś znanej jako „różowa recepta”), niestety nie jest refundowany jak w Niemczech, co powoduje, że dawka miesięczna w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

Z zainteresowaniem przeglądałam ostatnio fora internetowe zrzeszające chorych na SM – wielu z nich ubolewa, że będąc obywatelami tej samej Wspólnoty jesteśmy różnie traktowani np. w dostępie do leków.

Obywatele Stanów Zjednoczonych też mają tego typu dylematy.
Choć na początku XX wieku w USA konopie wykorzystywano powszechnie do produkcji tanich leków (m. in. przeciwbólowych), włókna dla przemysłu tekstylnego czy papieru, to sytuacja diametralnie się zmieniła po tym jak okazało się, że stan euforii po zapaleniu „trawki” był dla wielu Amerykanów lepszą formą ucieczki od problemów codzienności, niż ... ich zapijanie. Nad tym nie mogły przejść obojętnie koncerny produkujące alkohol i uruchomiły potężne machiny lobbystyczne agitujące przeciwko marihuanie, jako substancji psychoaktywnej, po której ludzie – ponoć – stawali się bardziej agresywni, popełniali wyjątkowo okrutne morderstwa, czy gwałty. Czyli zupełnie tak jak po alkoholu...

Media wrzały, zmieniono prawo. Cóż, z czasem zakazano tamże również alkoholu, ale jak się okazało prohibicja tych używek nie oduczyła Amerykanów ani picia trunków wyskokowych, ani palenia "trawki" - za to znakomicie wpłynęła na rozwój przestępczości zorganizowanej.

Po tym jak uchwalono "The Marihuana Tax Act of 1937", który całkowicie zdelegalizował marihuanę we wszystkich stanach (co wywołało sprzeciw nie tylko społeczny, ale również lekarzy stosujących kannaboidy do celów terapeutycznych) amerykańska polityka antynarkotykowa cały czas na poziomie poszczególnych stanów - ewoluowała. Dzisiaj jej kształt jest bardzo zróżnicowany:

- W Waszyngtonie i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna.

- Są stany dopuszczające marihuanę jedynie do celów terapeutycznych:
Montana, Arizona, Nowy Meksyk, Michigan, Indiana, New Hampshire, Waszyngton Dystrykt Kolumbia, New Jersey, Deleware, Hawaje.

- Stany całkowicie dekryminalizujące jej posiadanie:
Oregon, Kalifornia, Nevada, Alaska, Maine, Vermont, Connecticut, Massachusetts, Rhode Island.

- i takie, które dekryminalizują, ale nie pozwalają na medyczne zastosowanie:
Nowy Jork, Minnesota, Nebraska, Missisipi, Północna Karolina oraz Ohio.

oraz 24 pozostałe stany, gdzie marihuana jest dalej nielegalna.

Zastanawiam się czy w Teksasie nielegalna marihuana jest bardziej szkodliwa niż legalna w stanie Waszyngton?

Hm...

Na pewno towar nielegalny jest bardziej atrakcyjny, szczególnie dla mafii, zatem to głównie mafiosi lobbują za zaostrzaniem prawa, które de facto działa na ich korzyść. (O sprawie pisałam już wielokrotnie m.in http://2009.salon24.pl/461924,ziolowo-teczowe-poklosie-wyborow-w-usa........).

Polska zdaje się być dziś przeciwieństwem USA, bowiem u nas teraz dąży się do zaostrzania niegdyś liberalnego prawa. Problem narkomanii, jako zjawisko społeczne stał się w Polsce zauważalny dopiero w latach 60. W 1985 r. uchwalono ustawę o niekaralności narkomanów za posiadanie narkotyków oraz o ich bezpłatnym leczeniu. Z punktu widzenia kryminologów, psychiatrów i osób pracujących z uzależnionymi ustawa ta jest oceniana pozytywnie*.

Sytuacja okazjonalnych palaczy “zioła” jak i osób uzależnionych zmieniła się, choć jeszcze nie drastycznie za sprawą Ustawy z 24 kwietnia 1997 r., o przeciwdziałaniu narkomanii, art. 48, ust. 4: „Nie podlega karze sprawca występku określonego w ust. 1, który posiada na własny użytek środki odurzające lub inne substancje psychotropowe w ilości nieznacznej".

Ten zapis został jednak skreślony, gdy w 2000 r. Polska postanowiła zaostrzyć politykę antynarkotykową – wprowadzając karę pozbawienia wolności do 3 lat za posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych.

Czy nowe prawo pomogło w walce z nałogami? Nie. O czym świadczą choćby skargi płynące z ośrodków pomocy dla osób uzależnionych. Zamykanie narkomanów w więzieniach utrudnia lub uniemożliwia ich leczenie oraz resocjalizację.

Spory o miękkie narkotyki odwracają uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Wg danych udostępnionych na portalu TOK FM w Polsce rocznie 10 tys. zgonów powoduje przedawkowanie alkoholu, nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe*.

