Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Wszyscy słyszeli o szkodliwym wpływie „trawki” na organizm człowieka, ale mało kto czytał raporty na temat jej pozytywnych, a wręcz dobroczynnych działań. W przypadku schorzeń i chorób przewlekłych jak np. padaczka, stwardnienie rozsiane (SM) czy choroba Alzheimera konopie indyjskie są wręcz zalecane przez wielu europejskich lekarzy. Brytyjski Koncern farmaceutyczny GWPharma produkuje Sativex - lek zawierający marihuanę, który łagodzi ból i redukuje skurcze mięśni, szczególnie polecany dla osób z SM. Sativex także w Polsce jest lekiem zarejestrowanym i dopuszczonym do użytku na podstawie recepty RPW (kiedyś znanej jako „różowa recepta”), niestety nie jest refundowany jak w Niemczech, co powoduje, że dawka miesięczna w polskiej aptece kosztuje prawie 2500 złotych, zaś za naszą zachodnią granicą ok.10 euro.

Z zainteresowaniem przeglądałam ostatnio fora internetowe zrzeszające chorych na SM – wielu z nich ubolewa, że będąc obywatelami tej samej Wspólnoty jesteśmy różnie traktowani np. w dostępie do leków.

Obywatele Stanów Zjednoczonych też mają tego typu dylematy.
Choć na początku XX wieku w USA konopie wykorzystywano powszechnie do produkcji tanich leków (m. in. przeciwbólowych), włókna dla przemysłu tekstylnego czy papieru, to sytuacja diametralnie się zmieniła po tym jak okazało się, że stan euforii po zapaleniu „trawki” był dla wielu Amerykanów lepszą formą ucieczki od problemów codzienności, niż ... ich zapijanie. Nad tym nie mogły przejść obojętnie koncerny produkujące alkohol i uruchomiły potężne machiny lobbystyczne agitujące przeciwko marihuanie, jako substancji psychoaktywnej, po której ludzie – ponoć – stawali się bardziej agresywni, popełniali wyjątkowo okrutne morderstwa, czy gwałty. Czyli zupełnie tak jak po alkoholu...

Media wrzały, zmieniono prawo. Cóż, z czasem zakazano tamże również alkoholu, ale jak się okazało prohibicja tych używek nie oduczyła Amerykanów ani picia trunków wyskokowych, ani palenia "trawki" - za to znakomicie wpłynęła na rozwój przestępczości zorganizowanej.

Po tym jak uchwalono "The Marihuana Tax Act of 1937", który całkowicie zdelegalizował marihuanę we wszystkich stanach (co wywołało sprzeciw nie tylko społeczny, ale również lekarzy stosujących kannaboidy do celów terapeutycznych) amerykańska polityka antynarkotykowa cały czas na poziomie poszczególnych stanów - ewoluowała. Dzisiaj jej kształt jest bardzo zróżnicowany:

- W Waszyngtonie i Kolorado marihuana jest całkowicie legalna.

- Są stany dopuszczające marihuanę jedynie do celów terapeutycznych:
Montana, Arizona, Nowy Meksyk, Michigan, Indiana, New Hampshire, Waszyngton Dystrykt Kolumbia, New Jersey, Deleware, Hawaje.

- Stany całkowicie dekryminalizujące jej posiadanie:
Oregon, Kalifornia, Nevada, Alaska, Maine, Vermont, Connecticut, Massachusetts, Rhode Island.

- i takie, które dekryminalizują, ale nie pozwalają na medyczne zastosowanie:
Nowy Jork, Minnesota, Nebraska, Missisipi, Północna Karolina oraz Ohio.

oraz 24 pozostałe stany, gdzie marihuana jest dalej nielegalna.

Zastanawiam się czy w Teksasie nielegalna marihuana jest bardziej szkodliwa niż legalna w stanie Waszyngton?

Hm...

Na pewno towar nielegalny jest bardziej atrakcyjny, szczególnie dla mafii, zatem to głównie mafiosi lobbują za zaostrzaniem prawa, które de facto działa na ich korzyść. (O sprawie pisałam już wielokrotnie m.in http://2009.salon24.pl/461924,ziolowo-teczowe-poklosie-wyborow-w-usa........).

Polska zdaje się być dziś przeciwieństwem USA, bowiem u nas teraz dąży się do zaostrzania niegdyś liberalnego prawa. Problem narkomanii, jako zjawisko społeczne stał się w Polsce zauważalny dopiero w latach 60. W 1985 r. uchwalono ustawę o niekaralności narkomanów za posiadanie narkotyków oraz o ich bezpłatnym leczeniu. Z punktu widzenia kryminologów, psychiatrów i osób pracujących z uzależnionymi ustawa ta jest oceniana pozytywnie*.

