Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Pięcioosobowa delegacja Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego (PE) przyjeżdża 29 maja br. z misją śledczą na Dolny Śląsk. Jak się okazuje otwartość naszych władz do współpracy ze społeczeństwem ma swoje ściśle określone granice, po przekroczeniu których - przedstawiciele administracji rządowej ruszają na wojnę z obywatelami.

Przykład?
Samorządowcy z sześciu gmin: Lubin, Kunice, Ruja, Ścinawa, Miłkowice i Prochowice wysyłali petycję do Parlamentu Europejskiego, po tym jak "centrala" zignorowała głos lokalnych społeczności przeciwstawiających się rządowym planom budowy największej w Europie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego na złożu Legnica. Plany lokalizacji kopalni - w bezpośrednim sąsiedztwie terenów chronionych w ramach programu Natura 2000 i gęsto zaludnionych gmin - spotkały się z ogromnym oporem zarówno mieszkańców tych terenów jak i wielu organizacji pozarządowych.

Najpierw podjęto szereg działań protestacyjnych, a w 2009 r. zorganizowano referendum, którego wyniki nie pozostawiły żadnej wątpliwości co do społecznych nastrojów: z 17,6 tys. uprawnionych do głosowania 95% opowiedziało się przeciwko planom budowy kopalni. Samorządowcy zjednoczyli się w Ogólnopolskiej Koalicji „Rozwój TAK - Odkrywki NIE”, której przewodniczącą została Irena Rogowska, wójt Gminy Lubin, autorka petycji nr 0046/2010, a wiceprzewodniczącym Radosław Gawlik prezes Stowarzyszenia EKO-UNIA z Wrocławia.

Mimo rezultatów prawomocnego referendum i jednoznacznego sprzeciwu społeczeństwa wobec projektu budowy megaodkrywki - rząd przyjął pod koniec 2011 r. plany zakładające w przyszłości wydobycie węgla w okolicach Legnicy, zamrażające tamże jakiekolwiek inwestycje niezwiązane z energetyką węglową.

Petycję od samego początku pilotuję w Parlamencie Europejskim (PE). Po trzykrotnych wysłuchaniach w Komisji Petycji (PETI) - skarżących, ekspertów i przedstawicieli Komisji Europejskiej - postanowiliśmy wysłać delegację z misją śledczą na miejsce. Należy zaznaczyć, że tego typu misje są organizowane tylko w wyjątkowych przypadkach, 2-3 razy w ciągu roku na tysiące petycji spływających z całej wspólnotowej Europy.

Początkowo bardzo trudno było znaleźć dogodny dla wszystkich termin, w końcu ustalono koniec października 2012 r.. Tuż przed wyjazdem ze względu na “różne“ okoliczności - przesunięto delegację na później, po czym okazało się, że innych wolnych dat w tzw. zielonych tygodniach, kiedy PE oficjalnie nie pracuje - już nie ma.
Konieczna była specjalna derogacja na wyjazd w tygodniu “komisyjnym”, kiedy w Parlamencie odbywają się zwyczajowe posiedzenia komisji merytorycznych. Po uzyskaniu zgody - delegację z udziałem pięciu europosłów i pozostałych zainteresowanych stron wyznaczono na 29-31 maja. br.

Gdy wszystko było już "dopięte" organizacyjnie, niespodziewanie 13 maja br. na posiedzeniu Prezydium PE, w skład którego jako Kwestor wchodzę, Jacek Protasiewicz - wiceprzewodniczący PE zgłosił wniosek, aby misję PETI ze względu na wypadające w jej trakcie święto Bożego Ciała – ponownie przesunąć. W kalendarzu PE czwartek 30 maja br. to zwyczajny dzień roboczy, petycjonariusze potwierdzili swoją gotowość do spotkań, podobnie jak i dolnośląskie władze - tym niemniej wniosek wiceprzewodniczącego spowodował zawieszenie misji na tydzień przed wyjazdem.

Po siedmiodniowych konsultacjach politycznych, na dwa dni przed planowaną misją (27 maja br.) Przewodniczący PE Martin Schulz – wyraził zgodę na delegację .

Samorządowcy odetchnęli z ulgą, choć na co dzień, o czym donoszą nawet zagraniczne* media, żyją w strachu...

Dlaczego?

Niezależne źródła energii pochodzące z paliw kopalnych, uważane są przez polski rząd za niezwykle istotne dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, zatem kto występuje przeciwko naszemu energetycznemu status quo - zagraża bezpieczeństwu państwa i dlatego ABW składa takim osobom i organizacjom - wizyty.

Przesłuchiwani są samorządowcy : burmistrzowie i ich współpracownicy sprzeciwiający się rządowym planom energetycznym, nie konsultowanym należycie ze społecznością lokalną - jak tego wymaga unijne prawo. Szczególnie piętnowane są samorządowe działania "antywęglowe", czego doświadczają np. wspomniani przeze mnie petycjonariusze.

Organizacja pozarządowa Client Earth – uważa wręcz, że dochodzi u nas do “kryminalizowania” działalności grup ekologicznych. Nieoficjalnie na “korytarzach rządowych” mówi się, że niektóre organizacje ekologiczne specjalnie doprowadzają do społecznych protestów, tylko po to by w odpowiedzi na nie - Komisja Europejska - zlecała im opracowywanie dobrze płatnych ocen środowiskowych.