Co ciekawe – i dla wielu z pewnością zaskakujące – autorzy raportu prezentują również tabelę średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych. Na pierwszym miejscu stoi heroina, na drugim kokaina, a na trzecim… nikotyna! W tej kategorii konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. Natomiast w odniesieniu do średniej wartości dla szkód społecznych na pierwszym miejscu również stoi heroina, natomiast na drugim jest wspomniany już alkohol.

To powinno dać do myślenia wszystkim, którzy sięgają do kieliszka czy po papierosy – nawet okazjonalnie. Zarówno prawo jak i społeczeństwo polskie zezwala na tego typu używki, jednocześnie zakazując innych – takich jak chociażby kontrowersyjna marihuana. Zatem w czyim to może być interesie, bowiem doprawdy trudno mi się dopatrzyć w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii kierowania się dobrem społecznym...

Obecnie mamy w UE do czynienia z sytuacją, w której za posiadanie substancji legalnie zakupionej w Holandii czy w Czechach możemy trafić do więzienia w Polsce. To narusza ducha europejskiej Wspólnoty, wspólnego rynku, swobodę przepływu towarów gwarantowaną przez traktat z Maastricht.

Dane EMCDDA (Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii, agencji UE zajmującej się narkotykami) mówią o 78 milionach użytkowników "trawki" na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz czemu nie akcyzą mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom – w erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę*.

Nie możemy udawać, że nie ma problemu narkotyków w Polsce, ale nie sprawdza się prosty zakaz by ludzie potulnie się do niego zastosowali. Otwartość unijnych granic jak najbardziej uzasadnia postulat ujednolicenia lub przynajmniej znaczącego zbliżenia także rozwiązań polityki antynarkotykowej w UE.


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Więcej na ten temat:
http://www.gwpharm.com/Sativex.aspx.
http://www.druglibrary.org/schaffer/hemp/taxact/mjtaxact.htm
http://www.druglibrary.org/Schaffer/hemp/taxact/woodward.htm
„Alkoholizm i Narkomania”, nr 3/2008, t. 21, s. 311-322, http://www.ipin.edu.pl/ain/aktualne/2008/3/t21n3_6.pdf
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,14473801,_Ilu_Polakow_rocznie_ginie_bezposrednio_przez_alkohol_.html#BoxWiadTxt.
Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy, [w:] „Alkoholizm i Narkomania”, nr 2/2012, t. 25, s. 171 http://cdn.wolnekonopie.org/wp-content/uploads/2012/09/KONSKEWEnCJE-UZYWANIA-MARIHUANY-W-SWIETLE-OBECNEJ-WIEDZY.pdf

* http://wolnekonopie.org/#

2013-09-26 15:53
Z Brukseli marihuana, narkotyki, depenalizacja, legalizacja marihuany, sativex, substancje psychoaktywne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Sezam otwiera się teraz łatwiej niż za czasów Alibaby, a skarbem dla dzisiejszych “rozbójników” są nasze dane. Pracując w Komisji Prawnej PE nad regulacjami mającymi wprowadzić “ład i bezpieczeństwo” w chmurach obliczeniowych zdałam sobie sprawę ze skali współczesnego “sezamu” i nonszalancji powierzających mu swoje “skarby”.

O sprawie pisałam http://lgeringer.natemat.pl/74709,chmura-obliczeniowa-trampolina-wzrostu-czy-wtyczka-dla-sluzb-i-cybermafii.
Teraz ciąg dalszy...

Korzystając z aplikacji mobilnych możemy zupełnie nieświadomie przekazać swoje lub cudze dane osobowe, także te finansowo bardzo wrażliwe np. o naszym koncie bankowym, numerach kart, pinach, danych o stanie naszego zdrowia, ubezpieczeniach, wszelkich jakie mamy w pamięci urządzenia, które podłączamy np. do komputera pokładowego naszego samochodu.

Przykładowo, gdy adwokat zsynchronizuje w ten sposób swojego iPada by posłuchać w aucie ulubionej muzyki, to przekaże komputerowi pokładowemu nie tylko dźwięki, z których chciał skorzystać, ale również kalendarz i listę swoich klientów. Każdy, kto będzie miał później dostęp do komputera w naszym samochodzie np. pracownik serwisu samochodowego, będzie mógł z łatwością uzyskać dostęp do tych i innych zsynchronizowanych danych - przestrzega Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Przez brak rozwagi czy niewiedzę przy pomocy takiego urządzenia możemy przekazać bliżej niesprecyzowanej liczbie osób na świecie informacje o wszelkiej naszej aktywności. A raz udostępnione informacje są dziś praktycznie niemożliwe do wycofania. (Co prawda pracujemy właśnie nad pewną propozycją , o czym pisałam http://lgeringer.natemat.pl/55693,kryzys-ochrony-prywatnosci , ale z wdrożeniem tej nowości nie będzie łatwo).

Jeśli robiąc zakupy w Internecie zgodzimy się na to, żeby firma X uzyskała nasze dane i mogła podzielić się nimi z innymi współpracującymi z nią firmami, to już po kilku sekundach nasze dane mogą znajdować się w tysiącach różnych innych zbiorów, prowadzonych przez tysiące różnych administratorów.