Sytuacja okazjonalnych palaczy “zioła” jak i osób uzależnionych zmieniła się, choć jeszcze nie drastycznie za sprawą Ustawy z 24 kwietnia 1997 r., o przeciwdziałaniu narkomanii, art. 48, ust. 4: „Nie podlega karze sprawca występku określonego w ust. 1, który posiada na własny użytek środki odurzające lub inne substancje psychotropowe w ilości nieznacznej".

Ten zapis został jednak skreślony, gdy w 2000 r. Polska postanowiła zaostrzyć politykę antynarkotykową – wprowadzając karę pozbawienia wolności do 3 lat za posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych.

Czy nowe prawo pomogło w walce z nałogami? Nie. O czym świadczą choćby skargi płynące z ośrodków pomocy dla osób uzależnionych. Zamykanie narkomanów w więzieniach utrudnia lub uniemożliwia ich leczenie oraz resocjalizację.

Spory o miękkie narkotyki odwracają uwagę od największego problemu w Europie, jakim jest alkohol. Wg danych udostępnionych na portalu TOK FM w Polsce rocznie 10 tys. zgonów powoduje przedawkowanie alkoholu, nikt nie umiera z powodu marihuany, co potwierdzają też oficjalne badania naukowe*.

Co ciekawe – i dla wielu z pewnością zaskakujące – autorzy raportu prezentują również tabelę średnich wartości dla potencjału uzależnienia w odniesieniu do 20 wybranych substancji psychoaktywnych. Na pierwszym miejscu stoi heroina, na drugim kokaina, a na trzecim… nikotyna! W tej kategorii konopi nie ma nawet w pierwszej dziesiątce. Natomiast w odniesieniu do średniej wartości dla szkód społecznych na pierwszym miejscu również stoi heroina, natomiast na drugim jest wspomniany już alkohol.

To powinno dać do myślenia wszystkim, którzy sięgają do kieliszka czy po papierosy – nawet okazjonalnie. Zarówno prawo jak i społeczeństwo polskie zezwala na tego typu używki, jednocześnie zakazując innych – takich jak chociażby kontrowersyjna marihuana. Zatem w czyim to może być interesie, bowiem doprawdy trudno mi się dopatrzyć w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii kierowania się dobrem społecznym...

Obecnie mamy w UE do czynienia z sytuacją, w której za posiadanie substancji legalnie zakupionej w Holandii czy w Czechach możemy trafić do więzienia w Polsce. To narusza ducha europejskiej Wspólnoty, wspólnego rynku, swobodę przepływu towarów gwarantowaną przez traktat z Maastricht.

Dane EMCDDA (Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii, agencji UE zajmującej się narkotykami) mówią o 78 milionach użytkowników "trawki" na Starym Kontynencie. Odebranie z rąk mafii tak ogromnego rynku i objęcie go kontrolą oraz czemu nie akcyzą mogłoby przynieść każdego roku kilkadziesiąt miliardów euro krajowym budżetom – w erze szukania oszczędności kosztem świadczeń socjalnych, politycy powinni odłożyć na bok ideologiczne dysputy i schylić się po leżącą na ulicy kasę*.

Nie możemy udawać, że nie ma problemu narkotyków w Polsce, ale nie sprawdza się prosty zakaz by ludzie potulnie się do niego zastosowali. Otwartość unijnych granic jak najbardziej uzasadnia postulat ujednolicenia lub przynajmniej znaczącego zbliżenia także rozwiązań polityki antynarkotykowej w UE.


Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Więcej na ten temat:
http://www.gwpharm.com/Sativex.aspx.
http://www.druglibrary.org/schaffer/hemp/taxact/mjtaxact.htm
http://www.druglibrary.org/Schaffer/hemp/taxact/woodward.htm
„Alkoholizm i Narkomania”, nr 3/2008, t. 21, s. 311-322, http://www.ipin.edu.pl/ain/aktualne/2008/3/t21n3_6.pdf
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,14473801,_Ilu_Polakow_rocznie_ginie_bezposrednio_przez_alkohol_.html#BoxWiadTxt.
Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy, [w:] „Alkoholizm i Narkomania”, nr 2/2012, t. 25, s. 171 http://cdn.wolnekonopie.org/wp-content/uploads/2012/09/KONSKEWEnCJE-UZYWANIA-MARIHUANY-W-SWIETLE-OBECNEJ-WIEDZY.pdf

* http://wolnekonopie.org/#

2013-09-26 15:53
Z Brukseli marihuana, narkotyki, depenalizacja, legalizacja marihuany, sativex, substancje psychoaktywne Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Sezam otwiera się teraz łatwiej niż za czasów Alibaby, a skarbem dla dzisiejszych “rozbójników” są nasze dane. Pracując w Komisji Prawnej PE nad regulacjami mającymi wprowadzić “ład i bezpieczeństwo” w chmurach obliczeniowych zdałam sobie sprawę ze skali współczesnego “sezamu” i nonszalancji powierzających mu swoje “skarby”.