Rodzimi ekolodzy przyznają, że poza wizytami agentów - „atmosferę strachu” podsycają dodatkowo wypowiedzi ministrów o domniemanym świadomym działaniu ekoaktywistów przeciwko publicznemu interesowi państwa.

Coś jest na rzeczy.

Pracując od 9 lat w Komisji Petycji - takiego oporu przy wysyłaniu delegacji z misją śledczą jeszcze nigdy nie zaobserwowałam. W ślad za naszą wizytą - zostanie opracowany specjalny raport w Komisji Petycji. Do jego zaleceń Komisja Europejska i nasz rząd będą musieli się ustosunkować.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

* http://www.euractiv.com/climate-environment/polish-environmentalists-allege-news-515745
http://www.guardian.co.uk/environment/2012/oct/30/poland-climate-fear-environmental-campaigners

2013-05-28 15:26
Z Brukseli unia europejska, kopalnia odkrywkowa, misja śledcza Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Propozycja dotyczy nałożenia limitu na super bonusy pracowników sklasyfikowanych jako „material risk takers” w bankach mających siedziby w UE oraz pracujących dla banków zagranicznych na terenie Wspólnoty. Od przyszłego roku unijny pułap premii dla pracowników zarabiajacych ponad 500.000 euro rocznie ograniczy wypłaty bonusów tylko do... 200% zarobków. Nagrody pieniężne dotychczasowych rekordzistów sięgały ponad 1000 % ich pensji zasadniczej.

Dwa lata temu belgijskie media obiegła bulwersująca wiadomość o wielomilionowych premiach, jakie sobie wypłacili zarządzający bankiem DEXIA, po tym jak tamtejszy rząd wraz z francuskim uratowały bank przed plajtą... Sprawa na dobre rozsierdziła ówczesnego Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który postanowił wziąć się za mega profity bankowców. Sprawa teraz dochodzi do finału i wydaje się, że premie rzędu od kilku do kilkunastu milionów euro przejdą niebawem do historii.

Unijna decyzja cięć w bonusach wywołała wielkie oburzenie w Wielkiej Brytanii, która obawia się, że ograniczenie finansistom premii do 200 % wypłynie niekorzystnie na konkurencyjność Londynu. Tego akurat nie obawia się Szwajcaria, czego wyrazem jest niedawno w narodowym referendum ustalone prawo akcjonariuszy do głosowania nad wysokością wynagrodzeń zarządów firm giełdowych...

W ub. roku Europejski Urząd Nadzoru Bankowego opublikował raport, z którego wynika, że średnie bonusy wypłacane w UE bankowcom wysokiego szczebla stanowią - 122 % ich stałych pensji, a w przypadku pozostałych pracowników - 139 %. W niektórych krajach średnia bankowa premia ustalana jest odpowiednio na poziomie 220 % i 313 %. Najwyższe odnotowane w UE wewnątrzbankowe średnie premie to 429 % pensji dla menadżerów i 940 % dla „material risk takers”.

Ilu jest „material risk takers"?

Przykładowo w ub. roku w Deutsche Bank - 1215, w Barclays - 393 oraz 1338 zarabiających więcej niż 500.000 funtów*.

W kwietniu br. portal Financial News opublikował listę 10 najlepiej zarabiających bankierów w Europie w 2011 r. Na pierwszym miejscu znalazł się Mike Rees z londyńskiego Standard Chartered z zarobkami - 13, 3 mln dolarów, z podstawową roczną pensją 1,1 mln, plus 12.2 mln w postaci bonusów w gotówce i akcjach. Drugi był szef Deutsche Banku Josef Ackermann, który zarobił 12,2 mln dolarów, z czego „tylko” 1,65 mln to pensja. Powyżej 10 mln dolarów zarobili też m.in. przedstawiciele kierownictwa HSBC i Barclays’a.

Bankowcy w Londynie - po unijnym fiasku lobbingu Premiera Davida Camerona na rzecz utrzymania bonusów bez ograniczeń - myślą teraz by w rekompensacie ... zwiększyć zasadnicze płace kluczowych pracowników. Wtedy może przełkną te 200% premii.

Nowe zasady obejmą tylko europejskie banki. Na Wall Street, czy w  bankach azjatyckich dalej będzie po staremu. Zdaniem zagrożonych marnymi premiami eurobankowców ten „nieprzemyślany akt prawny postawi unijne banki w niekorzystnej sytuacji”. Czy to znaczy, że już nikt nie będzie chciał w nich pracować? A może, że ich usługi nieco potanieją?

Samowolkę bankową chce też ukrócić Parlament Europejski. 22 maja br. na sesji plenarnej przegłosowaliśmy projekty nowego prawa o wspólnym systemie nadzoru nad bankami w UE. Rolę kontrolera ma przejąć Europejski Bank Centralny. To nowe zadanie dla EBC, którego władza ograniczała się dotąd do polityki monetarnej. Jako nadzorca będzie miał strzec europejski rynek przed ryzykownymi zachowaniami instytucji finansowych, tak aby ani ich klienci ani podatnicy nie byli obciążani kosztami ratowania banków.

