Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Nie ustają protesty przeciwko umowie o wolnym handlu między UE i USA (TTIP). W minioną niedzielę (19 kwietnia), w przeddzień wznowienia negocjacji TTIP w Nowym Jorku - tylko w Niemczech odbyło się 230 demonstracji w 170 miastach. Protestowali też Austriacy, Belgowie, Hiszpanie, Czesi. Pod petycją przeciwko umowie TTIP podpisało się już 1,7 miliona unijnych obywateli.

Najwięcej obaw budzi przewidziany w umowie mechanizm ISDS dotyczący arbitrażu, dającego inwestorom narzędzie do zaskarżania rządów w przypadku zmian prawa mających wpływ na ich działalność biznesową. (O sprawie wielokrotnie pisałam...).

Umowa TTIP jest jeszcze w trakcie negocjacji. W życie wejdzie dopiero wtedy, gdy zostanie zatwierdzona przez Radę i Parlament Europejski. Każdego tygodnia toczą się teraz poselskie debaty na posiedzeniach komisji parlamentarnych oraz licznych seminariach czy konferencjach.

Komisją wiodącą w sprawie stanowiska dotyczącego Transatlantyckiego Partnerstwa Handlu i Inwestycji jest Komisja Handlu Międzynarodowego (INTA). 13 innych Komisji w tym Komisja Prawna, w której pracuję – przygotowuje swoje opinie o TTIP. W ubiegłym tygodniu niektóre z nich zostały już poddane pod głosowanie w komisjach: środowiska, rolnictwa, kultury, petycji i prawnej.  Ta ostatnia, przegłosowała 16 kwietnia br. poprawki (w tym także moje) kompletnie wywracające koncepcję opiniodawcy - niemieckiego chadeka Axela Vossa, zwolennika TTIP, który widząc rezultat głosowania - wycofał swoje nazwisko z dokumentu. Moje poprawki dotyczyły wyłączenia z umowy mechanizmu ISDS (rozstrzygania sporów w sądach arbitrażowych) oraz utrzymania w umowie dotychczasowych standardów UE chroniących obywateli, konsumentów i pracowników. Cieszę się, że coraz więcej posłów i to z niemal wszystkich frakcji politycznych wydaje się podzielać opinie wyrażane przez obywateli w publicznych konsultacjach, gdzie 97% spośród blisko 150 tys. ankietowanych z 28 państw członkowskich opowiedziało się przeciwko ISDS w jego obecnej formie.

Komisja INTA przygotowuje stanowisko Parlamentu w oparciu o raport Bernd'a Lange, niemieckiego posła z mojej grupy S&D oraz opinie pozostałych Komisji parlamentarnych*.

13 kwietnia br. w INTA odbyła się pierwsza debata nad ... 898 poprawkami do raportu mojego kolegi. Głosowanie nad sprawozdaniem i opiniami przewidziane jest na koniec maja.

Mimo badań wykazujących, że umowa o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym przyczyni się do wzrostu gospodarczego po obu stronach Oceanu Atlantyckiego, a zjednoczony rynek obejmujący jedną trzecią obrotów światowego handlu miałby wartość dwóch bilionów euro – lepiej na zimne dmuchać, niż otworzyć tamę bez gwarancji, że nas samych nie zniszczy.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

* Dokument roboczy o TTIP

http://www.europarl.europa.eu

2015-04-23 14:27
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, TTIP Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Pomysł zjednoczenia rynku energetycznego krążył już po brukselskich kuluarach od dłuższego czasu. W powszechnej opinii obiecujący, choć ... niewykonalny.

 

Tymczasem, pierwszy krok ku energetycznej integracji został już poczyniony. 25 lutego br. Komisja Europejska przedstawiła długo oczekiwaną koncepcję wspólnotowej unii energetycznej, a odpowiedzialny za jej tworzenie - Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej jest absolutnie przekonany, że mu się to uda. Utworzenie jednolitego unijnego rynku energetycznego ma zwiększyć bezpieczeństwo dostaw energii, zmniejszyć uzależnienie od jej importu i ustawić UE w roli negocjatora hurtowych zakupów, co przełoży się na obniżkę cen energii.