O sprawie pisałam http://lgeringer.natemat.pl/74709,chmura-obliczeniowa-trampolina-wzrostu-czy-wtyczka-dla-sluzb-i-cybermafii.
Teraz ciąg dalszy...

Korzystając z aplikacji mobilnych możemy zupełnie nieświadomie przekazać swoje lub cudze dane osobowe, także te finansowo bardzo wrażliwe np. o naszym koncie bankowym, numerach kart, pinach, danych o stanie naszego zdrowia, ubezpieczeniach, wszelkich jakie mamy w pamięci urządzenia, które podłączamy np. do komputera pokładowego naszego samochodu.

Przykładowo, gdy adwokat zsynchronizuje w ten sposób swojego iPada by posłuchać w aucie ulubionej muzyki, to przekaże komputerowi pokładowemu nie tylko dźwięki, z których chciał skorzystać, ale również kalendarz i listę swoich klientów. Każdy, kto będzie miał później dostęp do komputera w naszym samochodzie np. pracownik serwisu samochodowego, będzie mógł z łatwością uzyskać dostęp do tych i innych zsynchronizowanych danych - przestrzega Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Przez brak rozwagi czy niewiedzę przy pomocy takiego urządzenia możemy przekazać bliżej niesprecyzowanej liczbie osób na świecie informacje o wszelkiej naszej aktywności. A raz udostępnione informacje są dziś praktycznie niemożliwe do wycofania. (Co prawda pracujemy właśnie nad pewną propozycją , o czym pisałam http://lgeringer.natemat.pl/55693,kryzys-ochrony-prywatnosci , ale z wdrożeniem tej nowości nie będzie łatwo).

Jeśli robiąc zakupy w Internecie zgodzimy się na to, żeby firma X uzyskała nasze dane i mogła podzielić się nimi z innymi współpracującymi z nią firmami, to już po kilku sekundach nasze dane mogą znajdować się w tysiącach różnych innych zbiorów, prowadzonych przez tysiące różnych administratorów.

Ale nawet gdy nie zgodzimy się świadomie na udostępnianie naszych danych to i tak dostęp do nich mają różne służby... Po aferze z amerykańskim PRISM wiemy, że i w Europie różne agencje "monitorują" smartfony wszystkich najważniejszych producentów. Mają zatem dostęp do naszych poufnych danych, takich jak lista kontaktów, SMS-ów czy informacji o lokalizacji, a także do komputerów, z którymi nasz telefon był synchronizowany.

Co prawda szpiegostwo smartfonowe nie było jak nam się wydaje dotąd zjawiskiem stosowanym na masową skalę, a “tylko” ukierunkowanym na konkretne firmy czy osoby - to jednak Wielki Brat już nasze dane gromadzi na wszelki wypadek, i to jak na razie bez żadnych przeszkód prawnych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-25 15:16
Z Brukseli parlament europejski, dane, PRISM, Komisja Prawna Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Źródła energii pochodzące z paliw kopalnych, uważane są przez polski rząd za priorytetowe dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, zatem kto występuje przeciwko energetycznemu status quo - zagraża bezpieczeństwu państwa,  dlatego też  ABW składa takim osobom i organizacjom - wizyty. O sprawie pisałam już  http://2009.salon24.pl/510375,eurokonsekwencje-odrzucenia-prawomocnego-referendum.

W dniach 29-31 maja 2013 r. razem z trzema innymi europosłami z Komisji Petycji uczestniczyłam w misji rozpoznawczej delegowanej przez Parlament Europejski w związku ze skargami polskich obywateli zawartymi w Petycji 46/2010 w sprawie planu budowy największej w Europie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego na Dolnym Śląsku (w rejonie Lubina, Kunicy, Rui, Mikowic, Ścinawy i Prochowic), wbrew woli mieszkańców rejonu..

Wizytę i wnioski z niej płynące przedstawiono w raporcie omówionym 17. 09.2013 r. na posiedzeniu Komisji Petycji. Poseł sprawozdawca Victor Bostinaru, przewodniczący delegacji wyraził zadowolenie z faktu, że dzięki naszej misji ponad 100 autorów wspomnianej petycji - po raz pierwszy zostało wysłuchanych przez … polskie władze.

To ważne, gdyż jak dotąd, władze ignorowały wolę obywateli jak i wyniki referendum przeprowadzonego w 2009 r., w którym 95 % mieszkańców głosowało przeciwko planom budowy kopalni odkrywkowej na tym obszarze. I to chyba jedyny pozytyw jaki odnotowaliśmy z wizyty, gdyż wiele kwestii pozostaje nadal do wyjaśnienia przez polskie władze, w szczególności w zakresie pełnego wdrożenia wytycznych UE w dziedzinie ochrony środowiska, a także zapewnienia przejrzystości i dialogu ze społeczeństwem obywatelskim w Polsce.

Największe nasze zdziwienie budziły informacje i kopie dokumentów przedstawionych nam przez petycjonariuszy związane z działalnością polskich służb bezpieczeństwa, które próbowały "hamować" w różny sposób aktywność protestujących...

Dodatkowo zaniepokoiła nas przygotowywana przez polski rząd ustawa, która ma zabraniać organizacjom pozarządowym i wszelkim grupom doraźnym, istniejącym przez okres krótszy niż jeden rok, możliwości uczestnictwa w konsultacjach publicznych...?

Pytań jest wiele, to nie koniec sprawy. Teraz do wniosków końcowych dokumentu przez nas opracowanego inni posłowie będą mogli składać poprawki.

Na pewno złoży je Poseł Jarosław Wałęsa, który ostro skrytykował raport, twierdząc, że polskie władze w rzeczywistości zareagowały na przesłane pytania, czego nie ma w raporcie końcowym. Wyraził również niezadowolenie z faktu, że wizyta delegacji zbiegła się ze świętem Bożego Ciała, co uniemożliwiło mu osobiście wzięcie udziału w misji Komisji Petycji.

Uważam, że delegacja osiągnęła swój cel, umożliwiając petycjonariuszom spotkanie z władzami, w trakcie którego ich uwagi zostały w sposób oficjalny wysłuchane i odnotowane. Na reakcję czekamy. Sprawa była lekceważona przez zbyt długi czas.

Chciałam również zwrócić uwagę mojemu koledze, posłowi Wałęsie, że dla nas Boże Ciało też było świętem, niemniej jednak, ponieważ nie można było znaleźć żadnej innej daty odpowiadającej członkom delegacji, czwórka z nas zamiast świętowania wybrała pracę na rzecz 338.000 obywateli zamieszkujących ten rejon Dolnego Śląska.

Z pozdrowienia z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-09-19 21:05
Z Brukseli unia europejska, energetyka, Bruksela, CO2, kopalnia odkrywkowa, komisja petycji Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Chmura obliczeniowa.

Do niedawna chmury przynosiły deszcze, dzisiaj... noszą dane. Powstanie chmur obliczeniowych wyprzedziło jakąkolwiek związaną z nimi regulację. Teraz w Parlamencie Europejskim nadrabiamy legislacyjne luki. W przyszłym tygodniu Komisja Prawna będzie głosować nad przygotowaną przeze mnie opinią w sprawie wykorzystania potencjału chmury obliczeniowej w Europie (2013/2063(INI)).

Według prognoz International Data Corporation (IDC) dotyczących usług chmury obliczeniowej na poziomie światowym i regionalnym na lata 2011-2015 - wielkość globalnego rynku tego typu usług ma gwałtownie wzrosnąć z 21,5 mld USD w 2010 r. do 73 mld USD w roku 2015. Szacuje się, że do końca 2014 r. powstanie w związku z tym 11,3 mln miejsc pracy na całym świecie .

Dzięki chmurze możemy mieć cały czas i w każdym miejscu, z różnych urządzeń dostęp do swoich danych, które w niej „drzemią”. Wygoda to ogromna, ale po aferze z PRISM zaczęliśmy mieć sporo wątpliwości, co do bezpieczeństwa przechowywanych tamże zasobów.

Według badań Cloud Security Alliance (globalnej organizacji non-profit), wiele firm pracujących w powiązaniu z chmurą, po doniesieniach o inwigilowaniu Internetu przez amerykański wywiad, rozważało rozwiązanie umów z dostawcami chmury obliczeniowej zza Atlantyku. 85 % światowego rynku cloud computingu jest w rękach amerykańskich gigantów: Goggle, Amazon i Microsoft. Straty jakie mogą oni w związku z tym ponieść są szacowane na 26 mld USD w 2016 roku.

Może zatem należałoby stworzyć europejską chmurę? Neelie Kroes, komisarz UE ds. agendy cyfrowej wierzy, że to możliwe, jeśli pokona się bariery prawne w poszczególnych państwach członkowskich. Komisja Europejska twierdzi, że dzięki rozbudowie chmury w UE powstałoby 2,5 mln miejsc pracy, a PKB w pięciu największych gospodarkach europejskich wzrosłoby o 1– 2%, co dałoby przyrost na poziomie 160 mld EUR.

Chmura obliczeniowa ewidentnie może przynosić korzyści przedsiębiorstwom, obywatelom i sektorowi publicznemu, jednak jako nowy sposób przechowywania danych stwarza też realne zagrożenia...

Jak wynika z niedawnych konsultacji publicznych Komisji Europejskiej dotyczących chmury obliczeniowej, zasady jej działania były niejasne dla 90 % respondentów. 48% osób na kierowniczych stanowiskach zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym zdaje sobie sprawę, że chmura obliczeniowa przyspiesza i ułatwia ich pracę, jednak ponad połowa z nich nie zastosowała żadnych środków minimalizujących ryzyko np. kradzieży tożsamości.

Głównym problemem zarówno dla dostawców usług jak i użytkowników w UE jest brak harmonizacji prawa (w tym autorskiego, ochrony danych osobowych, ochrony konsumentów, handlowego) co jest niezbędne dla działania jednolitego wirtualnego rynku w Europie. Panuje ogólna dezorientacja w transgranicznym korzystaniu z usług chmury obliczeniowej, w szczególności w kwestiach związanych z odpowiedzialnością i jurysdykcją.

Konsumenci pragnący korzystać z chmury obliczeniowej stykają się często z nienegocjowalnymi, niejasnymi umowami, w większości przypadków polegającymi tylko na odznaczeniu czynności do wykonania, bez określenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych.

Użytkownicy chmury powinni także być w stanie ocenić ofertę usług chmury obliczeniowej, w oparciu o zestandaryzowane procedury dotyczące bezpieczeństwa zasobów i gwarancji zapewnianych w ramach usługi. Pomógłby w tym przykładowo wprowadzony na poziomie europejskim dobrowolny system certyfikacji pozwalający użytkownikom porównać w prosty sposób poziom zabezpieczenia usług chmury obliczeniowej, z uwzględnieniem różnic napotykanych w tym zakresie na trzech różnych poziomach usługi:-  infrastruktury jako usługi (Infrastructure as a Service - IaaS), -  platformy jako usługi (Platform as a Service - PaaS) - oraz oprogramowania jako usługi (Software as a Service - SaaS). Pierwszym przypadku oceniane jest bezpieczeństwo urządzeń, linii zasilających, danych, itp. W drugim -odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa w dużej mierze na kliencie, który powinien odpowiednio chronić swoje dane. W trzecim - odpowiedzialność spoczywa na dostawcy.

Najpoważniejsze zagrożenie w chmurze obliczeniowej jak się okazuje stanowią tzw. insiders'i - czyli osoby, które pracują w firmach świadczących usługi w zakresie chmury obliczeniowej, posiadające dostęp do danych konsumentów, kolejnym są uszkodzenia mechanizmów izolujących dane, co może spowodować ich niekontrolowany wyciek.

Obecnie odpowiedzialność dostawców za usługi w chmurze w praktyce jest żadna, działają w próżni prawnej. Niezbędne jest zapewnienie użytkownikom odpowiednich środków odwoławczych w odniesieniu do dostawców usługi chmury obliczeniowej, co teraz także jest niemożliwe.

Póki co należy przyspieszyć wdrażanie alternatywnych np. "internetowych" sposobów rozwiązywania sporów oraz form zbiorowego dochodzenia roszczeń w celu ułatwienia rozwiązywania konfliktów, z jakimi borykają się użytkownicy w tym obszarze. Może obejdzie się bez zbytniego obciążania niewydolnych prawie w każdym państwie członkowskim UE - sądów krajowych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

Więcej: https://mac.gov.pl/dzialania/komisja-europejska-oglasza-strategie-w-sprawie-chmury-obliczeniowej/http://www.euractiv.pl/innowacyjnosc-i-kreatywnosc/artykul/konsekwencje-prism-dla-chmury-obliczeniowej-w-unii-004955

2013-09-13 08:15
Z Brukseli komisja europejska, dane, ochrona danych, chmura obliczeniowa Komentarze (1)