Ale nawet gdy nie zgodzimy się świadomie na udostępnianie naszych danych to i tak dostęp do nich mają różne służby... Po aferze z amerykańskim PRISM wiemy, że i w Europie różne agencje "monitorują" smartfony wszystkich najważniejszych producentów. Mają zatem dostęp do naszych poufnych danych, takich jak lista kontaktów, SMS-ów czy informacji o lokalizacji, a także do komputerów, z którymi nasz telefon był synchronizowany.

Co prawda szpiegostwo smartfonowe nie było jak nam się wydaje dotąd zjawiskiem stosowanym na masową skalę, a “tylko” ukierunkowanym na konkretne firmy czy osoby - to jednak Wielki Brat już nasze dane gromadzi na wszelki wypadek, i to jak na razie bez żadnych przeszkód prawnych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-25 15:16
Z Brukseli parlament europejski, dane, PRISM, Komisja Prawna Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Źródła energii pochodzące z paliw kopalnych, uważane są przez polski rząd za priorytetowe dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, zatem kto występuje przeciwko energetycznemu status quo - zagraża bezpieczeństwu państwa,  dlatego też  ABW składa takim osobom i organizacjom - wizyty. O sprawie pisałam już  http://2009.salon24.pl/510375,eurokonsekwencje-odrzucenia-prawomocnego-referendum.

W dniach 29-31 maja 2013 r. razem z trzema innymi europosłami z Komisji Petycji uczestniczyłam w misji rozpoznawczej delegowanej przez Parlament Europejski w związku ze skargami polskich obywateli zawartymi w Petycji 46/2010 w sprawie planu budowy największej w Europie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na Dolnym Śląsku (w rejonie Lubina, Kunicy, Rui, Mikowic, Ścinawy i Prochowic), wbrew woli mieszkańców rejonu..

Wizytę i wnioski z niej płynące przedstawiono w raporcie omówionym 17. 09.2013 r. na posiedzeniu Komisji Petycji. Poseł sprawozdawca Victor Bostinaru, przewodniczący delegacji wyraził zadowolenie z faktu, że dzięki naszej misji ponad 100 autorów wspomnianej petycji - po raz pierwszy zostało wysłuchanych przez … polskie władze.

To ważne, gdyż jak dotąd, władze ignorowały wolę obywateli jak i wyniki referendum przeprowadzonego w 2009 r., w którym 95 % mieszkańców głosowało przeciwko planom budowy kopalni odkrywkowej na tym obszarze. I to chyba jedyny pozytyw jaki odnotowaliśmy z wizyty, gdyż wiele kwestii pozostaje nadal do wyjaśnienia przez polskie władze, w szczególności w zakresie pełnego wdrożenia wytycznych UE w dziedzinie ochrony środowiska, a także zapewnienia przejrzystości i dialogu ze społeczeństwem obywatelskim w Polsce.

Największe nasze zdziwienie budziły informacje i kopie dokumentów przedstawionych nam przez petycjonariuszy związane z działalnością polskich służb bezpieczeństwa, które próbowały "hamować" w różny sposób aktywność protestujących...

Dodatkowo zaniepokoiła nas przygotowywana przez polski rząd ustawa, która ma zabraniać organizacjom pozarządowym i wszelkim grupom doraźnym, istniejącym przez okres krótszy niż jeden rok, możliwości uczestnictwa w konsultacjach publicznych...?

Pytań jest wiele, to nie koniec sprawy. Teraz do wniosków końcowych dokumentu przez nas opracowanego inni posłowie będą mogli składać poprawki.

Na pewno złoży je Poseł Jarosław Wałęsa, który ostro skrytykował raport, twierdząc, że polskie władze w rzeczywistości zareagowały na przesłane pytania, czego nie ma w raporcie końcowym. Wyraził również niezadowolenie z faktu, że wizyta delegacji zbiegła się ze świętem Bożego Ciała, co uniemożliwiło mu osobiście wzięcie udziału w misji Komisji Petycji.

Uważam, że delegacja osiągnęła swój cel, umożliwiając petycjonariuszom spotkanie z władzami, w trakcie którego ich uwagi zostały w sposób oficjalny wysłuchane i odnotowane. Na reakcję czekamy. Sprawa była lekceważona przez zbyt długi czas.

Chciałam również zwrócić uwagę mojemu koledze, posłowi Wałęsie, że dla nas Boże Ciało też było świętem, niemniej jednak, ponieważ nie można było znaleźć żadnej innej daty odpowiadającej członkom delegacji, czwórka z nas zamiast świętowania wybrała pracę na rzecz 338.000 obywateli zamieszkujących ten rejon Dolnego Śląska.

Z pozdrowienia z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-19 21:05
Z Brukseli unia europejska, energetyka, Bruksela, CO2, kopalnia odkrywkowa, komisja petycji Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Chmura obliczeniowa.

Do niedawna chmury przynosiły deszcze, dzisiaj... noszą dane. Powstanie chmur obliczeniowych wyprzedziło jakąkolwiek związaną z nimi regulację. Teraz w Parlamencie Europejskim nadrabiamy legislacyjne luki. W przyszłym tygodniu Komisja Prawna będzie głosować nad przygotowaną przeze mnie opinią w sprawie wykorzystania potencjału chmury obliczeniowej w Europie (2013/2063(INI)).