 

Filarami nowego pomysłu mają być ambitna strategia wsparcia dla badań i innowacji w dziedzinie energetyki z jednej strony, z drugiej - integracja narodowych rynków energetycznych. „Efektem ubocznym” projektu będą nowe miejsca pracy w sektorze produkcji i montażu nowoczesnych systemów i urządzeń w branży energetycznej.

 

Drugi krok wykonali 5 marca br. ministrowie państw członkowskich dając unii energetycznej zielone światło, choć nie obyło się bez tarć...

 

Każdy kraj członkowski ma podpisane wieloletnie umowy na dostawy gazu, ropy, węgla, więc jak je teraz połączyć? Renegocjować? Ponadto, państwa członkowskie znacznie różnią się w podejściu do: energii jądrowej, emisji dwutlenku węgla, energii odnawialnej.

W ogłoszonej koncepcji nie ma na razie konkretów związanych np. ze wspólnymi zakupami gazu (co miałoby uniezależnić nas od monopolistów, np. Rosji), jest jedynie stwierdzenie, że zostanie stworzona taka możliwość, dla chętnych.

 

Bazą dla „zjednoczenia” energetycznego są pomysły harmonizacyjne wdrożone już wcześniej, jak: „pakiety” energetyczne, programy inwestycyjne związane z budową i modernizacją infrastruktury w dziedzinie energetyki, Dyrektywa w sprawie efektywności energetycznej, Dyrektywa ETS (dekarbonizacyjna), strategia Horyzont 2020 czy NER 300 - fundusze na badania (również w sferze energetyki).

 

Co ciekawe, nowy projekt zjednoczenia narodowych rynków energetycznych, poza ewidentnymi atutami wymienionymi wcześniej, wzbudził także poważne obawy niektórych organizacji międzynarodowych, które wydały oświadczenie, iż będzie on przede wszystkim wpierać rządy Algierii, Turcji, Azerbejdżanu i Turkmenistanu - notorycznie łamiące prawa człowieka... Komisarz Šefčovič twierdzi, że właśnie współpraca z tymi państwami przyniesie tamże postęp w dziedzinie respektowania praw człowieka.

 

Koncepcja unii energetycznej początkowo była forsowana przez polski rząd, jeszcze pod wodzą Donalda Tuska. Obecnie, po przenosinach naszego byłego Premiera do Brukseli, zyskała też poparcie ... Przewodniczącego Rady Europejskiej o tym samym nazwisku.

Co prawda przedstawiony plan zawiera nieco inne elementy niż te pierwotnie proponowane przez stronę polską (jak np. włączenie założeń polityki klimatycznej, w tym – do 2030 r. osiągnięcie pułapu 27% energii ze źródeł odnawialnych) to przyszły kompromis, o ile zostanie osiągnięty – będzie można bezsprzecznie przypisać inicjatorowi “zamieszania” - pierwszemu Polakowi na najwyższym stanowisku w UE.

 

Do pełnej realizacji unii energetycznej jeszcze daleko, ale jest wola polityczna i ambitny, żądny sukcesu Komisarz Šefčovič.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2015-04-22 20:16
Z Brukseli unia europejska, unia energetyczna Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Przed rokiem z okładem, w lutym 2014 r. utworzono specjalną grupę roboczą pod kierownictwem byłego premiera Włoch i Komisarza KE - Mario Montiego, mającą zająć się kwestią “środków własnych UE”, czyli budżetem generowanym przez samą Wspólnotę. Członkowie grupy mieli znaleźć sposób na pozyskiwanie środków, które w przyszłości zastąpią ciągle pomniejszaną składkę członkowską i ... nie staną się jednocześnie płaconym przed obywateli "podatkiem na Wspólnotę". To zadanie trudne i bardzo ambitne.

 

Ponad 80% przychodu do unijnego budżetu zasilają składki od państw członkowskich, obliczone na podstawie ich PKB, reszta pochodzi z części podatku VAT z krajowych stawek bazowych, składek od krajów spoza UE będących we wspólnej strefie ekonomicznej (płaconych przez Islandię, Norwegię i Szwajcarię), podatków od wynagrodzeń pracowników instytucji unijnych oraz grzywien i odsetek od nieterminowych płatności, jak i odsetek bankowych od kapitału. 