Wg zasady : „nabroiłeś, pij zwarzone piwo” - banki mają ponosić konsekwencje swoich działań. Do tego zostaną ustalone wspólnotowe ramy restrukturyzacji i likwidacji banków, wraz ze specjalnym funduszem ratunkowym, zasilanym bankowymi składkami.

Zdaniem Komisji Europejskiej podwaliny kryzysu leżą w wysokich bonusach finansistów bankowych, które zachęcają ich do coraz bardziej ryzykownych działań - praktycznie bez odpowiedziałności płacenia za swoje błędy.

Rachunek za kryzys płacimy wszyscy.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg  

*Polecam ciekawe artykuły:

http://www.ft.com/cms/s/0/d379d10a-bee8-11e2-a9d4-00144feab7de.html?ftcamp=published_links%2Frss%2Fhome_uk%2Ffeed%2F%2Fproduct#axzz2TpzPqFJa

http://www.pwc.co.uk/financial-services/publications/new-definition-of-material-risk.jhtml

http://www.europarl.europa.eu/news/pl/pressroom/content/20130521IPR08733/html/Parlament-popiera-plany-dotycz%C4%85ce-nadzoru-bankowego-w-UE

2013-05-23 21:56
Z Brukseli unia europejska, bank Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

 Oszustwa i uchylanie się od płacenia podatków w krajach członkowskich UE oszacowano na 1000 miliardów euro w skali roku*.To więcej, niż z trudem wykluwający się budżet unijny na 7 następnych lat!

Gdyby pieniądze te zasiliły krajowe budżety zgodnie z prawem - cały skumulowany dług publiczny wszystkich państw EU zostałby spłacony w ciągu niespełna 9 lat.

2000 euro rocznie na unijnego obywatela - umyka w szarej strefie lub trafia do rajów podatkowych. Czy jest szansa by to zmienić?

Jest, ale...

Do tego niezbędna jest koordynacja systemów podatkowych i ścisła współpraca państw członkowskich w tym zakresie. Parlament Europejski przedstawił 21.maja br. pakiet środków do walki z uchylaniem się od opodatkowania. Propozycja oparta jest na automatycznej wymianie informacji między administracjami fiskalnymi i wyłapaniu luk w europejskim systemie podatkowym. By zadziałała - niezbędne jest ... zniesienie tajemnicy bankowej, a nie wszystkie państwa się na to godzą. Austria i Luksemburg upierają się przy jej zachowaniu.

Walka z rajami podatkowymi jest jednak możliwa. Na te istniejące w ramach UE możemy mieć bezpośredni wpływ, na pozostające poza Wspólnotą - pośredni, ale też skuteczny.

Na czym wic polega?

Po pierwsze na stworzeniu europejskiej publicznej czarnej listy rajów podatkowych i określeniu odpowiednich sankcji dla banków współpracujących z nimi.

Na raje podatkowe zwane w naszej propozycji "systemami prawnymi znajdującymi się na czarnej liście" skutecznie zadziałać mogą m.in :  - zawieszenie lub wypowiedzenie obowiązujących, zawartych z nimi umów o unikaniu podwójnego opodatkowania,

- zakazanie udziału w przetargach publicznych do zamówień na towary i usługi w całej Unii, podobnie jak i dostępu zarówno do unijnej jak i państwowej pomocy, wszystkim przedsiębiorstwom mającym tamże swoje siedziby, 

- wprowadzenie nakazu oddzielnego ewidencjonowania i kontrolowania zysków i strat każdej spółki holdingowej danego podmiotu prawnego UE, działającego w raju podatkowym,

- zakazanie ustanawiania lub utrzymywania przez wszystkie instytucje finansowe UE i doradców finansowych - jakichkolwiek filii lub oddziałów w systemach prawnych z czarnej listy,

- cofnięcie licencji europejskim instytucjom finansowym i doradcom finansowym, utrzymującym filie lub kontynuującym działalność w rajach podatkowych,

- wprowadzenie specjalnej opłaty od wszystkich transakcji dokonywanych na rzecz lub z terytoriów z czarnej listy,

- zniesienie pobierania podatku u źródła w przypadku podatników niebędących rezydentami raju podatkowego,

- nieuznawanie w UE statusu prawnego spółek utworzonych w krajach z czarnej listy,

- stosowanie barier taryfowych w handlu.

Szara strefa najlepiej się ma w takich krajach jak :- Bułgaria, Rumunia, Litwa (30% - 36% straconych wpływów podatkowych w stosunku do ogólnych wpływów z podatków), - Łotwa, Cypr, Grecja, Polska, Malta, Włochy, Słowenia, Węgry (20-30% strat).

Najgorzej szarej strefie jest w Luksemburgu i Austrii (poniżej 10%) i być może, dlatego państwa te nie zamierzają niczego u siebie zmieniać...? Ale na ich przykładzie widać też, że nie sama wysokość podatków powoduje ucieczki do rajów. W państwach o najwyższych podatkach w UE: Danii, Szwecji, Finlandii, Austrii, Niemczech, Luksemburgu - szara strefa jest stosunkowo mała (od 9% - 17% strat). Wychodzi na to, że "okazja czyni złodzieja" - czyli łatwość w dokonywaniu oszustw i ucieczkach podatkowych jest jej głównym motorem napędowym.