Według prognoz International Data Corporation (IDC) dotyczących usług chmury obliczeniowej na poziomie światowym i regionalnym na lata 2011-2015 - wielkość globalnego rynku tego typu usług ma gwałtownie wzrosnąć z 21,5 mld USD w 2010 r. do 73 mld USD w roku 2015. Szacuje się, że do końca 2014 r. powstanie w związku z tym 11,3 mln miejsc pracy na całym świecie .

Dzięki chmurze możemy mieć cały czas i w każdym miejscu, z różnych urządzeń dostęp do swoich danych, które w niej „drzemią”. Wygoda to ogromna, ale po aferze z PRISM zaczęliśmy mieć sporo wątpliwości, co do bezpieczeństwa przechowywanych tamże zasobów.

Według badań Cloud Security Alliance (globalnej organizacji non-profit), wiele firm pracujących w powiązaniu z chmurą, po doniesieniach o inwigilowaniu Internetu przez amerykański wywiad, rozważało rozwiązanie umów z dostawcami chmury obliczeniowej zza Atlantyku. 85 % światowego rynku cloud computingu jest w rękach amerykańskich gigantów: Goggle, Amazon i Microsoft. Straty jakie mogą oni w związku z tym ponieść są szacowane na 26 mld USD w 2016 roku.

Może zatem należałoby stworzyć europejską chmurę? Neelie Kroes, komisarz UE ds. agendy cyfrowej wierzy, że to możliwe, jeśli pokona się bariery prawne w poszczególnych państwach członkowskich. Komisja Europejska twierdzi, że dzięki rozbudowie chmury w UE powstałoby 2,5 mln miejsc pracy, a PKB w pięciu największych gospodarkach europejskich wzrosłoby o 1– 2%, co dałoby przyrost na poziomie 160 mld EUR.

Chmura obliczeniowa ewidentnie może przynosić korzyści przedsiębiorstwom, obywatelom i sektorowi publicznemu, jednak jako nowy sposób przechowywania danych stwarza też realne zagrożenia...

Jak wynika z niedawnych konsultacji publicznych Komisji Europejskiej dotyczących chmury obliczeniowej, zasady jej działania były niejasne dla 90 % respondentów. 48% osób na kierowniczych stanowiskach zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym zdaje sobie sprawę, że chmura obliczeniowa przyspiesza i ułatwia ich pracę, jednak ponad połowa z nich nie zastosowała żadnych środków minimalizujących ryzyko np. kradzieży tożsamości.

Głównym problemem zarówno dla dostawców usług jak i użytkowników w UE jest brak harmonizacji prawa (w tym autorskiego, ochrony danych osobowych, ochrony konsumentów, handlowego) co jest niezbędne dla działania jednolitego wirtualnego rynku w Europie. Panuje ogólna dezorientacja w transgranicznym korzystaniu z usług chmury obliczeniowej, w szczególności w kwestiach związanych z odpowiedzialnością i jurysdykcją.

Konsumenci pragnący korzystać z chmury obliczeniowej stykają się często z nienegocjowalnymi, niejasnymi umowami, w większości przypadków polegającymi tylko na odznaczeniu czynności do wykonania, bez określenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych.

Użytkownicy chmury powinni także być w stanie ocenić ofertę usług chmury obliczeniowej, w oparciu o zestandaryzowane procedury dotyczące bezpieczeństwa zasobów i gwarancji zapewnianych w ramach usługi. Pomógłby w tym przykładowo wprowadzony na poziomie europejskim dobrowolny system certyfikacji pozwalający użytkownikom porównać w prosty sposób poziom zabezpieczenia usług chmury obliczeniowej, z uwzględnieniem różnic napotykanych w tym zakresie na trzech różnych poziomach usługi:-  infrastruktury jako usługi (Infrastructure as a Service - IaaS), -  platformy jako usługi (Platform as a Service - PaaS) - oraz oprogramowania jako usługi (Software as a Service - SaaS). Pierwszym przypadku oceniane jest bezpieczeństwo urządzeń, linii zasilających, danych, itp. W drugim -odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa w dużej mierze na kliencie, który powinien odpowiednio chronić swoje dane. W trzecim - odpowiedzialność spoczywa na dostawcy.

Najpoważniejsze zagrożenie w chmurze obliczeniowej jak się okazuje stanowią tzw. insiders'i - czyli osoby, które pracują w firmach świadczących usługi w zakresie chmury obliczeniowej, posiadające dostęp do danych konsumentów, kolejnym są uszkodzenia mechanizmów izolujących dane, co może spowodować ich niekontrolowany wyciek.

Obecnie odpowiedzialność dostawców za usługi w chmurze w praktyce jest żadna, działają w próżni prawnej. Niezbędne jest zapewnienie użytkownikom odpowiednich środków odwoławczych w odniesieniu do dostawców usługi chmury obliczeniowej, co teraz także jest niemożliwe.