 

Obecny system, zawsze gdy negocjujemy budżet UE na następny rok, podsyca temperaturę debaty pomiędzy krajami - płatnikami netto i tymi, które są beneficjentami unijnych funduszy. Przepychanki budżetowe dodatkowo nabierają ostrości wraz ze zbliżającymi się w poszczególnych krajach wyborami, gdy pomysły kolejnych cięć w unijnym budżecie mogą nabić słupki poparcia najgłośniej wykrzykującym "reformatorom"...

 

Zdecydowanie zdrowszy byłby system, w którym Unia generowałaby własne zasoby, a wspólnotowy budżet nie zależałby od politycznych zawirowań przedwyborczych.

 

Jedną z możliwości było wprowadzenie podatku od transakcji finansowych, a tam, gdzie taki podatek już istnieje - harmonizacja często rozbieżnych krajowych strategii w tym zakresie. W założeniu miało to z jednej strony zagwarantować sprawiedliwy i znaczący wkład sektora finansowego w dochody publiczne, z drugiej stanowić uzupełnienie środków regulacyjnych oraz zachętę dla świata finansów, by podejmować bardziej odpowiedzialne działania nakierowane na gospodarkę realną.

 

W przedstawionym niedawno raporcie grupa Montiego wypunktowała wszystkie wady obecnego systemu pozyskiwania środków, któremu “brakuje przejrzystości i demokratycznej odpowiedzialności”!

 

Faktem jest, że formuły rządzące naliczaniem składek są bardzo skomplikowane, a już wzory określające tzw. rabaty przyprawiają o ból głowy nawet fanów matematyki

 

Pozostańmy na chwilę przy rabatach. Najbardziej znany jest ten brytyjski, którego historia wiąże się ze słynnym „I want my money back” Premier Margaret Thatcher, negocjującej w 1984 r. składkę do wspólnotowej kasy. Dlaczego Żelazna Dama chciała "swoje" pieniądze z powrotem? Powodem wtedy było niekorzystanie przez Wielką Brytanię - w takim samym stopniu jak inne kraje - z dobrodziejstw Wspólnej Polityki Rolnej, która w połowie lat 80 „pożerała” ok. 70% budżetu UE.

 

Choć był to precedens to ostatecznie nękanemu strajkami krajowi, wtedy - na skraju zapaści gospodarczej – przyznano rabat. Czasy się zmieniły, dochód narodowy Brytyjczyków prześcignął PKB krajów kontynentalnej Europy, polityka rolna stanowi już tylko 40% budżetu UE - a rabat jednak pozostał. Jak mówią brukselscy eksperci - zostanie na zawsze, gdyż Brytyjczycy dobrowolnie z niego nigdy nie zrezygnują.

 

Pamiętam ostre debaty w czasie negocjacji budżetu na lata 2007-2013, gdy naciskany przez większość Premier Tony Blair w końcu uległ i zgodził się w 2005 r. na małe cięcie tej “brytyjskiej świętości” - podcinając tym samym "gałąź" swojej politycznej kariery... A poszło wtedy o zmniejszenie rabatu jedynie o ok. półtora miliarda euro rocznie.

 

Dzięki przyznanej “zniżce” Wielka Brytania przez ponad 20 lat wpłacała do unijnej kasy dużo mniej, niż wynikałoby to z ekonomicznego rachunku, opartego na wielkości jej PKB.  W ostatnich latach oszczędzała w ten sposób średnio o 4-6 mld euro rocznie.

 

Ogólnie rzecz ujmując, wyznacznikiem rabatu są przychody z tytułu podatku VAT w danym kraju, a te zmieniają się w każdym roku (np. polski VAT wzrósł w 2011 r. z 22% na 23%, co z najbardziej ucieszyło wyspiarzy).

 

Brytyjczycy mają rabat, ale „brakującą” część ich składki, czyli aż 2/3 - płacą pozostałe kraje, proporcjonalnie do swojej zamożności. Polska także partycypuje w finansowaniu rabatu. W 2004 r. kosztował nas on ok. 105 mln euro, w 2013 r. dołożyliśmy Brytyjczykom 219 mln euro. Kwotę przypadającą na nasz kraj oblicza się na podstawie udziału Polski w unijnym PKB, im wyższy, tym więcej płacimy za rabat.

