Najnowsze komentarze
 
2016-01-15 11:42
kronos do wpisu:
Zagrożenie praworządności na Węgrzech pod lupą PE
Zadziwiająca mentalność tej większości posłów unii, w świetle faktów exodusu sił islamu do[...]
 
2015-05-15 09:08
TomKs1 do wpisu:
eCall: ratownik czy szpieg?
Taa... Lem by się nie powstydził... A Orwell wpadłby w zachwyt....
 
2015-03-27 22:42
habij do wpisu:
Równi i równiejsi w UE
Czy Stany Zjednoczone upadną jak Cesarstwo Rzymskie?[...]
 


O mnie
 
Poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej, ponadto pracuje w Komisji Budżetowej i Komisji Petycji.
 


 
Z Brukseli
 




 Oceń wpis
   

Podczas gdy Wielka Brytania powoli szykuje się do definitywnego opuszczenia Unii, jej północna część – Szkocja, czyni wszystko by we Wspólnocie pozostać. Dodatkowa motywacja do walki o niepodległość? Rozstrzygające o przyszłości Szkotów referendum odbędzie się już w przyszłym roku.  Daty referendum o pozostaniu Wielkiej Brytanii w Unii jeszcze nie ma, ale wszyscy czują, że się zbliża...

Na pytanie: jaki wpływ ma Wielka Brytania na UE - aż 80% ankietowanych Brytyjczyków uważa, że nie ma żadnego. Cóż, wyspiarze nie doceniają własnej siły. Brytyjskie media kreują "demona" Europy, a tamtejsi politycy boją się przyznać do zysków, jakie daje ona krajowi. Lepiej "wyborczo" sprzedają się utyskiwania, niż nudne fakty, a wizja Wielkiej Brytanii niczym Guliwer przywiązanej przez unijnych Liliputów kusi do zerwania więzów...*

Tymczasem niewielu Brytyjczyków wie, że dwa wielkie projekty: stworzenie jednolitego rynku i otwarcie Unii na wschód - w dużym stopniu były ich pomysłem. Brytyjskie wpływy w Europie są dziś silniejsze, a nie słabsze, niż 40 lat temu kiedy do Wspólnoty przystępowali. Tym niemniej  społeczeństwo wie swoje...

Nieliczni brytyjscy zwolennicy Unii patrzą krzywym okiem na szkockich jej entuzjastów. Nie ma mowy o współdziałaniu. Szkoccy prounijni Laburzyści uważają, że po opuszczeniu bogatej Wielkiej Brytanii niepodległa Szkocja zostanie zdegradowana do poziomu “kraju rozwijającego się”. Wolą pozostać z Brytanią, ale drżą na myśl o opuszczeniu Unii.

Zdaniem Skarbu Jej Wysokości każdy z Brytyjczyków “zubożeje” rocznie o jednego funta w przypadku odłączenia się Szkocji od Wielkiej Brytanii. To umiarkowana cena dla obu stron. Inaczej mówiąc płacąc jednego funta rocznie Anglik pozbędzie się szkockich nacjonalistów, a Szkot nie będzie musiał użerać się z brytyjskim rządem.

Szkocki rząd już deklaruje, że zamierza pozostać członkiem UE, ale zdaje też sobie sprawę, że w przypadku uzyskania niepodległości, będzie to wymagało nowych negocjacji ze Wspólnotą w celu ustalenia warunków, na których członkostwo to będzie kontynuowane. Szkoci wierzą, że zostaną wpuszczeni do UE niemal automatyczne, już teraz obowiązuje ich prawo unijne, są w pełni dostosowani.

Członkostwo w Unii będzie nie tylko w interesie obywateli Szkocji, ale też wielu tysięcy obywateli innych państw członkowskich, obecnie przebywających na szkockim terytorium, w tym Polaków, którzy jako obywatele Unii np. dalej będą mieli prawo pracować, uczyć się czy głosować w wyborach lokalnych i do PE. 