Póki co należy przyspieszyć wdrażanie alternatywnych np. "internetowych" sposobów rozwiązywania sporów oraz form zbiorowego dochodzenia roszczeń w celu ułatwienia rozwiązywania konfliktów, z jakimi borykają się użytkownicy w tym obszarze. Może obejdzie się bez zbytniego obciążania niewydolnych prawie w każdym państwie członkowskim UE - sądów krajowych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

Więcej: https://mac.gov.pl/dzialania/komisja-europejska-oglasza-strategie-w-sprawie-chmury-obliczeniowej/http://www.euractiv.pl/innowacyjnosc-i-kreatywnosc/artykul/konsekwencje-prism-dla-chmury-obliczeniowej-w-unii-004955

2013-09-13 08:15
Z Brukseli komisja europejska, dane, ochrona danych, chmura obliczeniowa Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Wejście do Unii to nie tylko otwarcie kranu z eurogotówką, ale i wspólne zobowiązania, a tych Chorwacja widać nie do końca ma zamiar przestrzegać.

Negocjacje przystąpieniowe szły jej jak po grudzie. Rozpoczęte w 2005 r. miały się zakończyć w 2010 r., a od 2011 r. szykowano już dla Chorwatów miejsca w Europarlamencie. Drogę do Wspólnoty blokował jednak konflikt graniczny ze Słowenią i krańcowo różne od chorwackiego - unijne spojrzenie na ich bohaterów narodowych, oskarżanych o zbrodnie wojenne przez wymiar międzynarodowej sprawiedliwości. Granice ustalono, ale kwestie karne dalej budzą wątpliwości.

Od 1 lipca br . Chorwacja jest już 28 członkiem unijnej familii. Chorwaccy urzędnicy zasiedli w swoich fotelach (w budżecie znaleziono dodatkowe 6 mln euro rocznie), są już tłumaczenia na chorwacki (24 język oficjalny UE to 1 mln euro rocznie) oraz fundusze strukturalne i dopłaty rolne. Łącznie ponad 655 mln nowych eurowydatków*. Ale są też pierwsze kłopoty ...

Konkretnie chodzi o egzekwowanie europejskiego nakazu aresztowania. Na trzy dni przed ceremonią wstąpienia do UE, kiedy wszystkie kraje już ratyfikowały traktat akcesyjny nowego członka, Chorwacja zmieniła swoje prawo o ekstradycji uniemożliwiając tym samym odsyłanie podejrzanych o przestępstwa popełnione przed 2002 r., w tym np. byłego szefa jugosłowiańskiej tajnej policji, przeciwko któremu toczy się śledztwo w Niemczech.

W połowie sierpnia strażniczka Traktatów - Komisja Europejska budząc się z wakacyjnego letargu, wykrywszy te nieprawidłowości, wezwała chorwacki rząd do ich natychmiastowej korekty. Bez reakcji.
Zagrzeb albo wakacjuje, albo jeszcze nie wie, że Komisja naprawdę umie postawić do pionu "nieposłusznych". Najlepiej działają straszaki w postaci sankcji finansowych i takie już ponoć są szykowane. Na razie w brukselskiej atmosferze panuje krępujące rozczarowanie euronowicjuszem...


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Przy wpływach ok. 212 mln euroskładki ze strony Chorwacji.

O kłopotach Chorwacji z wejściem do UE pisałam wcześniej
http://2009.salon24.pl/499332,akcesja-chorwacji-pod-znakiem-zapytania

2013-08-29 08:17
Z Brukseli unia europejska, komisja europejska, Chorwacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Historia otwiera nowy rozdział. Była republika radziecka 1 lipca br. po raz pierwszy przejęła stery Unii Europejskiej.

Na początku każdej rotacyjnej prezydencji - tradycyjnie Komisja Prawna, w której zasiadam udaje się z wizytą do stolicy kraju-przewodnika na spotkania z odpowiednimi do naszych prac Ministrami: Sprawiedliwości, Finansów, Gospodarki, Spraw zagranicznych, Spraw Socjalnych i Kultury, by zweryfikować ich nastawienie do priorytetów naszych i Prezydencji.

Na początku litewskiej wizyty przyjęła nas Prezydent Dalia Grybauskaite.
Osoba z ogromnym doświadczeniem, była minister spraw zagranicznych i finansów, była Komisarz d/s budżetu UE, uznana w poprzedniej kadencji za najlepszego Komisarza roku 2005.

Mam przyjemność znać p. Prezydent z jej komisarskich czasów, kiedy w Komisji Budżetowej PE miałam okazję często z nią dyskutować.
Zawsze była świetnie przygotowana, konkretna i dowcipna...

Tak też i było podczas wizyty 17 lipca br., tym razem w pałacu prezydenckim. Przyjęła nas o 8:00 i od razu pochwaliła za punktualność, okazuje się, że nie jest to takie częste...
Sama zaczyna pracę o 6:00.
Spotkanie odbywało się po angielsku na życzenie p. Prezydent, "po co tracić czas i pieniądze na tłumaczenia".
Na nasze pytania odpowiadała krótko i treściwie, bez zbędnych ozdobników.
W typie: "Ten problem już został rozwiązany", inny uznany za delikatny jest - "tylko trochę trudniejszy". Kolejny - "to na razie czysta ideologia, nie będzie rozwiązania, jest większość blokująca w Radze".