Walce z uchylaniem się od płacenia podatków i rajami finansowymi powinno zatem towarzyszyć uzdrowienie własnych systemów podatkowych.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

* dane na podstawie wyliczeń Heritage Foundation i Banku Światowego.

2013-05-22 21:25
Z Brukseli unia europejska, podatki Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Dwanaście lat temu Portugalia wprowadziła bodajże największy na świecie legislacyjny eksperyment narkotykowy: depenalizację posiadania małych ilości narkotyków (2 g kokainy, 25 g marihuany i 5 g haszyszu) oraz karanie mandatem za przekroczenie wyznaczonego limitu... jak za parkowanie samochodu w niedozwolonym miejscu. Dlaczego właśnie tam zdecydowano się na torowanie nowej drogi do dekryminalizacji narkotyków?

Żadna inna metoda nie odnotowała dotąd lepszych rezultatów. Jak nie karząc osób uzależnionych - wyciągnąć je z nałogu? Europejski precedens. Polecam artykuł http://www.spiegel.de/international/europe/evaluating-drug-decriminalization-in-portugal-12-years-later-a-891060.html .

Po mrocznych czasach dyktatury Salazara i po Rewolucji Goździków w 1974 r. do Portugalii dociera ruch hippisowski, trafiając na podatny grunt świeżo wyzwolonego spod twardego reżimu społeczeństwa. Młodzi zachłystują się “wolną miłością” i narkotykami. Skutkiem czego wzrastają statystyki uzależnionych i zarażonych wirusem HIV.

W tych okolicznościach Portugalia powołuje Komisję Antynarkotykową, w której skład wchodzą lekarze i policjanci - w równym stopniu przekonani, że narkomani nie są przestępcami. Są chorzy! Powinni zatem być traktowani jak pacjenci.

W przypadku Portugalii mówimy jednak o depenalizacji, nie o legalizacji narkotyków. Obywatel przyłapany nawet z dozwoloną ich ilością musi się zgłosić w ciągu 72 h do „Komisji ostrzegania przed narkomanią”. Jeśli jest uzależniony - kieruje się go na odwyk. Okazjonalni “używający” mogą spokojnie wrócić do domu.

Jakie wnioski możemy wysnuć z „portugalskiego eksperymentu” po kilkunastu latach?
W 2007 r. odsetek osób palących marihuanę w wieku 15-34 w Portugalii wynosił 6,7%, średnia europejska była prawie dwa razy większa - 12,1%.
Odsetek biorących kokainę w Portugali wynosił 1,2%, w UE - 2,1%.

Po wprowadzeniu nowego prawa w Portugalii liczba osób biorących środki odurzające wzrosła wśród starszej grupy społeczeństwa, wśród młodzieży zdecydowanie zmalała, tak samo jak liczba zarażonych wirusem HIV.

Spożycie narkotyków w Portugalii jest niższe od średniej unijnej. Świadomość wśród młodych Portugalczyków w kwestii narkotyków za to - wysoka. Jeśli sięgają po środki miękkie jak marihuana, z reguły nie ważą się po nic mocniejszego.

W Prima Aprilis br. świat obiegła wiadomość, że w Czechach marihuana zniknęła z listy substancji zakazanych, trafiając na listę... leków. W tamtejszych mediach pojawiły się informacje, że konopie indyjskie, jako medykament będą mogły pomagać Czechom chorym na stwardnienie rozsiane, chorobę Parkinsona a nawet AIDS.

Noblista Mario Vargas IIosa twierdzi, że "legalizacja jest to jedyny sposób, by wyeliminować przestępcze kartele związane z narkomanią”.

Komu zatem zależy najbardziej na karaniu?

Lidia Geringer de Oedenberg

2013-05-20 14:59
Z Brukseli marihuana, legislacja, polityka antynarkotykowa, depenalizacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

W Polsce przy uprawie, produkcji i handlu tytoniem pracuje ok. 600 tys. osób. Gdyby hipotetycznie wszyscy Polacy skończyli z nikotynowym nałogiem - zainspirowani unijną dyrektywą - wyliczono (nie wiem jak), że pracę mogłoby stracić 50 tys. osób. To pociągnęłoby za sobą ponoć 780 mln. euro strat z wpływów podatkowych. Wychodzi na to, że nie możemy przestać palić ze względów “patriotycznych”. Są jednak także nieśmiali przeciwnicy tytoniu (być może gorsi patrioci?), wyliczający wszelkie - w tym finansowe korzyści - uwolnionego od nałogu, zdrowego społeczeństwa. Nikotyna zabija w UE ok. 700 tys. obywateli rocznie, koszt leczenia palaczy sięga 25 mld euro każdego roku.

Zanim 15 stycznia 2013 r. Komisja Europejska skierowała do Parlamentu Europejskiego oficjalny projekt w sprawie "zbliżenia przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich w sprawie produkcji, prezentowania i sprzedaży wyrobów tytoniowych i powiązanych wyrobów" – tzw. dyrektywa tytoniowa - już zdążyła zrobić gigantyczną "eurozadymę".