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

Więcej:

* http://www.theparliament.com/digimag/issue366http://www.guardian.co.uk/politicshttp://www.guardian.co.uk/commentisfree/2013/jan/20/scottish-independence-becoming-only-optionhttp://www.guardian.co.uk/politics/2013/jan/30/scottish-government-wording-independence-referendum-question

2013-04-26 08:08
Z Brukseli unia europejska, wielka brytania, szkocja, niedpodległość Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

W Brukseli mnożą się układanki z nowych twarzy przymierzanych do obsadzenia unijnych top-stanowisk w nowym rozdaniu w 2014 r. Przy okazji media wyciągają interesujące i szokujące odbiorców “eurorodzynki”. Przykład z Wielkiej Brytanii: “Baronowa Ashton dostanie od Unii 400.000 funtów za nicnierobienie ”*. To fakt. Komisarze po zakończeniu swojej 5-letniej kadencji, przez trzy kolejne lata otrzymują odprawę. Tak, z pieniędzy podatników. Wszyscy o tym wiedzą, a najlepiej szefowie naszych rządów, którzy decydują o nominacjach na kandydatów na komisarzy.

Kiedy Lady Catherine Ashton szefowa unijnej dyplomacji zakończy swoją kadencję, w październiku przyszłego roku (podobnie jak cała Komisja Europejska, w tym polski Komisarz Janusz Lewandowski) - będzie miała wypłacane 55 % swojego dotychczasowego uposażenia, czyli jak wyliczyli brytyjscy dziennikarze ok. 133.500£ rocznie, aż do końca 2017 roku, skorzysta też (jak do tej pory) z niskiego podatku wspólnotowego.


Sprawa wywołała burzę na wszelkich brytyjskich medialnych forach, czemu się trochę dziwię, gdyż taką samą odprawę otrzymywali wcześniej wszyscy poprzedni Komisarze z tego kraju (będącego we Wspólnocie od 1973 r.), zatem dla “wyspiarzy” to żadna nowość.

Już bardziej dla nas, ale polskie media być może bardziej wyważone, nie emocjonują się specjalnie przypadkiem Baronessy i nie wiążą go z analogiczną sytuacją Komisarza Janusza Lewandowskiego, czy naszej pierwszej Komisarz – Danuty Hubner, która odprawy rzędu 100.000 euro rocznie za "nicnierobienie" z Komisji Europejskiej (KE) już otrzymała.

Komisarska odprawa ma być gwarancją tego, żeby Komisarze (podobnie jak wysokiej rangi managerowie po odejściu z poważnej korporacji) nie zaczęli pracować zbyt wcześnie na rzecz konkurencji...

Ponadto, dość przekonującym argumentem przynajmniej zdaniem rzecznika KE jest i to, by “Komisarze nie szukali nowej pracy w czasie ostatnich miesięcy swojego mandatu, ale dopiero po zakończeniu kadencji”.

Co więcej, po osiągnięciu wieku emerytalnego, Ashton otrzyma jeszcze unijną emeryturę, w wys. 61.000 £ rocznie...

Wszystko to musi brzmieć bardzo zachęcająco dla kandydata na jej stanowisko, jakim (przynajmniej w naszych mediach) miałby być obecny polski minister spraw zagranicznych - Radosław Sikorski.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/eu/9971786/Baroness-Ashton-will-be-paid-400000-by-the-EU-to-do-nothing.html

2013-04-23 15:15
Z Brukseli unia europejska, zarobki, komisja europejska Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Komisja Europejska najwyraźniej pragnie więcej władzy, a stosując sztuczkę prawną chciała awansować do roli swoistego monopolisty koncesyjnego. Przyjęty przez UE w 2003 r. tzw. Europejski System Handlu Emisjami (ETS) i wprowadzony w życie w 2005 r. jest - co pokazuje dotychczasowa praktyka jego funkcjonowania - niedoskonały i sprzyja oszustwom finansowym oraz spekulacjom. Nie spełnił pokładanych w nim nadziei - jest nieefektywny i wymaga zmian, ale nie takich, jakie zaproponowała Komisja Europejska.