Mieliśmy pół godziny na 7 skomplikowanych tematów*, które wyczerpaliśmy po 20 min...

Do tego dobra kawa i trochę uprzejmości na koniec.

Z pozdrowieniami z Wilna
Lidia Geringer de Oedenberg

*Priorytety litewskiej Prezydencji w kwestiach prawnych związane są z następującymi dokumentami, nad którymi pracujemy:
- Ochrona danych osobowych, w tym nowe regulacje związane z bezpieczeństwem ich przechowywania w chmurze obliczeniowej
- Niewypłacalność ponadgraniczna
- Europejski nakaz zabezpieczania kont dłużników
- Wspólnotowe prawo sprzedaży
- Lepsze stanowienie prawa
- Akty delegowane
- Uproszczenia w powszechnej akceptowalności niektórych dokumentów publicznych

2013-07-18 13:34
Z Brukseli ue, litwa, wilno Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Głosować chodzą przede wszystkim niezadowoleni, a tych nie brakuje w owładniętej kryzysem Europie. Przeciwni polityce oszczędności, efektom globalizacji i “dyktaturze” Brukseli – już się mobilizują. Europolitolodzy przewidują w związku z tym nawet większą frekwencję wyborczą... Czy to oznacza zdominowanie Parlamentu Europejskiego przez eurosceptyków? Być może.

Wiele wskazuje na to, że w następnych wyborach europejskich w 2014 r. skrajne ugrupowania polityczne mogą zdobyć rekordowe poparcie. Jak kryzys odbije się na wyborach? Ilu Europejczyków pójdzie głosować? Czy ich wybór zagrozi Unii Europejskiej?

Za niecały rok eurowybory.

W 2004 r. w Parlamencie było ok. 70 antyunijnych wojowników, z czego prawie połowa z Polski (LPR, Samoobrona, PiS). W 2009 r. siła eurosceptyków urosła do 120. Dodawszy do tej tendencji nastroje kryzysowe można oczekiwać, że w 2014 r. przeciwnicy Unii mogą otrzeć się o większość w 751 osobowej Izbie, co oznaczałoby totalny odwrót od integracji i koniec marzeń o UEtopii.

Cofnijmy się parę miesięcy wstecz.

Trojka (KE, MFW, EBC) przedstawiając plan ratunkowy dla zadłużonego południa Europy postawiła ostre warunki "zaciskania pasa": reformy finansów publicznych, cięć wydatków, zmniejszenia deficytu budżetowego.

Gdy rządy zaczęły wprowadzać drastyczne oszczędności: Grecy dali poparcie antyunijnym radykalistom, Włosi zagłosowali na komika Beppe Grillo, Brytyjczycy na ultraprawicową Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, we wszystkich pozostałych krajach znacznie wzrosło poparcie dla partii niechętnych europejskiemu projektowi. W Polsce dodatkowe poparcie przypadło PiS.

Zdobycze wspólnego rynku w dobie kryzysu zaczęły ... dzielić społeczeństwa. Za dużo przybyszów z innych krajów pobudziło brunatne demony.

W tej atmosferze media szczególnie w "starej" Europie szokują:
- statystykami bezrobocia, gdyż "nowi" odbierają pracę Brytyjczykom, Francuzom, Niemcom...
- sumami wyłudzeń "socjalnych" przybyszów - nierobów,
- przestępczością "napłyniętą" ze wschodu.

Kryzys zaglądnął w rodzinne budżety - trzeba było znaleźć winnych.
Nic dziwnego, że na tym gruncie kwitną ruchy populistyczne i radykalne.

Jak wyglądają nastroje przedwyborcze w grupach politycznych "rozdających karty" w PE?

1. Chadecy, centro-prawica, 275 posłów z partii rządzących w wielu krajach (w tym PO i PSL). Zdają sobie sprawę z przeciwnych wiatrów i liczą się ze spadkiem nawet do kilkunastu posłów po wyborach w 2014 r.

2. Socjaldemokraci - 195 posłów. Liczą na zachowanie obecnej siły, a nawet może jej wzrost. Brytyjska Partia Pracy cieszy się dużym poparciem, wzrasta poparcie dla lewicy w Hiszpanii i Niemczech.

3. Liberałowie, 84 posłów. Tu nie widać objawów optymizmu, mogą stracić 10 do 20 eurodeputowanych. Zniknęli już we Włoszech, są w złej sytuacji w Niemczech, Francji i w Wielkiej Brytanii (zapłacą za koalicję z partią Davida Camerona).

Po 2014 r. Parlament będzie też miał mniejszy skład niż obecnie, kiedy tymczasowo został zwiększony o posłów "lizbońskich" (wyrównanie po wejściu traktatu z Lizbony) oraz ostatnio o posłów z Chorwacji - co daje w sumie 764 deputowanych. Do ósmej kadencji obywatele wybiorą tylko 751.