Najpierw głośnym skandalem w połowie października ub. roku wyeliminowała z gry pracującego nad regulacją - maltańskiego Komisarza Johna Dalli, oskarżonego przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych OLAF o eurokorupcję. Uderzenie okazało się celne, i mimo, iż OLAF nie doszukał się bezpośredniego udziału Dalliego w sprawie, szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso "wymusił" na swym podwładnym - natychmiastową dymisję.

Donos na Dallie'go złożył Swedish Match - producent popularnego w Szwecji tytoniu (do ssania), który ponoć miał być "kuszony" przez wspomnianego Komisarza - możliwością wpłynięcia na przyszłą tytoniową legislację w zamian za 60 mln euro. Pod koniec marca br. okazało się jednak, że kluczowy świadek w aferze niejaki - Gayle Kimberly, wymyślił sobie tę historię. Mimo wykrytego kłamstwa - OLAF poradził ponoć Kimberly'emu, aby w zeznaniach trzymał się swojej “oryginalnej” wersji wydarzeń. Przy okazji okazało się, iż antykorupcyjny unijny Urząd podczas dochodzeń stosuje nielegalne podsłuchy.

Afera będzie mieć finał w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, do którego udał się "wrobiony" przez szwedzkiego tytoniowego potentata, przymuszony do dymisji John Dalli. O sprawie pisałam http://2009.salon24.pl/497916,gilotyna-tytoniowa.


“Tytoniową pałeczkę" w Komisji Europejskiej przejął nowy maltański Komisarz - Tonio Borg, wraz z portfolio “zdrowotnym” poprzednika. Obecnie trwają prace w parlamentarnej Komisji Ochrony Środowiska i Zdrowia Publicznego (ENVI), gdzie zwolennicy dyrektywy chcą ratować społeczeństwo przed zgubnym nałogiem, a przeciwnicy regulacji straszą masowym bezrobociem spowodowanym abstynencją nikotynową.

Do końca maja br. mają spłynąć do ENVI opinie z pomocniczych komisji parlamentarnych, w tym z mojej Komisji Prawnej, gdzie największe wątpliwości budzą podstawy prawne przyjęte dla dyrektywy.
Mimo iż uważam, że UE powinna prowadzić działania, także regulacyjne, na rzecz ograniczania palenia, prewencji inicjacji tytoniowej zwłaszcza wśród ludzi młodych oraz uświadamiania obywateli o negatywnych skutkach palenia - będę przeciwna dyrektywie.

Dlaczego? Oto przykłady.
Zakaz sprzedaży papierosów slim i mentolowych oraz tzw. plain packaging są obciążone wg mnie złą podstawą prawną. Zaproponowany art. 114 (1) TFUE ma za zadanie dostosowywać i ulepszać wymogi służące lepszemu funkcjonowaniu jednolitego rynku, a Komisji Europejskiej chodzi o ochronę zdrowia publicznego. Jak zakaz sprzedaży papierosów slim czy mentolowych ma polepszyć funkcjonowanie jednolitego rynku? Doprowadzi jedynie do dyskryminacji określonych produktów i to przy braku naukowych dowodów na większą szkodliwość tego typu papierosów.

Z kolei plain packaging - (zestandaryzowanie opakowania) nasuwa poważne wątpliwości, co do poszanowania np. zasady wolności prowadzenia biznesu. Te prawa mogę zostać jedynie naruszone na podst. art. 52 (1) Karty Praw Podstawowych: gdy istnieje absolutna konieczność obejścia tych przepisów ze względu na ogólny interes i zasadę proporcjonalności, co w tym przypadku nie występuje. Dodatkowo prawo do umieszczania na opakowaniu logo lub nazwy firmy objęte jest prawem własności intelektualnej, co do znaków towarowych (wyrażonym w art.17 Karty Praw Podstawowych).

Kontrowersyjne "akty delegowane", czyli oddawanie władzy KE, zgodnie z art. 290 TFUE powinny wyłącznie dotyczyć pobocznych elementów legislacji. W propozycji Komisji stosowane są jednak do spraw dużej wagi jak np. w art. 3(2) w połączeniu z art. 2(19) - dają Komisji prawo do określenia - bez konsultacji z Radą i PE - maksymalnej ilości (czyli de facto redukcji) nikotyny w papierosach dostępnych na rynku nawet do 0%, co może spowodować całkowity zakaz obrotu tymi towarami, a przy prohibicji papierosy przeniosłyby się po prostu na "czarny rynek", co nie rozwiązałoby problemu.

Ostateczne sprawozdanie zostanie poddane pod głosowanie w ENVI na posiedzeniu 10-11 lipca br. Projekt później musi zatwierdzić lub odrzucić cały Parlament, co może się stać na sesji plenarnej we wrześniu 2013 r.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

wiecej:
http://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/content/20130508STO08085/html/Opracujmy-regulacje-dotycz%C4%85ce-e-papieros%C3%B3w-a-nie-zakazujmy-ich-sprzeda%C5%BCy

2013-05-15 20:31
Z Brukseli unia europejska, palenie, tytoń Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Christian de Duve - belgijski Noblista, wybitny biochemik - ogłosił 8 kwietnia br. z imponującym spokojem, że postanowił zakończyć swoje życie. Datę swojej śmierci ustalił na 4 maja br. w uzgodnieniu z rodziną, tak by mógł osobiście pożegnać się ze swymi bliskimi przed planowaną eutanazją.