 

Wiele mówi się o rabacie brytyjskim, ale warto wiedzieć, że to nie jedyny taki upust stosowany względem unijnych płatników netto. Z rabatów korzystają także Niemcy, Holandia, Austria i Szwecja. Nic dziwnego, że państwa te są najmniej zainteresowane reformowaniem starego systemu zaproponowanym przez grupę Montiego, za zmianami opowiadają się za to Francja czy Włochy, niekorzystający dotąd ze zniżek.

 

Kolejną komplikacją obecnego systemu składek do budżetu UE jest to, że procedury budżetowe w państwach członkowskich i na poziomie UE nie są skoordynowane i podlegają odmiennym prawom i terminom. Państwa członkowskie działają na podstawie jednorocznych budżetów, unijny jest skrojony na 7 lat. W budżetach narodowych występują deficyty (dozwolone do 3 % PKB) i długi publiczne (dozwolony do 60% PKB, który mało kto przestrzega), w budżecie unijnym wydatki nie mogą przewyższać dochodów, przynajmniej w teorii.  W praktyce, w ostatnich latach w budżecie wspólnotowym zrobiła się jednak spora dziura, początkowo łatana z nowych środków z kolejnego roku, obecnie wymagająca specjalnego zasilenia, albowiem 7-letni dziurawy budżet 2007-2013 się zakończył, a długi pozostały. Stare zobowiązania (zaakceptowane wcześniej przez państwa członkowskie) trzeba jednak zapłacić, skoro w poprzednim budżecie zabrakło funduszy - Rada Europejska sugeruje, by zapłacić z nowych środków przeznaczonych na okres 2014-2020, na co Parlament nie chce się zgodzić.

 

Przez ostatnie lata “gimnastykowaliśmy się” za pomocą budżetów korygujących, licząc na dodatkową zrzutkę na unijne długi ze strony państw członkowskich, niestety znalezienie dodatkowych pieniędzy w budżetach narodowych pod koniec roku było trudne, a nawet niewykonalne, gdyż państwa członkowskie w tym czasie zwykle już wykonały własne plany budżetowe i nie miały żadnych “luźnych” środków.

 

Stos rachunków do zapłacenia za zrealizowane projekty unijne - czeka w Komisji Europejskiej, tymczasem krajowe problemy budżetowe z jednej strony nie pozwalają na wyasygnowanie dodatkowych środków u płatników netto, z drugiej obciążają kredytami beneficjentów czekających na obiecane unijne pieniądze.

 

Raport Montiego przyznaje, że zmiany w kierunku pozyskiwania środków własnych przez Unię (i odciążenie w ten sposób budżetów narodowych) są trudne głównie ze względu na ... wymaganą jednomyślność w Radzie (zgodę wszystkich państw członkowskich). Parlament Europejski, najsilniejszy zwolennik reformy - jest w tej kwestii tylko ciałem doradczym. Debata trwa.

 

Dotychczasowym "światełkiem w tunelu" budżetowym jest już pewien krok na drodze do samowystarczalności, uwzględniony nawet w perspektywie finansowej 2014-2020 w postaci zmian w sposobie określania zasobów w oparciu o podatek od transakcji finansowych, który ma trafić bezpośrednio do budżetu UE. Co prawda na jego wprowadzenie zgodziło się jedynie 11 państw, zatem to dopiero początek reform.

 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

 

Więcej na temat zasobów własnych UE:

 

 http://biznes.onet.pl/wiadomosci/swiat/ruszyly-prace-nad-nowa-oplata-w-ue-polska-na-tym-skorzysta/b888b

 http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=infopakiet&dz=gospodarka&idNewsComp=&filename=&idnews=200017&data=&status=biezace&_CheckSum=703066085

http://www.europeanvoice.com/article/monti-to-present-own-resources-report-to-parliament/

http://ec.europa.eu/budget/library/biblio/documents/multiannual_framework/HLGOR_1stassessment2014final_en.pdf

 

 

2015-04-08 15:40
Z Brukseli unia europejska, komisja europejska Komentarze (0)