Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

 13% z dwumilionowej populacji Łotwy nie ma obywatelstwa kraju, w którym mieszkają. Po akcesji Łotwy do UE stali się automatycznie obywatelami Wspólnoty, ale w praktyce nie mogą korzystać z pełni swoich praw, np. z prawa do głosowania. 

 

Od 1 stycznia 2015 r. Łotwa sprawuje swoją pierwszą prezydencję w Radzie UE. Setki dobrze przygotowanych merytorycznie i językowo łotewskich urzędników przemierza korytarze instytucji unijnych, do stolicy Łotwy coraz to udają się liczne europejskie delegacje. Prezydencja Łotwy sprzyja promocji kraju oraz ... nauce geografii (mniej posłów myli Rygę z Tallinem) i historii dla wielu Europejczyków kompletnie nieznanej.

 

Zachodnie media odkryły ze zdziwieniem fakt, że po upadku bloku sowieckiego na Łotwie pozostały tysiące radzieckich żołnierzy i robotników. Pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku populacja Rosjan była tak duża, że Łotysze stanowili mniejszość we własnym kraju. Wraz z ogłoszeniem niepodległości język łotewski stał się jedynym oficjalnym językiem nowo powstałej republiki, a mieszkańcy, którzy nim się nie posługiwali nie otrzymali obywatelstwa. Bez dokumentów nie mieli prawa do głosowania, ani dostępu do wielu zawodów. By zostać obywatelem Łotwy trzeba zdać egzamin z języka i historii kraju.

 

Do dzisiaj 13% z dwumilionowej populacji Łotwy dalej nie ma obywatelstwa kraju, w którym mieszkają. Wielu z nich to ludzie starsi, którym wystarcza język rosyjski i nie chcą się uczyć łotewskiego. Po akcesji Łotwy do UE stali się automatycznie obywatelami Wspólnoty, ale w praktyce nie mogą korzystać z pełni swoich praw. Łotewskie partie polityczne reprezentujące mówiących po rosyjsku nie są dopuszczane do koalicji rządzących, nawet mimo bardzo wysokiego poparcia.

 

Moskwa od lat uznaje tę skomplikowaną sytuację za naruszanie praw mniejszości etnicznej Rosjan na Łotwie. Wraz z aneksją Krymu sprawa nabrała jednak zupełnie innego wymiaru, po tym jak prezydent Vladimir Putin oznajmił, że stanie w obronie wszystkich "uciśnionych" Rosjan bez względu na ich miejsce zamieszkania...

 

W dobie konfliktu ukraińskiego rosyjskie publiczne media zaostrzyły ton i tzw. „mowa nienawiści” względem tych, którzy „prześladują” Rosjan stała się normą. Powiało grozą na Łotwie. Rosyjską telewizję regularnie ogląda tam ok. 560 tys. osób. Sytuacja stała się dość napięta. Z jednej strony narasta podejrzliwość względem mieszkańców rosyjskiego pochodzenia (od których oczekuje się swoistego dowodzenia lojalności), z drugiej - coraz więcej młodych przypomina sobie o własnych rosyjskich korzeniach.

 

Tymczasem bardzo popularny prezydent Rygi - Nił Uszakow (rosyjskiego pochodzenia), niczym nie strwożony - gości w swoim mieście z widocznym medialnym sukcesem - kolejne europejskie szczyty, konferencje i delegacje.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2015-05-28 16:40
Z Brukseli unia europejska, rosja, Łotwa Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Ważnym elementem w rozwijającej się błyskawicznie koncepcji Internetu przedmiotów stały się samochody. Szacuje się, że w przeciągu najbliższych pięciu lat 250 mln samochodów na światowych drogach będzie podłączonych do sieci bezprzewodowej, czyli jeden na pięć przemieszczających się pojazdów. 

Samochód z siecią stał się już rzeczywistością i to nie tylko w luksusowych modelach, ale również w szerokiej ofercie tzw. klasy średniej. Możliwość komunikacji z pojazdem za pomocą technologii bezprzewodowych w celu pozyskiwania danych pokładowych dają funkcje:

- eCall, wzywając pomoc w razie wypadku,
- bCall, w razie awarii,
- sCall, pozwalając na zdalną diagnostykę.