Zmarł tak jak zaplanował. Poczytny “Le Soir » opublikował pośmiertny wywiad z naukowcem*. Polecam.

W 1974 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny wraz z Albertem Claude'm i George'm Palade. Skromnie komentował to wyróżnienie mówiąc: “Gdybym ja tego nie odkrył, zrobiłby to ktoś inny. Rzeczy istnieją, a technika decyduje, czy je odkryjemy. To jest jak poszukiwanie skarbów".

Do końca był w znakomitej formie, dlatego jego decyzja o śmierci dla wielu była wielce zaskakująca. Udzielając swego ostatniego wywiadu laureat Nobla był precyzyjny i cierpliwy.

Miesiąc poprzedzający zaplanowaną śmierć spędził pisząc do przyjaciół, kolegów – naukowców, z którymi przez lata współpracował - informując o swojej decyzji i żegnając się. Czytając ich odpowiedzi z satysfakcją podsumowywał swoje wypełnione pracą i przyjaciółmi - 95 lat życia.

"Wiodłem przez prawie cały wiek, niezwykle satysfakcjonujące życie, które dało mi dużo radości i przyjemności. Miałem niezwykły przywilej uczestniczyć w wielu odkryciach i poznać wiele osobistości. Patrzę na to dziś ze wzruszeniem i z satysfakcją. Muszę powiedzieć, że na moje życie złożyły się szczęśliwe, nieoczekiwane przypadki. Ja sam nie zrobiłem nic.(...) Śmierć mnie nie przeraża”.(...) “ Jestem zmęczony. W nocy 1 kwietnia, upadłem i spędziłem kilka godzin na podłodze przy mojej szafie. Upadłem i nie mogłem wstać”.

Odszedł mając czas na pożegnanie, na podsumowanie swego życia i bez upokorzeń wynikających z braku kontroli nad własnym ciałem. Takie rozwiązanie oferują tylko dojrzałe demokracje.

Lidia Geringer de Oedenberg

* http://www.lesoir.be/237537/article/actualite/belgique/2013-05-06/christian-duve-choisi-moment-sa-mort

2013-05-14 15:47
Z Brukseli unia europejska, eutanazja, nagroda Nobla Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

Podczas posiedzeń plenarnych 754 posłów do Parlamentu Europejskiego (PE), reprezentujących 27 krajów UE każdorazowo gorączkowo szuka swoich miejsc w sali posiedzeń plenarnych. Obserwujący naszą pracę obywatele stale pytają - dlaczego? Skąd ta konsternacja, nie znacie swoich stałych miejsc?

Nie znamy. Nie mamy przykręcanych tabliczek przypisujących nam stałe miejsca jak w polskim Sejmie.

Zasady "usadzania" są następujące:
Członkowie poszczególnych frakcji politycznych Parlamentu Europejskiego zasiadają w grupach na podstawie pokrewieństwa politycznego, a nie narodowości.
W pierwszych rzędach - przewodniczący grup politycznych i ich zastępcy, następnie członkowie Prezydium Parlamentu Europejskiego (wiceprzewodniczący i kwestorzy), za nimi szefowie komisji parlamentarnych, a za funkcyjnymi - pozostali posłowie w kolejności alfabetycznej.

W przypadku wymiany posła - co praktycznie następuje na każdej sesji - ze względu na wybory krajowe (np. europoseł stał się ministrem, premierem , prezydentem...), zmiany grup politycznych (podział w rodzimej partii), czy przypadki losowe - cały układ może się zmienić.

Przed wejściem do sali plenarnej zawsze trzeba sprawdzić numer miejsca, do którego należy się udać, bowiem różnice w rzędach i sąsiadach mogą być całkiem spore. Z flanki “prawej” można wylądować nagle na “lewej” w ramach swojej własnej grupy politycznej, nawet jak się nie zmieniło poglądów.

Nasze nazwiska są drukowane każdorazowo w “rozkładzie sali” oraz wyświetlają się na małych ekranach przy maszynkach do głosowania. Wpadając do sali plenarnej w ostatniej chwili przed głosowaniami zwykle “na szybko” orientujemy się po naszych sąsiadach - dokąd się udać, kłopot pojawia się, gdy mamy nowe sąsiedztwo...

W obecnej kadencji w Parlamencie wymieniono już 72 posłów. Wśród Polaków było stosunkowo mało przeszeregowań. Parę miesięcy po eurowyborach w 2009 r. poseł Janusz Lewandowski został Komisarzem, a jego miejsce zajął Jan Kozłowski. Czterech deputowanych wybranych z list PiS opuściło grupę Konserwatystów ECR (i rodzimą partię) zasilając ultraeurosceptyczną frakcję EFD. Poseł Marek Siwiec, mimo hucznego pożegnania z SLD - pozostał w grupie Socjaldemokratów...

W poprzedniej kadencji Parlament wymienił 81 posłów i byliśmy wtedy w czołówce "mieszającej" fotelami. Na 54 wybranych w czerwcu 2004 r. polskich europosłów - 20 zmieniło grupę polityczną, niektórzy kilkakrotnie. Najaktywniejsi w tym względzie byli posłowie z list LPR, Samoobrony i PSL. Ponadto 5 deputowanych wybrało karierę w kraju, 2 odeszło tragicznie.

Na ostateczny bilans tej kadencji poczekamy jeszcze rok. Następne eurowybory odbędą się w Polsce 25 maja 2014.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

PS. Numery naszych miejsc ze względu na rozmiar sal są różne w Strasburgu i w Brukseli, gdzie chwilowo nie obradujemy plenarnie, ponieważ jej sklepienie sali grozi od pół roku zawaleniem. W Strasburgu na razie wszystko po staremu sufit "plenarny" już zawalił się w 2008 r...

2013-05-08 08:10
Z Brukseli unia europejska, europosłowie Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

W przedsionku do Wspólnoty oczekuje całkiem spora kolejka. Niektórzy dość zniecierpliwieni, czekają od ponad 30 lat... Na razie bilet wstępu z datą trzyma w ręce tylko jeden kolejkowicz. 

Parlament Europejski przegłosował w połowie kwietnia br. swoje “rozszerzeniowe” stanowisko. Dokument zawiera ocenę postępów w przygotowaniach do członkostwa w UE 8 krajów kandydujących: Chorwacji, FYROM-u (Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii), Islandii, Czarnogóry, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Kosowa oraz Turcji.

UE – jako laureatka Nagrody Pokojowej Nobla, mimo kryzysu gospodarczego podtrzymuje wolę powiększania Wspólnoty o inne kraje “w imię umacniania pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu na kontynencie oraz zwiększania pozycji UE na arenie międzynarodowej”.
W sprawozdaniu na temat strategii rozszerzenia poza oceną postępów krajów na drodze do UE wskazano przede wszystkim na reformy, jakie kraje te muszą przeprowadzić, aby do Wspólnoty przystąpić. Członkostwo w UE obwarowane jest bardzo szczegółowo określonymi warunkami osiągnięcia “pełnej demokratyzacji” obejmującymi m.in.: realny udział społeczeństwa w życiu politycznym, niezależny i wydajny wymiar sprawiedliwości, sprawną administrację publiczną, skuteczne narzędzia walki z korupcją, gwarancje wolności wypowiedzi, zgromadzeń, równe szanse dla wszystkich obywateli z poszanowaniem praw mniejszości. Ponadto wymagana jest stabilizacja gospodarcza.

Jak wygląda aktualna sytuacja?

Chorwacja
Już chwyta za unijną klamkę... Jako kraj przedakcesyjny w okresie przejściowym ma  status “aktywnego obserwatora”. Co prawda UE podpisała traktat akcesyjny z Chorwacją już w grudniu 2011 r. ( podczas polskiej prezydencji), ale dopiero w połowie marca br. Chorwacji udało się zakończyć spór ze Słowenią o zagraniczne depozyty jej obywateli w nieistniejącym już banku Ljubljanska Banka i tym samym znieść ostatnią barierę, jaką powstrzymywała Słowenię od ratyfikacji traktatu akcesyjnego swojego sąsiada. Przystąpienie Chorwacji do UE planowane jest na 1 lipca 2013 r., pod warunkiem jednak, że Traktat akcesyjny zostanie do tego czasu ratyfikowany przez wszystkie państwa członkowskie. Do kompletu brakuje jeszcze zgody parlamentów Niemiec i Danii.

Była Jugosłowiańska Republika Macedonii - FYROM(Former Yugoslav Republic of Macedonia)
Kraj o historycznie bardzo skomplikowanej nazwie. Ma dość stabilną gospodarkę i przeprowadzone z sukcesem reformy gospodarcze, ale nęka go ciągle korupcja wplątana w silne struktury mafijne, niezawisłość sądów budzi wątpliwości. Pomimo, że FYROM posiada oficjalny status kandydata do Unii już od grudnia 2005 r., kraj wciąż jeszcze nie rozpoczął negocjacji z uwagi na weto Grecji kwestionującej nazwę "Macedonia", którą FYROM chce się oficjalnie posługiwać. Grecja uważa, iż jest to historyczna nazwa jednej z jej prowincji i nie zgadza się by FYROM ją zawłaszczył.

Islandia
Posiada oficjalny status kandydata do Unii od czerwca 2010 r. Wieloletnie relacje Islandii z UE ugruntowane są już członkostwem tego kraju w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG) umożliwiającym dostęp do wspólnotowego rynku oraz członkostwem w strefie Schengen. W lipcu 2009 r. Parlament Islandii zagłosował za dalszym zaciśnięciem współpracy i przystąpieniem do Wspólnoty. Od tego czasu negocjacje akcesyjne zmierzają w dobrym kierunku. Daty akcesji jeszcze nie znamy, UE najwyraźniej czeka na ostateczne “pozamiatanie” niedawnych problemów bankowych Islandii..


Czarnogóra
Od grudnia 2010 r. posiada status oficjalnego kandydata do UE. W 2011 r. po pozytywnej ocenie postępów Czarnogóry - Komisja Europejska sugerowała nawet oficjalne rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych, lecz propozycja ta została przez Radę UE w grudniu 2011 r. odłożona w czasie.
Słaba gospodarka, wysoka przestępczość, korupcja, dyskryminacja, brak pełnej wolności prasy - to nadal przeszkody stojące na drodze tego kraju do Unii. Upłynie jeszcze parę lat zanim licząca 680 tys. mieszkańców dawna republika jugosłowiańska zostanie członkiem wspólnoty, tym niemniej Czarnogóra wyprzedza nieco w wyścigu inne kraje regionu – używając już na  swoim rynku waluty  euro .

Serbia
Posiada status kraju kandydującego od marca 2012 r. Może liczyć na otwarcie negocjacji członkowskich, ale dokładna data ich rozpoczęcia nie jest jeszcze określona. Przeszkodą pozostaje niestabilna gospodarka i złe stosunki z krajami, które uznały niepodległość jej wcześniejszej prowincji – Kosowa, które ogłosiło się państwem w lutym 2008 r. Przełomu w negocjacjach nie widać, czwarta tura rozmów premierów Ivica Daczicia i Hashima Thaci w Brukseli nie przyniosła żadnych konstruktywnych rozwiązań. Dopóki Belgrad nie ureguluje swoich stosunków z Kosowem - KE nie zarekomenduje rozpoczęcia negocjacji członkowskich z Serbią.

Bośnia i Hercegowina
Nie ma jeszcze statusu kandydata, mimo, że negocjacje rozpoczęto w 2005 r., a w 2008 r. podpisano umowę o stabilizacji i stowarzyszeniu. Bośnia i Hercegowina poczyniła jak dotąd dość ograniczone postępy na drodze do spełnienia wstępnych warunków UE. Na przeszkodzie stoją: niestabilność polityczna, zagrożona jedność kraju (separatyzm części serbskiej), głębokie podziały etniczne, duża przestępczość, silne struktury mafijne, słaba gospodarka nieprzystająca do konkurencji na jednolitym rynku i 121 miejsce we wskaźniku wolności gospodarczej. Problemem jest zagwarantowanie niezawisłego, bezstronnego i skutecznego systemu sądowego szczególnie w związku z podejściem do zbrodni wojennych. Reforma administracji i walka z korupcją w powiązaniu z partiami politycznymi czekają na wdrożenie.

Kosowo
Kandydat na kandydata, bez oficjalnego unijnego statusu. To jeden z najbiedniejszych regionów świata z czterdziestoprocentowym bezrobociem, wyjątkowo słabą gospodarką i silnymi strukturami mafijnymi, a także licznymi niewyjaśnionymi oskarżeniami o zbrodnie wojenne. W wyniku wojny w 1999 r. nadal zaginionych pozostaje prawie 2 tys. osób, których los musi pozostać wyjaśniony. UE wysłała do Kosowa pomoc techniczną dla tworzenia struktur państwowej administracji, sądownictwa i policji - EULEX.
Utworzone w 2008 r. Kosowo nie jest członkiem ONZ, Rady Europy, OBWE, WTO, ponadto 5 państw członkowskich UE do dzisiaj nie uznaje jego niepodległości (Cypr, Grecja, Hiszpania, Rumunia i Słowacja). Droga do Unii będzie bardzo długa.

I na koniec weteran kolejkowy.

Turcja
Europejska Wspólnota Gospodarcza poprzedniczka UE - przyznała Turcji status członka stowarzyszonego już w 1963 r. Proces negocjacyjny w sprawie przystąpienia tego kraju do UE formalnie rozpoczął się wraz ze złożeniem przez Turcję oficjalnej aplikacji 14 kwietnia 1987.
10 lat później na szczycie luksemburskim zablokowano jednak Turcji drogę do Wspólnoty, po czym na szczycie helsińskim w 1999 r. uznano kraj za oficjalnego kandydata do przystąpienia do UE, unieważniając wcześniejsze postanowienie.

Tureckie negocjacje akcesyjne z UE rozpoczęły się 3 października 2005 roku. Od tego czasu kraj poczynił znaczące postępy. Ma dobrą kondycję gospodarczą z wielkim rynkiem zbytu. Znaczna liczba obywateli pochodzenia tureckiego już żyje i pracuje w krajach UE.
Turcja przejmuje się ekologia i wdraża politykę odnawialnych źródeł energii. Ratyfikowała protokół fakultatywny do Konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur (27 września 2011 r.) oraz (jako jedyna do tej pory) Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Pozostają kwestie respektowania praw podstawowych oraz rozwiązanie normujące stosunki z Republiką Cypryjską, której połowę Turcja okupuje od 1974 r. Opory budzą także: spór z Armenią, złe relacje z Grecją, nieuznawanie ludobójstwa Kurdów. Sytuacji negocjacyjnej nie służył też turecki bojkot cypryjskiej prezydencji w Radzie UE w drugim półroczu 2012 r.

Tym niemniej Turcja, jako kraj kandydacki podobnie jak i Polska swego czasu otrzymuje już europejskie fundusze przedakcesyjne...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-05-06 09:24
Z Brukseli unia europejska, kandydaci, akcesja Komentarze (2)