Zgadzam się z ogólną ideą ograniczeń emisji CO2 i stopniowego przechodzenia na "zieloną gospodarkę"* - ale w głosowaniu 16.04.br nad sprawozdaniem dotyczącym "Harmonogramu aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych" - byłam za odesłaniem tego projektu z powrotem do Komisji Środowiska, ponieważ zawierał on bardzo poważne prawne "niedopatrzenia".

Propozycja Komisji Europejskiej (KE) chciała wprowadzić drastyczne odstępstwo od zapisów traktatowych i w procesie konsultacji związanych ze zmianami systemu aukcji CO2 - pominąć kraje członkowskie. Temu miała służyć zaproponowana przez KE podstawa prawna - artykuł 192.1 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, który w moim przekonaniu nie jest właściwy dla nowelizacji tej dyrektywy. Proponowane zapisy nie mają bowiem wyłącznie charakteru "środowiskowego", ale wpływają na dywersyfikację struktury energetycznej, zatem właściwą podstawą prawną powinien być art. 192.2c, przewidujący jednomyślną zgodę państw członkowskich, ze specjalną procedurą prawodawczą i konsultacją z Parlamentem Europejskim. Przy tej podstawie prawnej każdy kraj UE miałby możliwość ewentualnego sprzeciwu wobec proponowanych, zagrażających jego gospodarce zmian.

Sprytnie manewrując traktatowymi artykułami KE chciała wprowadzić tzw. backloading, czyli "zdjąć" z rynku aukcji 900 milionów ton CO2, by z obecnych 2,7 euro za tonę - wywindować w przyszłości cenę do ok. 30 euro za tonę - brutalnie ingerując w rynek uprawnień do emisji, do tego jeszcze bez konsultacji z krajami członkowskimi....

Proponowane zapisy dawałyby ponadto KE zbyt duży margines dowolności w określaniu zasadności takich interwencji, a tym samym możliwość sztucznego i arbitralnego regulowania rynku uprawnień do emisji w oparciu o nieweryfikowalne przesłanki. Takie czasowe ograniczanie wprowadzania na rynek nowych uprawnień mogłoby mieć negatywny wpływ na budżety państw ubiegających się o możliwość przydziału bezpłatnych uprawnień z tytułu czasowych derogacji, czyli np. dla Polski, Węgier, Rumunii. "Strata" byłaby oczywiście kompensowana podwyżką cen energii, a koszty zostałyby przerzucone na barki konsumentów.

Jak wspomniałam na początku - podzielam ideę stopniowego ograniczania emisji CO2 i dywersyfikowania źródeł pozyskiwania energii - dlatego wcześniej poparłam nielegislacyjne sprawozdanie "z własnej inicjatywy" poseł Niki Tzaveli "Energy Roadmap 2050", wyznaczające długofalowo drogę do przekształcania europejskiej energetyki w tzw. energetykę zieloną.

Jednakże są to dwa kompletnie różne dokumenty o diametralnie odmiennych skutkach prawnych.

Sprawozdanie "z własnej inicjatywy" nie pociąga za sobą konsekwencji prawnych - jest jedynie propozycją dla Komisji Europejskiej, która nie jest wiążąca i może, ale nie musi zostać uwzględniona w tworzeniu prawodawstwa. Natomiast legislacyjne sprawozdanie dotyczące "Harmonogramu aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych" posła Matthiasa Groote miałoby bezpośrednie skutki prawnie wiążące. Na szczęście pomysł zamrożenia sprzedaży części uprawnień do emisji w tej wersjii został przez Parlament Europejski odrzucony (334 za jego odrzuceniem, przy 315 przeciwnych i 63 wstrzymujących się) i tym samym odesłany do poprawki do parlamentarnej komisji ochrony środowiska naturalnego.