Gdyby te prognozy się sprawdziły, to prounijne grupy polityczne dalej będą miały większość. Jeśli nie, to zdaniem belgijskiego "Le soir" z 26 czerwca br. "Parlament będzie jak małpa z brzytwą "...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-07-11 18:01
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, patent Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

4 lipca br. w rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych (1776 r.) Parlament Europejski przyjął ostrą rezolucję wzywającą do przeprowadzenia "gruntownego śledztwa" w sprawie amerykańskiego programu inwigilacji i przedstawienia jego rezultatów do końca roku. Silny sygnał poparty: 483 głosami, przy 98 przeciw i 65 wstrzymujących się.

A zaczęło się jak zapowiedź filmu:
Pracownik amerykańskiej agencji wywiadowczej będąc na placówce swojej firmy na Hawajach, w konspiracji kopiuje tajne dokumenty, następnie ucieka do Hongkongu, gdzie spotyka się z angielskim dziennikarzem i przekazuje mu tajemniczą przesyłkę. Opublikowane informacje wywołują światowy skandal. Były agent nie ma już drogi odwrotu, ubiega się o azyl dyplomatyczny w Ekwadorze, po drodze ląduje na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo. Rząd USA domaga się od Rosjan jego natychmiastowego aresztowania i wydania. Prezydent Putin nikomu nie ulega i staje się gwarantem jego wolności... Nie, tego by żaden scenarzysta nie wymyślił.

Ale, gdy już wydawało się, że afera powoli znika z czołówek mediów, niemiecki „Der Spiegel” odpalił kolejną bombę. Okazało się, że USA szpieguje także swoich sojuszników, np. Przedstawicielstwo UE w Nowym Jorku i Waszyngtonie.

Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego, za pomocą wgranego w komputery „wirusa” ma dostęp do całej wewnętrznej sieci unijnych instytucji. Przechwytuje wszelkie maile. Podsłuchuje nawet prywatne rozmowy prowadzone w pomieszczeniach placówek w Nowym Jorku i Waszyngtonie.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz natychmiast zażądał szczegółowych wyjaśnień, zwróciwszy uwagę, że jeśli te podejrzenia okażą się prawdziwe to relacje między USA a UE mogą ulec drastycznemu pogorszeniu, a szykowana umowa o Wolnym Handlu pójdzie do szuflady.

Angela Merkel wyraziła jasno, że "monitorowanie" przyjaciół jest nie do przyjęcia i nie może być tolerowane. Zastanawiając się przy tym, czy USA nie zostały przedwcześnie uznane za „przyjaciela” Europy.

Skoro Barack Obama kilkakrotnie podkreślał, że amerykański program inwigilacji jest w całości skoncentrowany na walce z terroryzmem, dzięki czemu udało się zapobiec wielu atakom na jego kraj, to w takim razie jakie niebezpieczeństwo grozi USA ze strony unijnych urzędników - zagrożenie terro-biurokracją?

W ślad za przegłosowaną rezolucją Parlamentarna Komisja Wolności Obywatelskich ma zebrać wszelkie informacje i dowody, po czym ocenić wpływ domniemanych działań inwigilacyjnych na prawa obywateli UE do prywatności, wolności słowa, domniemania niewinności i skutecznego zadośćuczynienia oraz ochrony danych osobowych.

Parlament wezwał też Komisję Europejską, Radę oraz państwa członkowskie do tego, aby rozważyły zastosowanie wszystkich środków nacisku w negocjacjach z USA, w tym wstrzymanie wymiany danych pasażerów linii lotniczych oraz danych finansowych ( w związku z walka z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną), aby wydobyć potrzebne nam informacje.

Swoją drogą, to jednak dobry materiał na kolejny amerykański/ rosyjski? - film szpiegowski, z naciąganym politycznym wątkiem (Prezydent Putin na straży wolności) i jak dotąd z happy endem : Edward Snowden bohater afery nie tylko jak na razie wywinął się potężnym amerykańskim służbom, ale jeszcze robi furorę przyciągając jak magnes piękne rosyjskie agentki...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

Wiecej : http://www.europarl.europa.eu/news/pl/pressroom/content/20130701IPR14770/html/PE-zbada-gruntownie-ameryka%C5%84ski-program-inwigilacji

2013-07-04 22:47
Z Brukseli internet, usa, inwigilacja, PRISM Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Kwoty zostały takie same, ale licząc dokładnie "między liniami budżetowymi" - dołożyliśmy 50 mld euro ! Jak to możliwe bez zwiększenia budżetu? Cudowne rozmnożenie daje nowy mechanizm "elastyczności".

Po tym jak Parlament Europejski zablokował w lutym br. przedstawioną przez Radę propozycję 7- letniego budżetu - odbyło się kilkadziesiąt spotkań. Po każdym z nich wydawało się, że do porozumienia jest coraz dalej... Presja czasowa (przerwa wakacyjna i zbliżający się pierwszy rok nowej siedmiolatki) wymusiły jednak na Radzie i Parlamencie konieczne do kompromisu ustępstwa. Finałowa 8 - godzinna nasiadówka z szykującą się do odejścia irlandzką prezydencją - przełamała lody.

Wróćmy jednak do sytuacji parę dni wcześniej...