Powyższe systemy telematyczne są już w niektórych modelach samochodów montowane od dawna, ale na razie jeszcze "śpią", gdyż infrastruktura do ich pełnej obsługi i prawo je regulujące zostały w tyle za technologią*. Ruszą jesienią 2017 r. jak zdecydowaliśmy w ubiegłym tygodniu (27 kwietnia 2015 r.) w Parlamencie Europejskim, tak by wszystkie nowe samochody osobowe i lekkie pojazdy dostawcze sprzedawane na terenie UE w standardowym wyposażeniu obowiązkowo zawierającym eCall od marca 2018 r. mogły z tej funkcji korzystać.

System eCall w razie poważnego wypadku automatycznie wybierze europejski numer alarmowy 112 alarmując najbliższe centrum ratownictwa o miejscu zdarzenia za pomocą lokalizacji GPS podając także dane dotyczące marki pojazdu, pozycji w jakiej się znajduje on po wypadku (np. dachowanie), czy ilości pasażerów (aktywizowane poduszki powietrzne). Wszystkie te dane mogą usprawnić pomoc, która zjawi się z właściwym sprzętem i odpowiednią ilością karetek.

Nawet, jeśli pasażer nie będzie nieprzytomny, informacje zostaną przekazane automatycznie. Na naszych drogach jest coraz więcej samochodów, co niestety przekłada się i na więcej ofiar wypadków. Czas dotarcia na miejsce wypadku często decyduje o życiu, dzięki eCall według szacunków, służby ratownicze dotrą na miejsce w czasie krótszym o 40 % w obszarach zabudowanych i nawet o połowę w pozamiejskich. To oznacza w UE nawet o kilkaset ofiar śmiertelnych rocznie mniej oraz zmniejszenie skali obrażeń i urazów psychicznych w przypadku rannych idące w dziesiątki tysięcy przypadków.

Prace nad nową regulacją utrudniały kwestie związane z ochroną danych i prywatności kierowców. Nie chcieliśmy instalacji "szpiega" cały czas monitorującego naszą jazdę. Ostatecznie system śledzący pojazd uaktywni się jedynie w przypadku zderzenia lub gdy zostanie włączony przez kierowcę.

Internet daje dziś gigantyczne możliwości. W 40 lat od "narodzin" zmienił świat. Jeszcze nie tak dawno podłączenie do sieci wymagało kłębowiska kabli i wysłuchiwania kosmicznej “muzyki” płynącej z pudełka zwanego modemem, dzisiaj pomysły rodem z filmów science fiction to codzienność. Lem by się nie powstydził!

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

* o sprawie pisałam na swoim blogu już wcześniej

 


 

2015-05-08 17:09
Z Brukseli unia europejska, internet, eCall Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza w Wielkiej Brytanii wychodzi na ostatnią prostą. W czwartek 7 maja br. Brytyjczycy wybiorą nie tylko swoich reprezentantów w Parlamencie, ale i przyszłość w lub poza Unią Europejską.

Według sondaży Torysi z poparciem 36% nieznacznie wyprzedzają Laburzystów z wynikiem 34%. Dwie największe partie idą łeb w łeb, zatem języczkiem u wagi będą partie mniejsze, jako potencjalni koalicjanci: eurofobiczny UKIP –  z 11% poparcia, Liberalni Demokraci z 7%, Zieloni z 6% . Układanka powyborcza określi przyszłe “ być albo nie” dla Wielkiej Brytanii w strukturach Europejskich. Zwycięstwo Partii Konserwatywnej w czwartkowych wyborach w Wielkiej Brytanii, będzie równoznaczne z przeprowadzeniem referendum w 2017 r. w sprawie jej wystąpienia z UE.

Ed Miliband, przewodniczący brytyjskiej Partii Pracy uznaje ewentualny Brexit za potencjalną klęskę polityczno-ekonomiczną. W zglobalizowanym świecie można działać tylko dzięki budowaniu sojuszy, a jego zdaniem "małżeńska kłótnia powinna raczej prowadzić do szukania rozwiązań problemu, niźli spakowania manatków i wyjazdu do mamusi"...

Przeciwko wyjściu ze struktur unijnych jest również Szkocka Partia Narodowa (SNP), która w ostatnich tygodniach wyrosła na główną siłę polityczną w Szkocji. Przewiduje się, że dzięki jednomandatowym okręgom wyborczym zgarnie wszystkie 59 szkockich miejsc w 650 osobowej Izbie Gmin (odpowiednik naszego Sejmu). Szkoci mocno wierzą w Nicolę Sturgeon i jej SNP, także jako przyszłego koalicjanta Laburzystów. Sęk w tym, że ich leader na razie odżegnuje się od takiej ewentualnej współpracy ze względu na zbyt duże różnice programowe, głównie w sprawie jedności Wielkiej Brytanii i broni atomowej.

Tymczasem zwycięstwo Konserwatystów, dające gwarancję referendum "wyjściowego", będzie zapewne też pretekstem do przeprowadzania kolejnego referendum w sprawie odłączania się w Szkocji od królewskiej macierzy, w razie jej odwrotu od UE. Scenariuszy jest wiele, a co jeden to ciekawszy.

Brexit miałby też dużo szersze, globalne znaczenie dla UE osłabiając jej pozycję na arenie międzynarodowej. Obecnie w dobie konfliktów na Ukrainie, Syrii, Libii i szeregu innych wspólnych europejskich problemów, szukanie stabilności i współpracy jest niezbędne dla naszej wspólnej przyszłości.

Poza gospodarczymi i politycznymi, o których rozpisuje się prasa  - jakie konsekwencje niesie ze sobą wyjście Brytyjczyków z UE? Mnóstwo zamieszania w instytucjach europejskich...

Podczas dwóch lat wyjściowego okresu przejściowego, Londyn musiałby zrzec się m.in. swojego uczestnictwa w Radzie Europejskiej (spotkań głów państw lub rządów, którym przewodniczy obecnie Donald Tusk) oraz z narad odpowiednich ministrów rządów ( w zależności od roztrząsanych tematów) - pozbawiając się wpływu na wszelkie decyzje unijne.

Zmieniłby się układ sił w Radzie. Obecnie Wielka Brytania jest trzecim, co do liczby mieszkańców krajem UE, waga jej głosu jest praktycznie równa Niemcom czy Francji. Bez Brytyjczyków być może Europę zdominowałby całkowicie duet Parysko-Berliński, albo zyskałyby na znaczeniu Włochy, Hiszpania i Polska?

W Parlamencie Europejskim ubyłoby 73 posłów wraz ze swoją administracyjną świtą, liczoną w setkach etatów.  Podział 751 mandatów e europarlamencie na mniejszą liczbę państw dałby przede wszystkim dodatkowych posłów Francji i Hiszpanii.

Grupy polityczne w PE mocno odczułyby "odwrót Albionu". Moja grupa S&D utraciłaby 20 brytyjskich posłów, Konserwatyści z ECR z trzeciego miejsca pod względem liczebności i ważności spadliby na czwarte, po wyjściu 21 członków. Zniknęłaby grupa eurofobów z EFDD, bowiem odejście 23 Brytyjczyków spowodowałoby spadek poniżej wymaganego progu liczebności do formowania grupy politycznej. Sytuacja w Parlamencie Europejskim zyskałaby z pewnością zupełnie nowy wymiar...

Brexit spowodowałby również wycofanie brytyjskiego Komisarza oraz setek urzędników z Komisji Europejskiej, Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, Europejskiego Trybunału Obrachunkowego oraz członków w zarządzie Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Ponadto odeszłoby 24 członków asygnowanych przy Komitecie Regionów i 24 reprezentantów Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

Należałoby przenieść usytuowane w Wielkiej Brytanii siedziby: Europejskiej Agencji Leków, Europejskiego Kolegium Policyjnego oraz Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego.

Jak wyglądałby Unijny budżet bez Wielkiej Brytanii? Obecnie do unijnej kasy wpływa (po rabacie) 0,5% brytyjskiego PKB rocznie, ok. 9,6 do 11 mld euro w zależności od roku.

Czy wyjście oznacza spore oszczędności na wyspach i stratę dla Brukseli?

Nie do końca, bo jeśli Wielka Brytania zdecyduje się do dołączyć do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, by utrzymać dostęp do europejskich rynków, tak jak dzisiaj robi to na przykład Norwegia, to i tak będzie musiała wpłacić niemałe wejściowe. W sumie oszczędziłaby tylko 9% dotychczasowych wydatków. UE musiałaby przekalkulować kontrybucje finansowe państw członkowskich, być może nawet zmienić wysokość składki ?

Co byłoby z językiem angielskim w UE po wycofaniu się Wielkiej Brytanii?

Obecny lingua franca, którym jest angielski, nie miałby traktatowych racji bytu. Irlandczycy i Maltańczycy posługujący się nim na co dzień - wywalczyli już sobie tłumaczenia na własne języki, zatem nie wykluczone, że angielski mógłby z unijnej listy języków zniknąć. Francuzi już się cieszą. Unijnym lingua franca będzie z powrotem francuski.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2015-05-06 11:29
Z Brukseli unia europejska, komisja europejska Komentarze (0)