cdn...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* o sprawie pisałam wcześniej:

http://lgeringer.natemat.pl/54807,zyskowne-straty-czyli-jak-robic-prawdziwy-biznes-na-emisjach-co2
http://lgeringer.natemat.pl/55081,zyski-klimatyczne-dla-sprytnych

2013-04-19 08:07
Z Brukseli parlament europejski, komisja europejska, CO2, dwutlenek węgla, backloading Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Polityka wizowa UE powinna zdaniem europosłów opierać się na zasadzie wzajemności, czyli : wymagasz od nas wizy - my też będziemy od ciebie jej żądać*. Nowe zasady właśnie zostały przegłosowane w Komisji ds.Wolności Obywatelskich (LIBE), teraz czekają na ostateczną aprobatę państw członkowskich (Rady).

Wobec krajów, których obywatele cieszą się nieograniczonymi możliwościami wjazdu do UE, ale które nie gwarantują takich samych uprawnień Europejczykom zostanie zastosowana "zasada wzajemności". Przykłady? Rumuni, Bułgarzy, Cypryjczycy i... Polacy muszą składać wnioski o wizę do Stanów Zjednoczonych, podczas gdy każdy obywatel USA bez papierkowych problemów wkracza automatycznie do całej UE.

Propozycja ma wzmocnić mechanizm “wzajemności” wizowej w oparciu o zasadę równego traktowania. Ruch bezwizowy będzie też mógł zostać zawieszony np. w przypadku nagłego, drastycznego napływu imigrantów z innych krajów Unii.

O “wzajemność wizową” zabiegaliśmy od początku naszego członkostwa w Unii, niestety nieskutecznie - bo bez poparcia większości, teraz sprawa nabrała rumieńców i najprawdopodobniej zyska poparcie Rady, której szczególnie spodobało się wizowe “zawieszanie”, ale w pakiecie pewnie zgodzi się teraz też i na “wzajemność”.

Czyżby nadchodził prawdziwy koniec naszych upokarzających kolejek przed amerykańską ambasadą? A może pojawią się podobne “ogonki” przed naszymi placówkami dyplomatycznymi w Stanach....

*więcej tutaj.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego

Lidia Geringer de Oedenberg

2013-04-12 08:05
Z Brukseli unia europejska, wiza USA, Stany Zjednoczone Ameryki Komentarze (8)
 Oceń wpis
   

... czyli ciąg dalszy afery zdymisjonowanego Komisarza Dalli'ego.

Pod koniec marca br. tygodnik New Europe* opisał ciekawe metody wykrywania korupcji stosowane przez Europejski Urząd ds.Zwalczania Nadużyć Finansowych, OLAF. Jak się okazało kluczowy świadek w aferze, niejaki Gayle Kimberly ... wymyślił spotkanie, podczas którego bliski współpracownik Komisarza Dalli'ego jakoby żądał 60 mln euro od Swedish Match (wiodącego producenta tzw. bezdymnego wyrobu tytoniowego - snusu) w zamian za pomoc w legalizacji produktu w UE. Mimo wykrytego kłamstwa OLAF ponoć poradził Kimberly'emu, aby w zeznaniach trzymał się jednak swojej “oryginalnej” wersji wydarzeń...

Pochodzący z Malty unijny Komisarz ds. zdrowia John Dalli “przymuszony okolicznościami” podał się do dymisji 16 października 2012, zaraz po tym jak OLAF przedstawił José Manuelowi Barrosso, szefowi Komisji Europejskiej - raport z dochodzenia w sprawie wspomnianej korupcyjnej propozycji, o której doniósł OLAF-owi Swedish Match (o sprawie pisałam. http://2009.salon24.pl/460485,osobliwy-przypadek-johna-dalli).

Tymczasem nie tak dawno francuski deputowany José Bové oświadczył, iż 20 marca br. w swoim biurze w Parlamencie Europejskim w Brukseli spotkał się z dwoma lobbystami ze Swedish Match i w czasie rozmowy jeden z nich (Johann Gabriellson) wyznał, że kontrowersyjne “spotkanie” Kimberly'ego w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca.

Oliwy do ognia dolał jeszcze Herbert Bösch, były austriacki europoseł a obecnie członek Komitetu Nadzoru OLAF-u, który na posiedzeniu w Komisji Kontroli Budżetowej stwierdził, iż antykorupcyjny Urząd podczas dochodzeń stosuje nielegalne podsłuchy. Komitet Nadzoru OLAF-u szykuje się do opublikowania sprawozdania dotyczącego tych szczególnych praktyk, co nastąpi jeszcze w kwietniu br.

14 marca br., Rada Europejska i Parlament zdecydowały o przeglądzie rozporządzenia regulującego status OLAF-u.

Dodatkowo w PE powstał pomysł, by powołać specjalną komisję, która przeanalizowałaby wszelkie “interakcje” pomiędzy instytucjami UE a lobbystami. Zakres jej kompetencji i działań ma określić Konferencja Przewodniczących ( szefów grup politycznych w PE) najprawdopodobniej jutro -11 kwietnia br.

Tymczasem. OLAF zaprzecza wszelkim zarzutom o nieprawidłowościach w związku z Dalligate **. W specjalnie wydanym oświadczeniu, Urząd odrzuca posądzenia o manipulowanie zeznań świadków czy zakładanie nielegalnych podsłuchów, powołując się na swoje złożone u szefa komisji Barrosso - sprawozdanie. Sęk w tym, że posłowie nie mają doń dostępu... Na razie.

Jeśli jednak zarzuty stosowania nielegalnych praktyk wobec dotąd “krystalicznie czystego” Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych OLAF-u się potwierdzą – tym razem do dymisji powinien się szykować jego dyrektor generalny Giovanni Kessler....

“Wrobiony” przez szwedzkiego tytoniowego potentata i zmuszony do dymisji były już Komisarz Dalli - zapowiedział pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. A ma o co walczyć. Oczyszczenie z paraliżującej karierę “eurokorupcji” i odszkodowanie za utratę intratnego stanowiska może mu przynieść miliony...

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

*http://www.scribd.com/doc/132117712/New-Europe-Print-Edition-Issue-1023
**http://www.scribd.com/doc/132117712/New-Europe-Print-Edition-Issue-1023

 

 

2013-04-10 15:07
Z Brukseli parlament europejski, unia europejska, lobbing Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Niby wszystko przebiega płynnie. Chorwacja ma się stać 1.07.2013 r. - 28 członkiem UE, pod warunkiem ratyfikowania jej traktatu akcesyjnego przez wszystkie kraje Wspólnoty. A z tym jest pewien problem...

Negocjacje z Unią - Chorwacja rozpoczęła w 2005 r. Ich zakończenie przewidywano na lipiec 2010 r., a założoną datą akcesji miał być rok 2011. Plan pokrzyżował konflikt graniczny z sąsiedzką Słowenią (powodując czasowe zablokowanie procesu negocjacji) oraz kwestia ukrywającego się generała Ante Gotoviny (bohatera narodowego Chorwatów) oskarżanego o zbrodnie wojenne przez wymiar międzynarodowej sprawiedliwości. Gotovina w międzyczasie został zatrzymany w Hiszpanii, w 2011 r. skazany przez Trybunał w Hadze na 24 lata więzienia za zbrodnie na Serbach i ... po roku uniewinniony.

Traktat akcesyjny z Chorwacją w końcu podpisano w Brukseli 9 grudnia 2011 r. w czasie polskiego przewodnictwa w Radzie UE, co zresztą zaliczyliśmy w poczet naszych "prezydenckich" sukcesów. W ślad za tym faktem, w zorganizowanym w Chorwacji 22 stycznia 2012 r. referendum - 66, 24% uczestniczących w głosowaniu tamtejszych obywateli (przy frekwencji 43, 5%) opowiedziało się ZA wejściem do Unii Europejskiej.

Pierwszą nogę we wspólnotowych instytucjach Chorwacja postawiła 17 kwietnia 2012 r., kiedy to 12 "obserwatorów" wytypowanych z grona ich posłów narodowych dołączyło do nas w Parlamencie Europejskim (PE). Wdrażając się do przyszłej pracy uczestniczyli w posiedzeniach plenarnych, komisji parlamentarnych, grup politycznych - z prawem do zabierania głosu, bez prawa do głosowania. Parlament wraz z ich przybyciem zatrudnił też stosowną grupę urzędników i tłumaczy...

Ratyfikacja Traktatu akcesyjnego Chorwacji przebiega jednak dość niespiesznie. Dopiero 20 państw UE zakończyło w pełni proces ratyfikacji, w pięciu kolejnych procedura jest w toku, a dwa kraje - Niemcy i Dania nawet jej nie rozpoczęły.

Nie było czasu?
Hm...

Chorwacja tym niemniej deklaruje gotowość do wejścia do UE zgodnie z planem - 1 lipca 2013 r. Co więcej kraj ten organizuje w tę niedzielę (14 kwietnia 2013 r.) wybory do Europarlamentu. Wybrani teraz chorwaccy europosłowie będą zasiadali w PE tylko przez nieco ponad rok, albowiem w maju 2014 r. odbędą nowe eurowybory w całej Unii.

PE budżetowo jest już gotów do przystąpienia nowego kraju : chorwaccy urzędnicy – 6 mln euro rocznie, tłumaczenia na język chorwacki – 1 mln. Uwzględniając fundusze (strukturalne, dopłaty rolne) przeznaczone dla nowego kraju zarezerwowano łącznie - ponad 655 mln euro nowych wydatków, przy wpływach rzędu 212 mln euroskładki ze strony Chorwacji.

Daty naglą – wątpliwości pozostają. Chorwacja ustawia się już niecierpliwie w blokach startowych, tylko czy doczeka się 1.07.br. wystrzału startu ?

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

2013-04-10 08:21
Z Brukseli unia europejska, Chorwacja Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Najpierw wyeliminowała maltańskiego Komisarza, teraz wznieca bardzo niezdrowe emocje... Kto następny podłoży głowę? Głośnym skandalem odbiła się ubiegłoroczna nagła dymisja Komisarza Johna Dalli, po tym jak OLAF (Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych) wszczął śledztwo w jego sprawie. Donos na wysoko postawionego Maltańczyka złożył Swedish Match - producent tytoniu, który ponoć był kuszony przez Komisarza możliwością wpłynięcia na przyszłą tytoniową legislację w zamian za pewną wdzięczność finansową.

Mimo, że OLAF nie doszukał się żadnego bezpośredniego udziału Dalliego w sprawie, szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso natychmiast "wymusił" na swym podwładnym dymisję. Tak przynajmniej twierdzi były już Komisarz Dalli (o sprawie pisałam wcześniej http://lidiageringer.blog.onet.pl/tag/komisarz-john-dalli/).

Bardzo szybko, bo już po miesiącu od szeroko komentowanej dymisji przegłosowaliśmy mandat dla nowego maltańskiego Komisarza - Tonio Borga, który w listopadzie ub. roku wraz z portfolio “zdrowotnym” poprzednika przejął też kłopotliwą Dyrektywę "tytoniową”.

Teraz, po rozpoczęciu prac w Parlamencie nad nową regulacją *, czyli po tzw. wysłuchaniu publicznym (25 lutego br.) i wymianie poglądów (20-21 marca br.) w Komisji Ochrony Środowiska i Zdrowia Publicznego (ENVI) – obserwujemy prawdziwy pokaz “rozdzierania szat” fundowany przez przeciwników Dyrektywy “tytoniowej” - straszących masowym bezrobociem spowodowanym przyszłą ... abstynencją nikotynową. Zwolennicy zmian w rewanżu wyliczają hurtem wszelkie - w tym finansowe korzyści - uwolnionego od nałogu zdrowego eurospołeczeństwa.

Póki co trwa bitwa na statystyki:
Co roku z powodu palenia tytoniu umiera metropolia wielkości Frankfurtu.
Do tego gigantycznego cmentarza należy doliczyć też 61 tys. biernych palaczy umierających na skutek wdychania dymu wydmuchiwanego przez innych. Po stronie kosztów leczenia nikotynowych pacjentów mamy astronomiczną sumę 25 mld euro rocznie wydanych w UE, a także 7 mld - w stratach na wydajności personelu ( palenie w godzinach pracy). Wszystko to składa się na “hiobowy” obraz strat spowodowanych zgubnym nikotynowym nałogiem.
Dodatkowo każdego roku zaczyna palić ok. 80 mln młodych ludzi... czyli nowych klientów przemysłu tytoniowego i usług szpitalnych.

Zdaniem sprawozdawczyni “tytoniowej” Dyrektywy - brytyjskiej europoseł z mojej grupy politycznej S&D, Lindy McAvan, należy zrobić wszystko by powstrzymać firmy sprzedające papierosy przed wykorzystywaniem kolejnych chwytów marketingowych skierowanych do “znałogowania” młodzieży. Ponadto projekt Dyrektywy rozprawia się też z produktami, które nie wyglądają jak papierosy, ale jak np. perfumy oraz z tzw. bezdymnymi papierosami nasyconymi uzależniającą nikotyną.

By osiągnąć wyznaczony cel zdrowotny wg nowej regulacji - wyroby tytoniowe powinny wyglądać i smakować “oryginalnie”. Nie mogą być “maskowane” przez projektantów, ani “przesłonięte” innymi smakami, czy zapachami. Etykiety mają odstraszać, by zapobiegać nałogowi. Rekompensatą ma być zdrowie, a miejsca pracy stracone w przemyśle tytoniowym odrodzą się tam, gdzie wolni od nałogów obywatele będą wydawać swoje zaoszczędzone na papierosach pieniądze. Co w efekcie pobudzi wzrost gospodarczy w uśpionej dymem Europie. Czyli wilk syty i owca...

Czy aby na pewno? Komisarz Borg chce bardzo ambitnie zakończyć prace na Dyrektywą jeszcze w tym roku, ale biorąc pod uwagę te “drastycznie” brzmiące dla palaczy i przemysłu tytoniowego propozycje nowych regulacji – mogą sobie Państwo wyobrazić reakcję adekwatnego lobbyingu, za którym stoi przemysł z rocznym zyskiem rzędu 350 mld euro! To tyle co roczny wspólny zysk Coca-Coli, McDonaldsa i Microsoftu.

100 pełnoetatowych tytoniowych lobbystów działających oficjalnie w Brukseli (z budżetem ok. 5,5 mln euro rocznie) - atakuje teraz europosłów każdego dnia...Na rezultaty działań ich i posłów jeszcze jednak trochę poczekamy*.

Tak jak entuzjastycznie wspieram, jako poseł w Parlamencie Europejskim - wszelkie prawne euroułatwienia, harmonizacje itp. - tak (nawet mając osobiste inklinacje do czasem brutalnego zwalczania palaczy w moim otoczeniu) nic nie wierzę w zaostrzanie zakazów i skuteczne odstraszenie palaczy brzydkim opakowaniem, czy śmierdzącym papierosem...

Obym się dla dobra zdrowej wspólnotowej Europy myliła.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg

* Kalendarz prac nad Dyrektywą “tytoniową “ w PE:

- Rozpatrzenie projektu przez Komisję ENVI - 24/25 kwietnia
- Termin składania poprawek - 6 maja
- Wymiana poglądów na temat poprawek - 29/30 maja
- Przyjęcie sprawozdania - 20 czerwca
- Głosowanie na sesji plenarnej PE - wrzesień 2013

Link do projektu dyrektywy:
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2012:0788:FIN:PL:PDF

2013-04-03 14:42
Z Brukseli unia europejska, tytoń, papierosy Komentarze (3)