Parcie na sukces budżetowy było tak ogromne, że lider parlamentarnego zespołu negocjacyjnego francuski chadek - Alain Lamassoure ogłosił pomyślne zakończenie rozmów, akceptując ustępstwa, na które nie pozwalał mu mandat dany przez PE. W efekcie ON zaakceptował przedstawiony pakiet, ale nie Parlament. Wybuchł skandal. Największe grupy polityczne oburzone tą manipulacją przegłosowały wewnętrzne stanowiska - przeciwne przedstawionemu przez Radę kompromisowi. Jeden z dwóch głównych sprawozdawców do Perspektywy Budżetowej 2014-2020 (kolega grupowy Lamassour'a) - niemiecki deputowany Reimer Boege w proteście wycofał się z negocjacji, drugi sprawozdawca - rumuński socjaldemokrata Ivailo Kalfin - usiłował ratować sytuację klecąc naprędce nową propozycję.

W impasie do akcji wkroczył Przewodniczący PE - Martin Schulz, trzymając w ręce propozycję Kalfina, przedstawił ją "pakującym się" Irlandczykom i ...o dziwo znalazł kompromis.

Ale to nie był koniec historii, w przeddzień plenarmego głosowania, gdy gratulowałam Martinowi Schulzowi refleksu i skuteczności - ten jeszcze był pełen obaw co do reakcji samego Parlamentu. Nad odrzuceniem nowej propozycji dalej zastanawiała się nasza wspólna grupa Socjaldemokratów. Nocą 2.07.br. we frakcyjnym głosowaniu, po bardzo emocjonalnych wystąpieniach - zgoda ledwie przeszła...

Ostatecznie dzisiaj (3 .07.13) Parlament Europejski zatwierdził budżetową rezolucję, traktując ją jednak tylko jako "przesłanie polityczne", zgodę pod pewnymi warunkami. Mówiąc wprost - nie dowierzamy Radzie w kwestii uregulowania długów z poprzednich lat*, jak pieniądze wpłyną na konto - to damy już formalną zgodę na siedmioletni budżet, co nastąpi na wrześniowej sesji plenarnej.

Co od lutego udało się uzyskać ?

Kwoty zostały takie same, ale licząc dokładnie "między liniami budżetowymi" - dołożyliśmy 50 mld euro ! Jak to możliwe bez zwiększenia budżetu? Cudowne rozmnożenie daje nowy mechanizm "elastyczności".

Tyle mniej więcej zaoszczędziły państwa członkowskie w mijającej perspektywie 2007-2013 na opieszałych i mało ambitnych, najbiedniejszych krajach, które nie wykorzystały w pełni unijnych środków i te wróciły do budżetów narodowych w postaci refundacji składek. Przykładowo polskie "niewybudowane koleje" dały płatnikom netto oszczędności ok. 4 mld euro... W przyszłości będzie można przekwalifikować te środki na inne cele (co dotąd nie było możliwe) i w pełni wykorzystać.

Dla 50 mld euro warto było przeciągać budżetową linę...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg


* Budżet korygujący 2012 -13: Rada zagwarantowała, że cała suma € 11, 2 mld dodatkowych płatności niezbędnych do zapłacenia przed końcem 2013 r. zostanie uiszczona. Pierwsza transza - 7, 3 miliardy euro, zostanie zapłacona najpóźniej do 9 lipca b.r., a wczesną jesienią kolejna. Dla Parlamentu niezwykle ważne było zapewnienie, że budżet na rok 2014 nie będzie obciążony długami z poprzednich lat.
PE postawił to, jako warunek udzielenia zgody na wieloletni budżet. O sprawie pisałam szerzej http://2009.salon24.pl/493320,budzet-unii-wraca-pod-negocjacje

Dodatkowe informacje dla dociekliwych

Wielkość budżetu
Ogólne dane pozostają na poziomie uzgodnionym przez Radę Europejską w lutym 2013 r. czyli : 959,9 mld euro w zobowiązaniach, 908, 4 mld euro w płatnościach. Podział na obszary poszczególnych polityk pozostaje taki sam.

Śródokresowa rewizja budżetu
Pod koniec 2016 r. Komisja Europejska będzie musiała przedstawić ocenę wykorzystania wieloletnich ram finansowych na lata 2014-2020, na podstawie której będą możliwe zmiany w następnych latach siedmiolatki. Np. spowodowane większymi wpływami do budżetu w przypadku wyjścia z kryzysu. Koperty krajowe w ramach polityki spójności, są wyłączone z zakresu stosowania klauzuli rewizyjnej.

Podstawy prawne
Treść niektórych przepisów zawartych w rozporządzeniu w sprawie budżetu 2014-2020 pozostaje uzależniona od wyniku negocjacji w sprawie niektórych podstaw prawnych podlegających procedurze współdecyzji ( z udziałem PE), w szczególności w odniesieniu do polityki.

Na co przeznaczone będą unijne pieniądze w Polsce ?
Zobacz: http://www.europarl.europa.eu/news/en/headlines/content/20111107MUN30717/html/EU-budget-at-glance
Tekst rezolucji:
http://www.europarl.europa.eu/plenary/en/texts-adopted.html

2013-07-04 08:16
Z Brukseli ue, budżet Komentarze (1)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |